15.02.2026, 15:00 ✶
Domek wymagał sporo pracy, ale co jej nie wymagało? Znajdował się w idealnej lokalizacji, miał sporo pokoi, na dodatek przepiękny, chociaż zaniedbany, ogródek był czymś, czego Olivia zawsze pragnęła. Odrobinę martwił ją fakt, że był tak daleko, bo przecież plany mieli ogromne. Samodzielność, praca, dojazdy do magicznej części Londynu... Lecz przecież nie będzie to trwało wieczność, prawda? Olivia potrafiła się teleportować w razie zagrożenia, lecz zawsze okupowała to wymiotami. Mogli podłączyć do domku także sieć fiuu, ale z tym także kobieta miewała problemy. Może jakoś uda się to wyleczyć? Ale to były dalekosiężne plany - na razie trzeba było zadbać o to, by dom w końcu przypominał... Dom. Ich jedyny, prawdziwy, bez zagrożeń. Piękny, z ogródkiem, może kurami. Olivia kochała zwierzęta, więc to była tylko kwestia czasu, gdy dorobią się kota, psa albo obu.
Olivia nie znała się na renowacji, ale pomagała ukochanemu jak mogła. Doskonaliła zaklęcia translokacyjne, przenosząc belki, materiały i inne narzędzia, których używał Tristan. Nie wahała się także, jeżeli chodziło o zadawanie pytań. Szlifierka? A po co to? Młotek? Do czego służył? Kilka razy podczas wbijania gwoździ (bardzo chciała mu pomagać!) rąbnęła się w palec, ale nie przeszkadzało jej to. Z zaskoczeniem odkryła, że ciężka, fizyczna praca pozwalała jej na odreagowanie stresu, który wciąż spinał jej barki po tym, co się stało 8 września. Przeniosła część aparatury alchemicznej do domku, a podczas gdy ogień pykał wesoło pod kociołkami, ona pomagała Tristanowi. To było idealne połączenie pracy umysłowej i fizycznej - coś, czego potrzebowała teraz bardziej niż czegokolwiek innego.
Tego dnia Olivia była w Fiolce, żeby ostatecznie pomóc rodzicom z jedną sprawą, a potem miała wracać do domu. Nie zapraszała ich jeszcze do siebie, mówiąc że potrzebują z Tristanem trochę czasu, żeby się urządzić. Wstąpiła po drodze do kilku sklepów, ponieważ spora część jej ubrań była brudna od sadzy - tak mocno, że nawet zaklęcia nie były w stanie ich wyczyścić. Mama poleciła jej miły sklepik na Horyzontalnej i tam też się udała. Magiczny second hand - dobrej jakości ubrania w doskonałej cenie. Coś, czego jej było potrzeba.
I gdy wróciła do siebie i Tristana (jak cudownie było tak o tym myśleć!) miała dla niego dwie wiadomości. Obie dobre, wbrew pozorom!
- Jestem! Nie uwierzysz, co się stało! - krzyknęła od progu, zrzucając dwie torby pełne ubrań na podłogę. Trzecią wciąż miała w ręce. - Po pierwsze: mama poleciła mi sklep z używanymi ubraniami i kupiłam cudowny płaszcz na zimę. Po drugie: widziałam w butiku bok taką fajną, śnieżną kulę. Słyszałeś kiedyś o rycerzu McVaderze?
Olivia podeszła do Tristana, by dać mu całusa. Wyciągnęła z torby płaszcz i natychmiast go założyła.
- Może tam pójdziemy i dowiemy się więcej? Nie miałam czasu przyjrzeć się kuli, ale brzmi strasznie ciekawie... Chwila, co to? - gdy włożyła ręce do kieszeni płaszcza, wyczuła pod palcami coś, na co wcześniej nie zwróciła uwagi. Czy kupiła płaszcz nie mierząc go wcześniej? Być może. Z kieszeni wyciągnęła jajo.
!Jajo z kalendarza
Olivia nie znała się na renowacji, ale pomagała ukochanemu jak mogła. Doskonaliła zaklęcia translokacyjne, przenosząc belki, materiały i inne narzędzia, których używał Tristan. Nie wahała się także, jeżeli chodziło o zadawanie pytań. Szlifierka? A po co to? Młotek? Do czego służył? Kilka razy podczas wbijania gwoździ (bardzo chciała mu pomagać!) rąbnęła się w palec, ale nie przeszkadzało jej to. Z zaskoczeniem odkryła, że ciężka, fizyczna praca pozwalała jej na odreagowanie stresu, który wciąż spinał jej barki po tym, co się stało 8 września. Przeniosła część aparatury alchemicznej do domku, a podczas gdy ogień pykał wesoło pod kociołkami, ona pomagała Tristanowi. To było idealne połączenie pracy umysłowej i fizycznej - coś, czego potrzebowała teraz bardziej niż czegokolwiek innego.
Tego dnia Olivia była w Fiolce, żeby ostatecznie pomóc rodzicom z jedną sprawą, a potem miała wracać do domu. Nie zapraszała ich jeszcze do siebie, mówiąc że potrzebują z Tristanem trochę czasu, żeby się urządzić. Wstąpiła po drodze do kilku sklepów, ponieważ spora część jej ubrań była brudna od sadzy - tak mocno, że nawet zaklęcia nie były w stanie ich wyczyścić. Mama poleciła jej miły sklepik na Horyzontalnej i tam też się udała. Magiczny second hand - dobrej jakości ubrania w doskonałej cenie. Coś, czego jej było potrzeba.
I gdy wróciła do siebie i Tristana (jak cudownie było tak o tym myśleć!) miała dla niego dwie wiadomości. Obie dobre, wbrew pozorom!
- Jestem! Nie uwierzysz, co się stało! - krzyknęła od progu, zrzucając dwie torby pełne ubrań na podłogę. Trzecią wciąż miała w ręce. - Po pierwsze: mama poleciła mi sklep z używanymi ubraniami i kupiłam cudowny płaszcz na zimę. Po drugie: widziałam w butiku bok taką fajną, śnieżną kulę. Słyszałeś kiedyś o rycerzu McVaderze?
Olivia podeszła do Tristana, by dać mu całusa. Wyciągnęła z torby płaszcz i natychmiast go założyła.
- Może tam pójdziemy i dowiemy się więcej? Nie miałam czasu przyjrzeć się kuli, ale brzmi strasznie ciekawie... Chwila, co to? - gdy włożyła ręce do kieszeni płaszcza, wyczuła pod palcami coś, na co wcześniej nie zwróciła uwagi. Czy kupiła płaszcz nie mierząc go wcześniej? Być może. Z kieszeni wyciągnęła jajo.
!Jajo z kalendarza