16.02.2026, 16:39 ✶
Brak talentu do wróżbiarstwa, tak?
Kopnięty Hannibal najpierw podskoczył, a potem nieznacznie zmienił ułożenie dłoni pod swoją brodą, dyskretnie wskazując palcem na siebie i unosząc brwi w udawanym zaskoczeniu.
Ja?
Z trudem hamował rozbawienie. Czy reakcja Jessiego była spowodowana po prostu osobistym charakterem rozmowy, czy faktycznie karta Świata wyciągnięta z talii tamtego wieczoru dotyczyła którejś z towarzyszących im dziewcząt? Był pewien, że gdyby Jonathan tu był i spróbował podejrzeć motające się między nimi nici, miałby wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia. Hannibal jednak, pozbawiony tego talentu, mógł się jedynie domyślać.
Odpowiedź Hestii sprawiła, że uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Czyli mam rozumieć, że mam fory, bo już mnie znasz? - zapytał, z fascynacją śledząc zmiany koloru jej paznokci. Wyciągnął rękę i dotknął lekko jej palców - To się dzieje samo, czy robisz to celowo?
Sądząc po tych kulinarnych wyczynach Henry’ego, których było mu dane skosztować, carbonara spod jego rąk była jak najbardziej warta swojej wagi w złocie. Już miał coś w związku z tym powiedzieć, kiedy…
Hannibal jest świetnym gościem.
Podwójne zaskoczenie - niespodziewanym komplementem i własnym na niego nieprzygotowaniem - sprawiło, że jego mina złagodniała, a spojrzenie zatrzymało się na koledze na chwilę dłużej.
- Nie wierzę, że robisz ludziom aż tak paskudne zdjęcia, że się obrażają! Chyba, że celowo! - powiedział, ku swemu niezadowoleniu, jakoś mniej pewnie, niż zamierzał.
Szczerze mówiąc wątpił także i w to. Podczas ich krótkiej, wymuszonej okolicznościami kohabitacji zaleźli sobie wzajemnie za skórę, a i tak fotki z premiery i bankietu były nienaganne. Odchrząknął i kontynuował, wracając do lekkiego, niefrasobliwego tonu, ale skupiając uwagę na Lockharcie.
- Tooo… co dodaje się do carbonary, jeżeli nie śmietanę? - nie miał szczególnego pojęcia o gotowaniu, ale potrafił docenić dobre jedzenie. I pasję.
- Myślałem, że to raczej na tobie zrobiła niezapomniane wrażenie na premierze - szepnął do Ellie, choć był to szept na granicy scenicznego. Niezależnie od polityki, osobowość Ministry zdecydowanie była interesująca. Hannibal pamiętał własną satysfakcję, kiedy dręczyła jego ojca zawoalowanymi złośliwostkami i upokorzenie, kiedy ostrze jej dowcipu zwróciło się przeciwko niemu. Nigdy dotąd nie zauważył u siebie mommy issues, ale…
Na wieść o zainteresowaniu sąsiedniego stolika, zapytał:
- Serio? Może po prostu im się podobamy?
Stanowili w końcu całkiem atrakcyjne fizycznie towarzystwo. Dodatkowo wesołe i okraszone więcej niż jedną rozpoznawalną twarzą. To całkiem naturalne, że ludzie reagowali zainteresowaniem albo nawet zazdrością. Odwrócił się w tamtą stronę i posłał rozbrajający uśmiech komuś, czyj wzrok napotkał w tłumie. Nie bardzo martwił się tym, że mogliby rozmawiać zbyt głośno - byli w pubie, puby są od tego, żeby było trochę głośno!
Kopnięty Hannibal najpierw podskoczył, a potem nieznacznie zmienił ułożenie dłoni pod swoją brodą, dyskretnie wskazując palcem na siebie i unosząc brwi w udawanym zaskoczeniu.
Ja?
Z trudem hamował rozbawienie. Czy reakcja Jessiego była spowodowana po prostu osobistym charakterem rozmowy, czy faktycznie karta Świata wyciągnięta z talii tamtego wieczoru dotyczyła którejś z towarzyszących im dziewcząt? Był pewien, że gdyby Jonathan tu był i spróbował podejrzeć motające się między nimi nici, miałby wiele ciekawych rzeczy do powiedzenia. Hannibal jednak, pozbawiony tego talentu, mógł się jedynie domyślać.
Odpowiedź Hestii sprawiła, że uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Czyli mam rozumieć, że mam fory, bo już mnie znasz? - zapytał, z fascynacją śledząc zmiany koloru jej paznokci. Wyciągnął rękę i dotknął lekko jej palców - To się dzieje samo, czy robisz to celowo?
Sądząc po tych kulinarnych wyczynach Henry’ego, których było mu dane skosztować, carbonara spod jego rąk była jak najbardziej warta swojej wagi w złocie. Już miał coś w związku z tym powiedzieć, kiedy…
Hannibal jest świetnym gościem.
Podwójne zaskoczenie - niespodziewanym komplementem i własnym na niego nieprzygotowaniem - sprawiło, że jego mina złagodniała, a spojrzenie zatrzymało się na koledze na chwilę dłużej.
- Nie wierzę, że robisz ludziom aż tak paskudne zdjęcia, że się obrażają! Chyba, że celowo! - powiedział, ku swemu niezadowoleniu, jakoś mniej pewnie, niż zamierzał.
Szczerze mówiąc wątpił także i w to. Podczas ich krótkiej, wymuszonej okolicznościami kohabitacji zaleźli sobie wzajemnie za skórę, a i tak fotki z premiery i bankietu były nienaganne. Odchrząknął i kontynuował, wracając do lekkiego, niefrasobliwego tonu, ale skupiając uwagę na Lockharcie.
- Tooo… co dodaje się do carbonary, jeżeli nie śmietanę? - nie miał szczególnego pojęcia o gotowaniu, ale potrafił docenić dobre jedzenie. I pasję.
- Myślałem, że to raczej na tobie zrobiła niezapomniane wrażenie na premierze - szepnął do Ellie, choć był to szept na granicy scenicznego. Niezależnie od polityki, osobowość Ministry zdecydowanie była interesująca. Hannibal pamiętał własną satysfakcję, kiedy dręczyła jego ojca zawoalowanymi złośliwostkami i upokorzenie, kiedy ostrze jej dowcipu zwróciło się przeciwko niemu. Nigdy dotąd nie zauważył u siebie mommy issues, ale…
Na wieść o zainteresowaniu sąsiedniego stolika, zapytał:
- Serio? Może po prostu im się podobamy?
Stanowili w końcu całkiem atrakcyjne fizycznie towarzystwo. Dodatkowo wesołe i okraszone więcej niż jedną rozpoznawalną twarzą. To całkiem naturalne, że ludzie reagowali zainteresowaniem albo nawet zazdrością. Odwrócił się w tamtą stronę i posłał rozbrajający uśmiech komuś, czyj wzrok napotkał w tłumie. Nie bardzo martwił się tym, że mogliby rozmawiać zbyt głośno - byli w pubie, puby są od tego, żeby było trochę głośno!