15.02.2026, 02:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2026, 11:16 przez Helloise Rowle.)
Tego dnia Helloise nie walczyła z Leviathanem wcale zajadle — a z pewnością nie tak, jak to potrafiła. Jej umysł snuł się jedynie leniwie pomiędzy opcjami i skojarzeniami, które wypowiadała na głos jako sugestie, nie nakazy. Ostateczne decyzje pozostawiała w pełni Leviathanowi, jako że poruszali się po jego królestwie.
Ucieszyły ją chęci smoczognika, który nadstawił się do jej ręki. Głaskała go po łuskach szyi i łebka, uważając, żeby nie zahaczyć palcem o oko czy inną wrażliwą część zwierzątka. Och, jak urocze były smoczogniki. Uwielbiała je entuzjastycznie jako dziecko i nie spowszedniały jej nigdy. Wręcz przeciwnie: z wiekiem nabyła nowej, intencjonalnej uważności i obserwowała je z rosnącym zaciekawieniem.
— Wiem, że byś ich nie podusił — powiedziała cicho, chcąc nieco udobruchać czarodzieja. Oparła głowę o jego pierś, żeby pod innym kątem spojrzeć z bliska na jego pupila. — Wiem. Nie to miałam na myśli. — Podniosła na krótko oczy na mężczyznę, żeby sprawdzić, czy się na nią gniewał.
Bo jeśli jedną rzecz miałaby powiedzieć o Leviathanie na pewno, to że dbał o zwierzęta w niespotykany sposób, co zawsze w nim podziwiała. Zachwycała ją jego unikalna więź ze smoczognikami, lecz nie tylko. Również z innymi istotami Helloise z przyjemnością obserwowała Rowle’a: to, jak zręcznie się z nimi obchodził, jak dobrze je wyczuwał i jak czytał subtelne znaki w ich zachowaniach. Nie dało się takiego kontaktu ze stworzeniem nawiązać, pozostając głuchym na przyrodę. Jednocześnie Levi był nie tylko czułym opiekunem: wiedział, jak postawić się istotom — nie bez powodu zachował wszystkie kończyny i życie, pracując tak długo wśród smoczych stad. Kombinacja jego opiekuńczości, nici porozumienia i siły w kontaktach ze zwierzętami fascynowała Helloise od najmłodszych lat; momentami wprost mu jej zazdrościła.
Oderwała się od mężczyzny, gdy ten dał znać, że pora ruszać. Czarownica szła pół kroku za nim, skupiona na pilnowaniu terenu pod stopami, szczególnie jeśli nie było wydeptanej ścieżki. Nie powstrzymywała się jednak od tego, żeby od czasu do czasu podnieść głowę i rozejrzeć po znajomych stronach; porównać widoki z tym, co miała w pamięci.
Ucieszyły ją chęci smoczognika, który nadstawił się do jej ręki. Głaskała go po łuskach szyi i łebka, uważając, żeby nie zahaczyć palcem o oko czy inną wrażliwą część zwierzątka. Och, jak urocze były smoczogniki. Uwielbiała je entuzjastycznie jako dziecko i nie spowszedniały jej nigdy. Wręcz przeciwnie: z wiekiem nabyła nowej, intencjonalnej uważności i obserwowała je z rosnącym zaciekawieniem.
— Wiem, że byś ich nie podusił — powiedziała cicho, chcąc nieco udobruchać czarodzieja. Oparła głowę o jego pierś, żeby pod innym kątem spojrzeć z bliska na jego pupila. — Wiem. Nie to miałam na myśli. — Podniosła na krótko oczy na mężczyznę, żeby sprawdzić, czy się na nią gniewał.
Bo jeśli jedną rzecz miałaby powiedzieć o Leviathanie na pewno, to że dbał o zwierzęta w niespotykany sposób, co zawsze w nim podziwiała. Zachwycała ją jego unikalna więź ze smoczognikami, lecz nie tylko. Również z innymi istotami Helloise z przyjemnością obserwowała Rowle’a: to, jak zręcznie się z nimi obchodził, jak dobrze je wyczuwał i jak czytał subtelne znaki w ich zachowaniach. Nie dało się takiego kontaktu ze stworzeniem nawiązać, pozostając głuchym na przyrodę. Jednocześnie Levi był nie tylko czułym opiekunem: wiedział, jak postawić się istotom — nie bez powodu zachował wszystkie kończyny i życie, pracując tak długo wśród smoczych stad. Kombinacja jego opiekuńczości, nici porozumienia i siły w kontaktach ze zwierzętami fascynowała Helloise od najmłodszych lat; momentami wprost mu jej zazdrościła.
Oderwała się od mężczyzny, gdy ten dał znać, że pora ruszać. Czarownica szła pół kroku za nim, skupiona na pilnowaniu terenu pod stopami, szczególnie jeśli nie było wydeptanej ścieżki. Nie powstrzymywała się jednak od tego, żeby od czasu do czasu podnieść głowę i rozejrzeć po znajomych stronach; porównać widoki z tym, co miała w pamięci.
dotknij trawy