15.02.2026, 20:10 ✶
Wyginam śmiało ciało
Gdy Erik i Dora pozostali w pobliżu wejścia, rozglądając się, Jonathan postanowił działać. Ruszył przez pomieszczenie, mijając krąg runiczny - zdało mu się kątem oka, że ten zabłysł przez moment, ale mogło być to tylko złudne wrażenie - i zbliżał się do klatki.
Jego talent aurowidza zdradził Selwynowi, kogo widzi, szybciej niż mógłby zrobić to zwykły wzrok.
Aura była bowiem znajoma i należała do Cormaca: a raczej... prawdopodobnie należała do niego, bo odrobina szarości, zawsze w niej widoczna, teraz wplotła się w nią znacznie mocniej, wysysając barwę z innych kolorów. Mężczyzna nie poruszał się, nieprzytomny, zbyt osłabiony, albo wciąż nieświadomy, że nadeszła pomoc.
Jedyny problem?
Mało prawdopodobne, że Cormac sam wpakował się do tej klatki.
I kto go do niej wsadził stało się więcej niż jasne ledwo parę sekund później, kiedy jedna z trzech zbroi pod ścianą pochyliła się nagle, próbując pochwycić w czuły uścisk Selwyna, ledwo ten znalazł się w zasięgu dłoni. Może nie mogła oprzeć się czarowi przystojnego czarodzieja? Ten miał jednak fart, często przypisywany Gryfonom, zdołał bowiem umknąć tak, że kamienne palce zaledwie musnęły jego ramię.
Trzy posągi zstąpiły jednak z postumentu.
Dwa ruszyły ku Selwynowi, a trzeci, być może wyłapawszy ruch Erika lub Dory, skierował się ku nim.
/odpisy do 18.02/
Gdy Erik i Dora pozostali w pobliżu wejścia, rozglądając się, Jonathan postanowił działać. Ruszył przez pomieszczenie, mijając krąg runiczny - zdało mu się kątem oka, że ten zabłysł przez moment, ale mogło być to tylko złudne wrażenie - i zbliżał się do klatki.
Jego talent aurowidza zdradził Selwynowi, kogo widzi, szybciej niż mógłby zrobić to zwykły wzrok.
Aura była bowiem znajoma i należała do Cormaca: a raczej... prawdopodobnie należała do niego, bo odrobina szarości, zawsze w niej widoczna, teraz wplotła się w nią znacznie mocniej, wysysając barwę z innych kolorów. Mężczyzna nie poruszał się, nieprzytomny, zbyt osłabiony, albo wciąż nieświadomy, że nadeszła pomoc.
Jedyny problem?
Mało prawdopodobne, że Cormac sam wpakował się do tej klatki.
I kto go do niej wsadził stało się więcej niż jasne ledwo parę sekund później, kiedy jedna z trzech zbroi pod ścianą pochyliła się nagle, próbując pochwycić w czuły uścisk Selwyna, ledwo ten znalazł się w zasięgu dłoni. Może nie mogła oprzeć się czarowi przystojnego czarodzieja? Ten miał jednak fart, często przypisywany Gryfonom, zdołał bowiem umknąć tak, że kamienne palce zaledwie musnęły jego ramię.
Trzy posągi zstąpiły jednak z postumentu.
Dwa ruszyły ku Selwynowi, a trzeci, być może wyłapawszy ruch Erika lub Dory, skierował się ku nim.
/odpisy do 18.02/