Być może powinien pozostać przy stole i do końca wysłuchać utworu granego przez córkę. Lecz nie potrafił. Nie potrafił skupić się na melodii, jaka wydobywała się ze skrzypiec. Dlatego przeprosił, oddalił się do salonu, aby chwilę pozostać w samotności. Zaś nie na długo. Ujrzawszy matkę swojego ojca, zaczął od tego, jakoby nie czuł godności przyjęcia od niej pieniężnego prezentu. Od nikogo nie brał pieniędzy. Wyjątek stanowił jego brat, który na odległość, chciał pomóc mu się odnaleźć za granicą.
Strzepnął popiół z papierosa, na moment się zawieszając, wpatrzony w seniorkę domu. Cel Charytatywny? Jedyny jaki mu do głowy przyszedł, to ta popieprzona akcja z datkami na pomoc Donaldowi. Nawet nie ciekawiło go jakoś, co z tym Alexander dalej zrobił. Nie miał głowy o tym myśleć, gdy inne sprawy miały większy priorytet. Mógł zrobić co chciał z tą kwotą. Jednego tylko nie zrozumiał. Dlaczego w Mabon postanowili obdarowywać się prezentami? Od kiedy tutaj wprowadzili taką tradycję?
Milczał. Bowiem nie miał argumentów uzasadnienia. Może też nie chciał, tych argumentów przedstawiać. Wysłuchał babki do samego końca, która na swój wiek, widziała znacznie wiele. Nie miał w planie pojawiać się tutaj na kolacji. Zrobił to jedynie w celu wybadania gruntu we własnej rodzinie. Reprezentował siebie i synów. Pojawił się tutaj dla swojej córki, która zajęła się organizacją rodzinnego spotkania. Aby może też sprawdzić, jak jest traktowana. Choć żyje dalej w narzuconej izolacji, to jego dzieci tę barierę bardziej przełamały niż on sam.
Zaciągnął się papierosem, opuścił rękę i spojrzał gdzieś w bok, aby dym z ust wypuścić. Nie byłoby kulturalne, robić to wprost na własnego członka rodziny.
- Nie byłem na to przygotowany… Ale dziękuję.Odparł po chwili milczenia, wracając spojrzeniem na Philomenę. Jakby z trudem akceptował pewne zmiany. Ale też może nie chciał za bardzo drążyć tematu dotyczącego prezentu. Będzie nad tym myślał później, skoro także istniała opcja zwrotu. A może wykorzysta tę kwotę na coś konkretnego.
Zaciągnął się ponownie i zgasił papierosa w popielniczce.
- Nie planowałem pojawiać się tutaj, nie wiedząc co zastanę. Nie odmówiłem jednak ze względu na Scarlett. Macie jednak z Alexandrem rację.
Spojrzał na babkę, po czym na obraz Seliny, chowając ręce do kieszeni spodni.
- Żyję wciąż w izolacji, do której przywykłem. Nie mam pojęcia co dzieje się w tej części rodziny. Nie interesowałem się. Wystarczało mi wiedzieć, że żyjecie. Powiedz, Selina nie wie o sytuacji Donalda?
Zapytał, zerknąwszy także w wejścia do salonu, jakby upewniał się, że faktycznie są sami. Czy to był pierwszy krok, aby dowiedzieć się czegoś, czego nie wiedział? Czego nie próbował się dowiedzieć, żyjąc nawet z dala od Anglii, za morzem w krajach Skandynawskich? Gdy przy stole o to zapytał, wyczuł dziwną zmianę atmosfery przy stole. Jakby nie powinien poruszać temat u w ogóle. Ale to zrobił. Nie żałując niczego.