24.10.2022, 01:21 ✶
Z każdą kolejną sekundą milczenia gula w jego gardle stawała się coraz bardziej uporczywa, trudniejsza do zdławienia w przygotowaniu do wyjawienia okropnej prawdy. Nie chciał jej słyszeć, uświadamiać sobie, pozwolić, by się zmaterializowała i położyła winę na jego barkach. Nienawidził się za to co zrobił żonie, ze strachu, z paniki, z bezsilności. Mógł tłumaczyć się sam przed sobą godzinami, wałkować w głowie to, że przecież zrobił to, co musiał, aby ratować samego siebie z tonącego statku. Problem był taki, że to on sam stworzył dziury w kadłubie pozwalając, aby żagle, w których połać jeszcze niedawno dumnie dął wiatr, powoli zanurzyły się w ciemnej bezkresności chłodnego oceanu.
Mimowolnie zwrócił spojrzenie niebieskich oczu ku dłoniom bliźniaczki i temu jak przekręcała w palcach obrączkę. Przeszło mu przez myśl, że może powinien zapytać o jej małżeństwo, nie wydawała mu się szczęśliwa. Ale czy Eden kiedykolwiek na taką wyglądała? Małżeństwo z rozsądku, zaplanowane skrzętnie przez ojca, w momencie, gdy wszyscy myśleli, że blondynka choruje, gdy tak naprawdę jej ciało pożerane było klątwą, którą sam na nią rzucił. Nie żałował swojej decyzji z wtedy, rozumiał swoje pobudki, jakie skłoniły go do takiego działania, ale był bardzo ukontentowany z tego, jak wszystko się skończyło. Teraz, po utracie żony za której śmierć odpowiadał, nie był taki pewien czy byłby w stanie poradzić sobie z myślą o utratą siostry.
- Miejmy nadzieję, że nie znienawidzi mnie tak bardzo jak ja nienawidzę siebie. - stwierdził równie cicho, jakby przez chwilę miał mu się załamać głos, jakby ostatnia nuta wcale nie była zabarwiona szokiem, a czystą rozpaczą i bezsilnością. Przełknął ślinę wraz z powiększającą się gulą w gardle, nie pozwolił sobie na płacz, to byłoby zbyt poniżające. Nie należała mu się żałoba i opłakiwanie, nie po tym co zrobił.
- To ja ją zabiłem. - dodał, już pewniej, starając się brzmieć jakby właśnie wykładał budżet na kolejny rok, a nie zwierzał się z najczarniejszego sekretu - Nie dosłownie, ale przeze mnie się zabiła, w lecznicy. - próbował mówić składnie, ale przez swój stan nie mógł tego robić szybko, więc słowa powoli składały się w całość. Elliott przygryzł wnętrze policzka i zacisnął, złożone na kolanie, dłonie tak mocno, że pobielały mu knykcie.
- Zaraz po tym jak Nicholas przyszedł na świat poczułem się zbyt pewnie. Mieliśmy z Simone dość szczęśliwe życie małżeńskie, nigdy nie przypuszczałem, że mógłbym znaleźć w kobiecie bratnią duszę, ona okazała się wyjątkiem. Nie pomyślałem ani razu podczas tego małżeństwa, że mógłbym chcieć być z kimś oprócz niej, mimo moich preferencji, o których obydwoje dobrze wiemy. Powiedziałem jej o nich, nie chciałem się przed nią ukrywać, naiwnie z mojej strony, ale chyba faktycznie... - urwał, zauważając, że wpadł w sztorm słowotoku i choć jego dykcja pozostawała poprawna to emocje zaczynały przedzierać się przez ułożone fale sentencji. Nie dał rady, przymknął oczy - chyba faktycznie ją pokochałem. - czuł się conajmniej dziwnie zwierzając się Eden ze swojego życia emocjonalnego, ale wiedział, że samo powiedzenie, iż zamknął swoją żonę w Lecznicy dusz, tam gdzie spędził prawie rok w młodości, gdy ojciec dowiedział się o jego miłostce z chłopcem ze szkoły, będzie zwykłym oczernianiem się.
- Nie usprawiedliwia mnie to w żadnym stopniu, ale wolałem, aby sprawa została załatwiona w ten sposób, niż abym musiał przeżywać publiczne upokorzenie, reakcję ojca... i wszystko co za tym idzie. Uważam, że logicznie powinienem być zadowolony, że to się tak skończyło, ale... ale wcale nie jestem. Jedyne co czuję to jakby część mnie umarła razem z nią w tym niewielkim pokoiku w lecznicy. - uporczywie wpatrywał się w obraz na ścianie przedstawiający żeglujący po spokojnym morzu galeon, słońce i jasne kolory turkusu nie docierały nawet do jego umysłu, jedyne o czym mógł myśleć to zaciemniona klitka, w której spędził dobre pare miesięcy, gdy sam był w Lecznicy Dusz.
Mimowolnie zwrócił spojrzenie niebieskich oczu ku dłoniom bliźniaczki i temu jak przekręcała w palcach obrączkę. Przeszło mu przez myśl, że może powinien zapytać o jej małżeństwo, nie wydawała mu się szczęśliwa. Ale czy Eden kiedykolwiek na taką wyglądała? Małżeństwo z rozsądku, zaplanowane skrzętnie przez ojca, w momencie, gdy wszyscy myśleli, że blondynka choruje, gdy tak naprawdę jej ciało pożerane było klątwą, którą sam na nią rzucił. Nie żałował swojej decyzji z wtedy, rozumiał swoje pobudki, jakie skłoniły go do takiego działania, ale był bardzo ukontentowany z tego, jak wszystko się skończyło. Teraz, po utracie żony za której śmierć odpowiadał, nie był taki pewien czy byłby w stanie poradzić sobie z myślą o utratą siostry.
- Miejmy nadzieję, że nie znienawidzi mnie tak bardzo jak ja nienawidzę siebie. - stwierdził równie cicho, jakby przez chwilę miał mu się załamać głos, jakby ostatnia nuta wcale nie była zabarwiona szokiem, a czystą rozpaczą i bezsilnością. Przełknął ślinę wraz z powiększającą się gulą w gardle, nie pozwolił sobie na płacz, to byłoby zbyt poniżające. Nie należała mu się żałoba i opłakiwanie, nie po tym co zrobił.
- To ja ją zabiłem. - dodał, już pewniej, starając się brzmieć jakby właśnie wykładał budżet na kolejny rok, a nie zwierzał się z najczarniejszego sekretu - Nie dosłownie, ale przeze mnie się zabiła, w lecznicy. - próbował mówić składnie, ale przez swój stan nie mógł tego robić szybko, więc słowa powoli składały się w całość. Elliott przygryzł wnętrze policzka i zacisnął, złożone na kolanie, dłonie tak mocno, że pobielały mu knykcie.
- Zaraz po tym jak Nicholas przyszedł na świat poczułem się zbyt pewnie. Mieliśmy z Simone dość szczęśliwe życie małżeńskie, nigdy nie przypuszczałem, że mógłbym znaleźć w kobiecie bratnią duszę, ona okazała się wyjątkiem. Nie pomyślałem ani razu podczas tego małżeństwa, że mógłbym chcieć być z kimś oprócz niej, mimo moich preferencji, o których obydwoje dobrze wiemy. Powiedziałem jej o nich, nie chciałem się przed nią ukrywać, naiwnie z mojej strony, ale chyba faktycznie... - urwał, zauważając, że wpadł w sztorm słowotoku i choć jego dykcja pozostawała poprawna to emocje zaczynały przedzierać się przez ułożone fale sentencji. Nie dał rady, przymknął oczy - chyba faktycznie ją pokochałem. - czuł się conajmniej dziwnie zwierzając się Eden ze swojego życia emocjonalnego, ale wiedział, że samo powiedzenie, iż zamknął swoją żonę w Lecznicy dusz, tam gdzie spędził prawie rok w młodości, gdy ojciec dowiedział się o jego miłostce z chłopcem ze szkoły, będzie zwykłym oczernianiem się.
- Nie usprawiedliwia mnie to w żadnym stopniu, ale wolałem, aby sprawa została załatwiona w ten sposób, niż abym musiał przeżywać publiczne upokorzenie, reakcję ojca... i wszystko co za tym idzie. Uważam, że logicznie powinienem być zadowolony, że to się tak skończyło, ale... ale wcale nie jestem. Jedyne co czuję to jakby część mnie umarła razem z nią w tym niewielkim pokoiku w lecznicy. - uporczywie wpatrywał się w obraz na ścianie przedstawiający żeglujący po spokojnym morzu galeon, słońce i jasne kolory turkusu nie docierały nawet do jego umysłu, jedyne o czym mógł myśleć to zaciemniona klitka, w której spędził dobre pare miesięcy, gdy sam był w Lecznicy Dusz.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦