16.02.2026, 11:49 ✶
Gdyby nie fakt, że dość szybko odpłynął to zapewne by na groźbę Basiliusa odpowiedział w stosowny sposób - ale odwlekanie spania do momentu, kiedy dosłownie padasz na pysk nie czasami gryzło go w dupę dość niespodziewanie. Dlatego na szczęście, a może i nieszczęście dla samego Figga, nie był on świadomy tego, że uzdrowiciel chce go związać. I o ile pierwsza część groźby Prewetta wcale nie wydawała się taka straszna, to jednak druga nie napawałaby go wcale zadowoleniem.
Nadal nieco zamglonym wzrokiem po swojej krótkiej drzemce i niezwykle szybki wybudzeniu z niej popatrzył na Basiliusa, który cały czas roztaczał swoja uzdrowicielską troskę wokół nich. Skinął powoli głową i faktycznie chciał wstać i znaleźć rzeczoną fiolkę w jego torbie. Ale ciężko to zrobić, kiedy wczepią się w ciebie inna osoba, do tego roztrzęsiona jak osika na wietrze. Dlatego nie zamierzał się ruszać, jeszcze - zerknął przepraszająco na mężczyznę. - Wiesz, bardzo bym chciał, ale... - sugestywnie zerknął na Millie
Bez najmniejszego oporu pozwolił jej się schować w swoich ramionach, w końcu wczepiła się w niego niczym przestraszona ptaszyna pragnąca uniknąć szalejącej burzy. Sam nie był do końca świadomy tego co się dzieje, jakie emocje targają jej drobnym ciałem, dopóki sens słów z opóźnieniem nie dotarł do jego mózgu. Chyba zaczynał pojmować co się kiełbiło w umyśle Moody.
- Ciiii, już dobrze. Nikt nie zamierza nikomu mówić o niczym. Nikt nie będzie cię nigdzie zamykał... No chyba, że my w naszych ramionach - zakończył żartobliwie delikatnie gładząc ją po głowie jedną ręką, kiedy druga wciąż ją obejmowała, dając poczucie bezpieczeństwa, bliskości.
Nadal nieco zamglonym wzrokiem po swojej krótkiej drzemce i niezwykle szybki wybudzeniu z niej popatrzył na Basiliusa, który cały czas roztaczał swoja uzdrowicielską troskę wokół nich. Skinął powoli głową i faktycznie chciał wstać i znaleźć rzeczoną fiolkę w jego torbie. Ale ciężko to zrobić, kiedy wczepią się w ciebie inna osoba, do tego roztrzęsiona jak osika na wietrze. Dlatego nie zamierzał się ruszać, jeszcze - zerknął przepraszająco na mężczyznę. - Wiesz, bardzo bym chciał, ale... - sugestywnie zerknął na Millie
Bez najmniejszego oporu pozwolił jej się schować w swoich ramionach, w końcu wczepiła się w niego niczym przestraszona ptaszyna pragnąca uniknąć szalejącej burzy. Sam nie był do końca świadomy tego co się dzieje, jakie emocje targają jej drobnym ciałem, dopóki sens słów z opóźnieniem nie dotarł do jego mózgu. Chyba zaczynał pojmować co się kiełbiło w umyśle Moody.
- Ciiii, już dobrze. Nikt nie zamierza nikomu mówić o niczym. Nikt nie będzie cię nigdzie zamykał... No chyba, że my w naszych ramionach - zakończył żartobliwie delikatnie gładząc ją po głowie jedną ręką, kiedy druga wciąż ją obejmowała, dając poczucie bezpieczeństwa, bliskości.