• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[15.09.1972] Przychodzi chłop do lekarza. "A alkohol pan pije?" "Piję, i nie pomaga!"

[15.09.1972] Przychodzi chłop do lekarza. "A alkohol pan pije?" "Piję, i nie pomaga!"
Karma police
"Bijące serce Zakonu" – cytat by Woody Tarpaulin (czyli twój stary najebany gada z kolegą o tym, jak był zomowcem i pałował księży na ulicach)
wiek
52
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Auror na pełen etat, majster na pół
Myślisz sobie, "ale skurwysyn", i masz w sumie rację. Szczupły, zawsze schludnie ubrany mężczyzna w średnim wieku o jasnobrązowych włosach. Niby chudy, ale jednak byk. Jak na kogoś raczej średniego wzrostu (mierzy dokładnie 1,78 m), podejrzanie mocno lubi patrzeć z góry na przestępców, których przetrzymuje w swojej sali przesłuchań. Wygląda na starszego, aniżeli jest w rzeczywistości: na jego twarzy zaczynają już rysować się zmarszczki, a pod zmęczonymi, ciemnozielonymi oczyma, widać cienie od niewyspania. Nie jest kimś, kto przesadnie dba o swój wygląd, a jednak, przepisowy mundur aurora zawsze ma idealnie wyprasowany, kołnierzyk koszuli stoi sztywno, a buty – wydają się być świeżo pastowane. Wyważenie Aarona wynika z wtłoczonego przez lata służby aurorskiego rygoru, zaś wojskowa elegancja – z przekonania o potrzebie zachowywania wewnętrznej dyscypliny bez względu na okoliczności. Przynajmniej w godzinach pracy jest elegancki, bo po cywilnemu ubiera zwykle stare łachy robocze, w których jest mu najwygodniej. Widać po nim, że pracuje manualnie, ręce ma bowiem szorstkie, z widocznymi odciskami. Jego ruchy cechuje precyzja i pewność siebie. Na co dzień pachnie wodą po goleniu (od lat tą samą), roztaczając wokół siebie mdłą woń najtańszej kawy z ministerialnego automatu, zmieszaną z dymem papierosowym. Na prawej ręce ma dwa tatuaże, które zwykle chowa jednak pod zaklęciami maskującymi.

Aaron Andrew Moody
#1
16.02.2026, 21:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.02.2026, 21:21 przez Aaron Andrew Moody.)  
Mieszkanie Sonique Abbott

Trochę mu odbiło. Ale to akurat było normalne. Aurorom czasem odbijało. To było normalne. Wszyscy o tym wiedzieli. Wszyscy rozumieli. Nikt jednak nie mówił o tym głośno. Nigdy wprost. Ładne wynajdowali nawet na to nazwy. Dumne. "Serce żołnierza", tak mówił o tym kiedyś dziadek. Do końca życia widział rzeczy, których tak naprawdę nie było. Wspomnienia odtwarzane w technikolorze, zanim jeszcze takowy wyleziono, odgrywane wciąż na nowo w przestrzeni pamięci. Taśmociąg migawek. "Po wojnie długo jeszcze musiał walczyć sam z sobą". Takie określenia też słyszał. Na własne oczy widział, jak rośli mężczyźni wpadali w panikę, gdy coś rozpierdalało ich system nerwowy. Jak tracili rozeznanie w miejscu i czasie. Niektórzy wybuchali szałem. Inni tłumili wszystko w sobie. Jeszcze inni... Ale nie, to wszystko było normalne. Nie było w tym wstydu. Nie wszystkie rany, jakie odnosiło się w boju, manifestowały się przecież w sposób fizyczny. W robocie wiedzieli, co robić w takich sytuacjach. Nikt nie patrzył z pogardą. Nikt nie mamrotał po kątach o szaleństwie. Gorzej było w życiu. Gdy wychodziło się z pracy i szło w świat. "Zmęczenie bojowe", mówili o tym. Sam tak mówił o wizjach Limbo, które nawiedzały Madeleine. Sądził, że jest na takowe odporny. Przecież widział tak wiele spierdolonych rzeczy, a nie przeszkadzało mu to wcale spać spokojnie w nocy. Czemu więc nagle bał się własnego cienia. Nawet popiół w przepełnionej popielniczce na biurku zdawał mu się przeszkadzać. Zdawał się szeptać, jak pył unoszący się nad miastem podczas Spalonej Nocy. Śledziły go istoty utkane z tego pyłu. Nie mógł ich przyłapać, bo dostrzec dało je się wyłącznie kątem oka. Łatwo o nich zapominał. Być może zbyt łatwo.

Należało przecież stale zachowywać czujność.

– Serwus, pani doktor – przywitał się swobodnie z Sonique, wręczając jej czekoladki, które zgarnął naprędce w sklepie, nie chcąc wpadać w odwiedziny ot tak, z pustymi rękoma. Tak nie wypadało, zwłaszcza, że przychodził z prośbą. Butelczynę też przyniósł, ale taką nieszkodliwą, z typowym, babskim winkiem, bo przecież dziecka nie będzie rozpijał. Dziecka, to znaczy Sonique. – Nalot narkotykowy przeprowadzam. Oddawaj wszystkie proszki. – Mówiąc to, Moody zachował oczywiście absolutną powagę. Kąciki ust nawet nie drgnęły w uśmiechu sygnalizującym żart... A jednak za jego plecami nie krył się oddział brygady do spraw walki z nielegalnymi substancjami. Nie, Moody tylko westchnął ciężko, oparłszy się o futrynę. – Możemy pogadać? Mam do ciebie sprawę.

!Strach przed imieniem


– You're too difficult.
– The situation is difficult, not me.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aaron Andrew Moody (391), Pan Losu (42)




Wiadomości w tym wątku
[15.09.1972] Przychodzi chłop do lekarza. "A alkohol pan pije?" "Piję, i nie pomaga!" - przez Aaron Andrew Moody - 16.02.2026, 21:16
RE: [15.09.1972] Przychodzi chłop do lekarza. "A alkohol pan pije?" "Piję, i nie pomaga!" - przez Pan Losu - 16.02.2026, 21:16

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa