16.02.2026, 18:29 ✶
Nastoletnia Mona wydęła usta w dziubek, ponieważ retoryka i występy publiczne nigdy nie należały do jej najmocniejszych stron. Pochodziła co prawda z rodziny, która niegdyś była wędrownymi kuglarzami, ale bogowie nie obdarzyli jej ani talentem do przemawiania, ani szczególną charyzmą.
— No dobrze, skoro szanowni panowie domagają się legendy… Tak się składa, że parę walijskich znam, słuchajcie — Mona wyszczerzyła się, odchrząknęła, przyłożyła dłoń do piersi. — Penmynydd, co po walijsku oznacza „szczyt góry”, ma pewną legendę. To taka wiocha, jakby co. W Penmynydd, niedaleko dworskiej farmy, żył smok.
Zmiana tonu nastąpiła błyskawicznie.
— Zginie dziedzic! — zachrypiała. — Zginie przez bestię! Oczywiście lord, czy inny hrabia z dupy uznał, że najlepszym sposobem na pokonanie przeznaczenia będzie odesłanie problemu do Anglii. Smoka trzeba przechytrzyć, nie przegonić — dodała już innym głosem. Dziewczyna pochyliła się, dłonią nakreślając w powietrzu kształt jamy. — Więc wykopał dół. Na jego dnie postawił wypolerowany kocioł. Smok przyleciał, zajrzał i zobaczył potwora.
Rowle natychmiast warknęła gardłowo, odgrywając gada:
— ŚMIESZ MNIE NAŚLADOWAĆ?! Bił się z własnym odbiciem tak długo aż padł z wyczerpania. A wtedy ciach! — przecięła powietrze dłonią. — Smok martwy. Zakopany. Spokój. Cisza. Oczywiście, to nie był koniec historii…
— No dobrze, skoro szanowni panowie domagają się legendy… Tak się składa, że parę walijskich znam, słuchajcie — Mona wyszczerzyła się, odchrząknęła, przyłożyła dłoń do piersi. — Penmynydd, co po walijsku oznacza „szczyt góry”, ma pewną legendę. To taka wiocha, jakby co. W Penmynydd, niedaleko dworskiej farmy, żył smok.
Zmiana tonu nastąpiła błyskawicznie.
— Zginie dziedzic! — zachrypiała. — Zginie przez bestię! Oczywiście lord, czy inny hrabia z dupy uznał, że najlepszym sposobem na pokonanie przeznaczenia będzie odesłanie problemu do Anglii. Smoka trzeba przechytrzyć, nie przegonić — dodała już innym głosem. Dziewczyna pochyliła się, dłonią nakreślając w powietrzu kształt jamy. — Więc wykopał dół. Na jego dnie postawił wypolerowany kocioł. Smok przyleciał, zajrzał i zobaczył potwora.
Rowle natychmiast warknęła gardłowo, odgrywając gada:
— ŚMIESZ MNIE NAŚLADOWAĆ?! Bił się z własnym odbiciem tak długo aż padł z wyczerpania. A wtedy ciach! — przecięła powietrze dłonią. — Smok martwy. Zakopany. Spokój. Cisza. Oczywiście, to nie był koniec historii…
Koniec sesji
jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
wrzucony tu przez diabła