15.02.2026, 20:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.02.2026, 20:29 przez Brenna Longbottom.)
Czy było to bohaterskie? Prędzej głupie albo ewentualnie… było to coś, co po prostu traktowała jako część swoich obowiązków, tak jak częścią obowiązków Mathildy było promowanie przedstawień, w których występowała. I coś, co zakorzeniano w niej od małego: słabszych się broni, a w tych podziemiach mogło być dziecko. Jak Quirellówna uczyła się piruetów, chasse, grand jete, tak Brenna uczyła się krępowania, ogłuszania i obezwładniania bez użycia magii.
Jeśli ktoś wykazywał się tu prawdziwą odwagą, to Mathilda.
Bo ta w końcu oznaczała zostanie mimo strachu.
Brenna przypatrywała się jej twarzy, pokrytej krwią, w której łzy wyrzeźbiły ścieżki, przez kilka sekund. Może powinna się z nią kłócić. I może by to zrobiła, ale jeśli ktoś tu potrzebował pomocy, czas był cenny, a dźwięki, które słyszały, świadczyły o tym, że mogły zostać w każdej chwili znalezione. Nim więc się przemieniła, skinęła więc głową.
– Trzymaj się parę kroków z tyłu, proszę – poprosiła jeszcze, nim opadła na wilcze łapy.
*
Nie wyczuwała zapachu nikogo poza nimi dwiema, martwym mężczyzną i tym drugim martwym mężczyzną, którego ciało tej martwoty tylko nie przyjęło do wiadomości. I to było coś, co przyniosło Brennie ulgę, bo oznaczało, że kimkolwiek była Fiona Cape, nigdy zapewne do tego miejsca z nimi nie dotarła. Od początku poszukiwania nie miały pewnie sensu. Ot w opustoszałym zamczysku ktoś zginął i powstał z martwych a potem zabił nieostrożnego ciekawskiego.
Nie miała dość wiedzy, by zyskać pewność, czy ma do czynienia z ghulem czy z nieumarłym. Jeśli z tym pierwszym, to z pewnością był to ghul oszalały, może niewłaściwie ożywiony, a może tylko już za życia nie pozostający przy zdrowych zmysłach – tego nie wiedziała, i po prawdzie w tej chwili nie miała czasu się nad tym zastanawiać. W jej stronę bowiem śmignął łańcuch, i to całkiem sprawnie, i Brennie pozostawało tylko spróbować umknąć.
af, obrona
Łańcuch nie uderzył jej z pełną mocą, musnął jedynie bok, co zabolało, ale szczęśliwie nie sprawiło tego, co pewnie sprawiłby cios przyjęty w pełni - czyli posłanie wilczycy na ziemię. Adrenalina zresztą sprawiała, że w tej chwili niemal nie odczuła bólu, i odbiła się mocno łapami od posadzki, skacząc prosto ku ghulowi, próbując go obalić. Nie zamierzała tracić czasu na próby przemienia się albo ryzykować, że stwór spróbuje potraktować tym łańcuchem Mathildę.
Ghul jednak zdołał umknąć na bok i Brenna przemknęła w powietrzu, by potem opaść na ziemię i prześlizgnąć się jeszcze z rozpędu dobre pół metra po posadce.
Jeśli ktoś wykazywał się tu prawdziwą odwagą, to Mathilda.
Bo ta w końcu oznaczała zostanie mimo strachu.
Brenna przypatrywała się jej twarzy, pokrytej krwią, w której łzy wyrzeźbiły ścieżki, przez kilka sekund. Może powinna się z nią kłócić. I może by to zrobiła, ale jeśli ktoś tu potrzebował pomocy, czas był cenny, a dźwięki, które słyszały, świadczyły o tym, że mogły zostać w każdej chwili znalezione. Nim więc się przemieniła, skinęła więc głową.
– Trzymaj się parę kroków z tyłu, proszę – poprosiła jeszcze, nim opadła na wilcze łapy.
*
Nie wyczuwała zapachu nikogo poza nimi dwiema, martwym mężczyzną i tym drugim martwym mężczyzną, którego ciało tej martwoty tylko nie przyjęło do wiadomości. I to było coś, co przyniosło Brennie ulgę, bo oznaczało, że kimkolwiek była Fiona Cape, nigdy zapewne do tego miejsca z nimi nie dotarła. Od początku poszukiwania nie miały pewnie sensu. Ot w opustoszałym zamczysku ktoś zginął i powstał z martwych a potem zabił nieostrożnego ciekawskiego.
Nie miała dość wiedzy, by zyskać pewność, czy ma do czynienia z ghulem czy z nieumarłym. Jeśli z tym pierwszym, to z pewnością był to ghul oszalały, może niewłaściwie ożywiony, a może tylko już za życia nie pozostający przy zdrowych zmysłach – tego nie wiedziała, i po prawdzie w tej chwili nie miała czasu się nad tym zastanawiać. W jej stronę bowiem śmignął łańcuch, i to całkiem sprawnie, i Brennie pozostawało tylko spróbować umknąć.
af, obrona
Rzut PO 1d100 - 58
Sukces!
Sukces!
Łańcuch nie uderzył jej z pełną mocą, musnął jedynie bok, co zabolało, ale szczęśliwie nie sprawiło tego, co pewnie sprawiłby cios przyjęty w pełni - czyli posłanie wilczycy na ziemię. Adrenalina zresztą sprawiała, że w tej chwili niemal nie odczuła bólu, i odbiła się mocno łapami od posadzki, skacząc prosto ku ghulowi, próbując go obalić. Nie zamierzała tracić czasu na próby przemienia się albo ryzykować, że stwór spróbuje potraktować tym łańcuchem Mathildę.
Rzut PO 1d100 - 24
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Ghul jednak zdołał umknąć na bok i Brenna przemknęła w powietrzu, by potem opaść na ziemię i prześlizgnąć się jeszcze z rozpędu dobre pół metra po posadce.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.