17.02.2026, 21:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.02.2026, 21:45 przez Christopher Rosier.)
– Przydatna, ale w razie sytuacji alarmowych niewystarczająca, a już dwukrotnie w ostatnich miesiącach zawiodła – stwierdził Christopher, darowując sobie wskazywanie, kto był tej sytuacji winny, bo sam zaproponował, żeby nie roztrząsali już bardziej sytuacji ze śmierciożercami. Wolał mieć jednak możliwość w miarę bezpiecznego teleportowania się na miejsce bez szukania nierozwalonego kominka czy takiego, którego działania nic nie zakłóciło. – Posiadanie mieszkania w Londynie zawsze jest wygodne. Planujecie odbudować dom w Dolinie Godryka czy to już zamknięty rozdział?
Zupa znikała z jego talerza, powoli, bez pośpiechu. Nie zapomniał o niej zupełnie: jedzenie tu serwowane naprawdę było pyszne, a Christopher po prostu lubił rzeczy wysokiej klasy. Ale i skupiał się bardziej na rozmowie niż na samym posiłku.
Gdy tej zostało już stosunkowo niewiele, sięgnął po butelkę i nalał sobie wina, a potem posłał jej pytające spojrzenie, czy chciała już dolewki, zanim ją odstawił. Obrócił kieliszek pomiędzy wąskimi palcami, przypatrując się winu, jakby oceniał jego kolor i zapach: może trochę tak było. Ale tak jak w dłoni obracał szklane naczynie, tak w głowie obracał jej pytanie, bo prawda była taka, że odpowiedź była jednocześnie łatwa i trudna. Bo przecież, w gruncie rzeczy, zrobił to nie zastanawiając się nad tym zbytnio. Nie myślał jeszcze wtedy o zapraszaniu Victorii gdziekolwiek, nieświadom, że jej związek się skończył, a i mimo wszystkich rzucanych półserio, półżartem uwag, że zaręczono ją ze złym Rosierem, nie wyczekiwał przecież na jakąś okazję. Ba, nawet na bal zaprosił ją bardziej po przyjacielsku i bo łatwiej było na takie okazje iść z partnerem niż samemu, i dopiero gdzieś na mglistej sali uznał, że właściwie dlaczego nie miałby zaprosić jej gdzieś jeszcze? Można by uznać, że postąpił szlachetnie czy altruistycznie, ale w istocie był to trochę kaprys, a tym ulegał często i parę razy podarował coś komuś ze swoich sukien, nie pobierając opłaty, zwłaszcza że tych nie potrzebował. Victoria mogła zapłacić, nie byłoby to dla niej problem, ale jakoś nie chciał o te pieniądze prosić za swój projekt.
– Trochę kaprys – przyznał w końcu, unosząc kieliszek nieco wyżej, ku światłu, a potem przystawiając go do ust, by wypić parę łyków. Mógłby skłamać, ale chyba nie chciał, nawet jeśli prawda mogła być źle odebrana. – Lubię pieniądze, ale niekoniecznie ich potrzebuję, a lubię i was. Pomyślałem, że skoro źle się czuje nosząc pożyczone od ciebie suknie, niewielka będzie różnica, jeżeli będzie nosić taką, którą jej kupiłaś. Może się pomyliłem, ale prezent od dawnego kolegi ze szkoły, który wręcza swoje suknie tylko, jeśli uważa, że ktoś się wyróżnia, bardziej ją pocieszy.
Czy gdyby Victoria nie poprosiła, posłałaby ją? Pewnie nie. Ale czy posłałby ją, gdyby nie chciał widzieć Primrose w swojej kreacji? Też nie, dostałaby coś z gotowej kolekcji, jak Daphne, na myśl o której jakoś nie odczuwał inspiracji, może dlatego, że pamiętał ją jako dzieciaka. Więc nie było to zwodzenie, w gruncie rzeczy, Primrose miała swój urok i gdy się nad tym zastanowił, był w stanie zaprojektować coś specjalnie dla niej, z czego był zadowolony.
- Skąd to pytanie?
Zupa znikała z jego talerza, powoli, bez pośpiechu. Nie zapomniał o niej zupełnie: jedzenie tu serwowane naprawdę było pyszne, a Christopher po prostu lubił rzeczy wysokiej klasy. Ale i skupiał się bardziej na rozmowie niż na samym posiłku.
Gdy tej zostało już stosunkowo niewiele, sięgnął po butelkę i nalał sobie wina, a potem posłał jej pytające spojrzenie, czy chciała już dolewki, zanim ją odstawił. Obrócił kieliszek pomiędzy wąskimi palcami, przypatrując się winu, jakby oceniał jego kolor i zapach: może trochę tak było. Ale tak jak w dłoni obracał szklane naczynie, tak w głowie obracał jej pytanie, bo prawda była taka, że odpowiedź była jednocześnie łatwa i trudna. Bo przecież, w gruncie rzeczy, zrobił to nie zastanawiając się nad tym zbytnio. Nie myślał jeszcze wtedy o zapraszaniu Victorii gdziekolwiek, nieświadom, że jej związek się skończył, a i mimo wszystkich rzucanych półserio, półżartem uwag, że zaręczono ją ze złym Rosierem, nie wyczekiwał przecież na jakąś okazję. Ba, nawet na bal zaprosił ją bardziej po przyjacielsku i bo łatwiej było na takie okazje iść z partnerem niż samemu, i dopiero gdzieś na mglistej sali uznał, że właściwie dlaczego nie miałby zaprosić jej gdzieś jeszcze? Można by uznać, że postąpił szlachetnie czy altruistycznie, ale w istocie był to trochę kaprys, a tym ulegał często i parę razy podarował coś komuś ze swoich sukien, nie pobierając opłaty, zwłaszcza że tych nie potrzebował. Victoria mogła zapłacić, nie byłoby to dla niej problem, ale jakoś nie chciał o te pieniądze prosić za swój projekt.
– Trochę kaprys – przyznał w końcu, unosząc kieliszek nieco wyżej, ku światłu, a potem przystawiając go do ust, by wypić parę łyków. Mógłby skłamać, ale chyba nie chciał, nawet jeśli prawda mogła być źle odebrana. – Lubię pieniądze, ale niekoniecznie ich potrzebuję, a lubię i was. Pomyślałem, że skoro źle się czuje nosząc pożyczone od ciebie suknie, niewielka będzie różnica, jeżeli będzie nosić taką, którą jej kupiłaś. Może się pomyliłem, ale prezent od dawnego kolegi ze szkoły, który wręcza swoje suknie tylko, jeśli uważa, że ktoś się wyróżnia, bardziej ją pocieszy.
Czy gdyby Victoria nie poprosiła, posłałaby ją? Pewnie nie. Ale czy posłałby ją, gdyby nie chciał widzieć Primrose w swojej kreacji? Też nie, dostałaby coś z gotowej kolekcji, jak Daphne, na myśl o której jakoś nie odczuwał inspiracji, może dlatego, że pamiętał ją jako dzieciaka. Więc nie było to zwodzenie, w gruncie rzeczy, Primrose miała swój urok i gdy się nad tym zastanowił, był w stanie zaprojektować coś specjalnie dla niej, z czego był zadowolony.
- Skąd to pytanie?