15.02.2026, 17:00 ✶
– A dobrze całujesz? W sumie jestem zimna i nasze duchy nie powinny się wymieszać – odparowała mu od razu, wzruszając lekko ramionami i kartkując swoje znalezisko. – Nawet jeśli śpisz w sali dla bydła, ale jakby Cię tak odkazić rozmarynem i tymiankiem, to będziesz zaraz w pełni ugruntowany. I olejem. Bo odcisnęło Ci się trochę tego no... em... trochę ławki. – Rzuciła krótko okiem na czoło Juliena, lekko zezując, ale zaraz potem wróciła do lektury, zupełnie nieświadoma jak umysł młodzieńca przeszedł od jej zupełnie niewinnego pytania do zaczątków rejwachowej orgii.
Celtyccy druidzi byliby zapewne dumni.
– Nie mów tak! Tutaj jest napisane, że to bardzo ważna tradycja, a ta ziemia pamięta! Zobacz... em... – odchrząknęła nabożnie i zaczęła recytować prosto z kart księgi:
– Iżby tedy rzecz o jemiole i całowaniu pod nią opowiedzieć, trzeba się wprzódy ku wiekom zamierzchłym obrócić, gdy Albion — który dziś Anglią zowią — był ziemią mgłami przyodzianą, a lud w półmroku żył między gusły a prawem. W onych czasiech druidowie, mężowie leśni i od tajemnic przyrodzenia biegli, jemiołę za roślinę świętą, mieli. Nie z ziemi ona rodem, lecz jakoby z powietrza, na dębach i jabłoniach osiadła, ani korzenia w czarnej roli nie mająca, jeno z cudzej mocy ssąca żywot. Przeto mniemano, iż jest ona pomostem między światem jawnym a zaświatem, między tym, co doczesne, a tym, co wieszcze i dziwne. W noc przesilenia, którą dziś niektórzy Yule zowią, ścinano jemiołę sierpem złotym, a czynił to kapłan w szacie białej, by nie kalać jej plugastwem. Kto pod nią stanął, był jakoby w azylu — w świętym mirze, gdzie krew przelana byłaby sromotą i zmazą nie do odkupienia. Z biegiem lat, gdy dawne bałwany i świątnice runęły, obyczaj nie zaginął, jeno się przetworzył, jako to bywa z rzeczami starymi, które lud po cichu w sercu nosi. W domostwach zawieszano jemiołę nad progiem albo w sieni, wierząc, iż odpędza zmory, upiory, nocnice i wszelką napaść złej fortuny. Była ona niejako rękojmią zgody, a kto pod nią wszedł, musiał waśń zawiesić. Stąd wywiódł się zwyczaj całowania. Lecz nie był to pocałunek, jakim młódź się po kątach raczy dla swywoli i uciechy próżnej. O nie. Pocałunek pod jemiołą był znakiem — sygnetem bez wosku, przysięgą bez pergaminu. Kto go dawał, ten jakoby słowo swe oddawał w zastaw! – Zdawało się to wszystko, każde słowo tej przydługiej angielszczyzny, dla Keyleth bardzo ważne.
– Wiesz, jeśli ziemia patrzy, jeśli duchy patrzą... – dodała z przejęciem niewinnej duszy, którą nosiła w swoim pochodzącym z Czarnej Ziemi sercu, – to ja absolutnie muszę wiedzieć jak ich nie obrażać! Już wystarczy brak szacunku do progu! Gdyby moja matka to zobaczyła to z pewnością umarła ponownie! – ekscytację musiała zakryć szeptem, pochylając się ku Juliena, wpatrując w niego swoje jasne zielone oczy w poszukiwaniu zrozumienia. – O moich świętach mogę opowiedzieć Ci u mnie, choć nie wiem, czy zrozumiesz duchy mojej ziemi, skoro nie szanujesz tych, które pochodzą z Twojej. – przyznała ze smutkiem, ślepiami wracając do książki, jej nowego skarbu. – Tu jest powiedziane, że jak dwoje skłóconych się całuje pod jemiołą, to bogowie uświęcają ich sojusz. A jeśli nie to potwarz i srom. – Zmarszczyła brwi zamyślona. – Co do pogodzenia się ma wagina? Tego fragmentu nie mogę zrozumieć. Odpadają im genitalia jeśli się nie całują?
Celtyccy druidzi byliby zapewne dumni.
– Nie mów tak! Tutaj jest napisane, że to bardzo ważna tradycja, a ta ziemia pamięta! Zobacz... em... – odchrząknęła nabożnie i zaczęła recytować prosto z kart księgi:
– Iżby tedy rzecz o jemiole i całowaniu pod nią opowiedzieć, trzeba się wprzódy ku wiekom zamierzchłym obrócić, gdy Albion — który dziś Anglią zowią — był ziemią mgłami przyodzianą, a lud w półmroku żył między gusły a prawem. W onych czasiech druidowie, mężowie leśni i od tajemnic przyrodzenia biegli, jemiołę za roślinę świętą, mieli. Nie z ziemi ona rodem, lecz jakoby z powietrza, na dębach i jabłoniach osiadła, ani korzenia w czarnej roli nie mająca, jeno z cudzej mocy ssąca żywot. Przeto mniemano, iż jest ona pomostem między światem jawnym a zaświatem, między tym, co doczesne, a tym, co wieszcze i dziwne. W noc przesilenia, którą dziś niektórzy Yule zowią, ścinano jemiołę sierpem złotym, a czynił to kapłan w szacie białej, by nie kalać jej plugastwem. Kto pod nią stanął, był jakoby w azylu — w świętym mirze, gdzie krew przelana byłaby sromotą i zmazą nie do odkupienia. Z biegiem lat, gdy dawne bałwany i świątnice runęły, obyczaj nie zaginął, jeno się przetworzył, jako to bywa z rzeczami starymi, które lud po cichu w sercu nosi. W domostwach zawieszano jemiołę nad progiem albo w sieni, wierząc, iż odpędza zmory, upiory, nocnice i wszelką napaść złej fortuny. Była ona niejako rękojmią zgody, a kto pod nią wszedł, musiał waśń zawiesić. Stąd wywiódł się zwyczaj całowania. Lecz nie był to pocałunek, jakim młódź się po kątach raczy dla swywoli i uciechy próżnej. O nie. Pocałunek pod jemiołą był znakiem — sygnetem bez wosku, przysięgą bez pergaminu. Kto go dawał, ten jakoby słowo swe oddawał w zastaw! – Zdawało się to wszystko, każde słowo tej przydługiej angielszczyzny, dla Keyleth bardzo ważne.
– Wiesz, jeśli ziemia patrzy, jeśli duchy patrzą... – dodała z przejęciem niewinnej duszy, którą nosiła w swoim pochodzącym z Czarnej Ziemi sercu, – to ja absolutnie muszę wiedzieć jak ich nie obrażać! Już wystarczy brak szacunku do progu! Gdyby moja matka to zobaczyła to z pewnością umarła ponownie! – ekscytację musiała zakryć szeptem, pochylając się ku Juliena, wpatrując w niego swoje jasne zielone oczy w poszukiwaniu zrozumienia. – O moich świętach mogę opowiedzieć Ci u mnie, choć nie wiem, czy zrozumiesz duchy mojej ziemi, skoro nie szanujesz tych, które pochodzą z Twojej. – przyznała ze smutkiem, ślepiami wracając do książki, jej nowego skarbu. – Tu jest powiedziane, że jak dwoje skłóconych się całuje pod jemiołą, to bogowie uświęcają ich sojusz. A jeśli nie to potwarz i srom. – Zmarszczyła brwi zamyślona. – Co do pogodzenia się ma wagina? Tego fragmentu nie mogę zrozumieć. Odpadają im genitalia jeśli się nie całują?