18.02.2026, 19:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.02.2026, 19:23 przez Lorien Mulciber.)
Że kto? Co? Zapytałby normalnie Aaron Moody.
Że chujów sto! Odpowiedziałaby równie normalnie Lorien Mulciber. Przecież mówiła wyraźnie. Co z niego za auror, że pana Dagienhardtio nie znał! Pewnie mieli oklejony listami gończymi cały gabinet z tą jego śliczną gębą szczerzącą się do zdjęcia. Czego by nie mówić, buźkę Umbrielowi to mu Michał Anioł dłutem haratał. Widziała oczyma wyobraźni zdzierane przez nastolatki (oczywiście, że nastolatki, to zawsze są nieletnie pannice) policyjne plakaty z dziurawego kotła, bo kto by nie chciał zjawiskowego pianisty na ścianie swojego pokoju. Osobiście, gdyby była na ich miejscu i była młodsza to by powiesiła jeden z tyłu szafy zaraz za ubraniami co by zaraz nie było afery. Ale tego oczywiście nie zrobiła*.
A Aaron nie zapytał tylko postanowił sprawę wywęszyć na własną rękę. Widziała to. Nawet nie musiał nic mówić. Bo może i przykrywkę miał dzisiaj odrobinę młodszą, niższą i nieco bardziej w tym wszystkim ekspresyjną, to patrzył zupełnie tak samo. Więc trybiki musiały już pracować na pełnych obrotach.
- Signore Briello Dagienhardtio. Przecie mówię!- Powiedziała jeszcze jakby to miało jakkolwiek pomóc, przewracając jasnymi oczętami. Bo może to sprawiedliwość nosiła twarz pani Mulciber, ale w absolutny chaosie zawsze jakoś tak lepiej na niej leżał. Nie aż tak dobrze jak jej niebieski kubraczek, ale co najmniej nieźle.
Czy dlatego właśnie zostawiła go na łaskę i niełaskę tutejszego kapłana, co by dopomógł przy dziwacznej maszynie? Może. Ale miała nieco bardziej konkretne powody. Po pierwsze - nikt nie plotkował bardziej niż kobiety w średnim wieku na nudnych, pozbawionych możliwości rozwoju stanowiskach pomocy domowych. Ta cała Michałowa (och cóż za niewdzięczny zwyczaj przedstawiania się jako coś przynależnego mężczyźnie) wpisywała się w profil psychologiczny. W dodatku paplała tyle, że uszy więdły. Trochę jak sklepikarki na Pokątnej. Po drugie - tak nie lubiła mugoli. Ale nie lubiła ich w sposób bardziej… systemowy. Nie miotała przecież w nich zaklęciami, gdy tylko znaleźli się w zasięgu jej wzroku. Analogicznie nie chciałaby ich zamykać w klatkach jak zwierzęta w zoo, na koszt uczciwie pracujących obywateli Wielkiej Brytani. Ale gdyby mogła wybierać to zostawiłaby ich w bardzo małych enklawach z dala od świata czarodziejów, do którego najwyraźniej, patrząc po zatrważająco szybko narastającej ilości niemagicznie urodzonych i tych pochodzących z małżeństw mieszanych dzieci, na chama pchali z brudnymi buciorami i krwią. Takich małżeństw też by zresztą zakazała. Bo co innego wybrać sobie męża co z dziada i ojca jest czarodziejem, więc jego dług wobec krwi został już odrobiony, a co innego brać pierwszego lepszego mugola z ulicy. Natomiast nie było takie zakazywanie w jej aktualnej mocy i najwyraźniej przyszło jej niedługo żyć w mieście, gdzie obie rasy kładziono na wspólnym cmentarzu. Nie planowała sama na nim spocząć, ale to już był jakiś wyznacznik. Musiała więc się przekonać czy tutejsi, zapewnie nie do końca wykształceni i może odrobinę… ograniczeni (oczywiście nie z własnej winy!) niemagiczni są na tyle nie irytującym towarzystwem, żeby w ogóle rozważyła mieszkanie w takiej okolicy jak Dolina. Były pewne standardy, które należało zachować. Na pierwszy rzut oka P A N I Michałowa potykała się o rzuconą na podłogę poprzeczkę, ale porządku. Może powinna dać jej (albo sobie) chwilę czasu na oswojenie się z tą całą... sytuacją.
Nie do końca rozumiała czego kobieta oczekuje, żaląc się na tego całego mechanika. Kimkolwiek by ów mechanik był. Podejrzewała, że to tak jak ich technicy od mioteł. Inny pojazd ta sama zasada. Potem coś ją tknęło - jak pracowała dla kapłana, to pewnie chciała ofiary. Ale no niestety Lorien zostawiła całą swoją sakiewkę w torebce i była tak bardzo nie pod ręką… Zacisnęła nieco mocniej palce na skórzanym pasku swojej wypchanej torebki, którą miała na ramieniu. Zresztą ile się dawało takim mugolom na te ich samochody? Tyle co miotła? Na przykład papa w dniu jej urodzin kupił nowiutką, dopiero co wypuszczoną na rynek Kometę 180 i mówił, że grosza nie szczędził. Co mogło znaczyć, że zapłacił za nią… no… dowolną kwotę. Jeszcze jakby to przemnożyć przez aktualny kurs funta brytyjskiego. Teraz chyba dzieciaki mówiły coś o tym całym Nimbusie 1000. Och powinna zapytać Eliota czy warto starać się wykupić ich udziały.
Doszła do wniosku, że nic nie da mugolce, bo albo da za mało albo za dużo i będzie szalenie nietaktownie. Albo w ogóle nie kupią tego całego samochodu tylko wydadzą na… cokolwiek mugole wydają pieniądze.
- Tacy są już ludzie.- Oparła miękko, próbując się bezskutecznie wbić w słowotok babeczki.- Nic tylko by kłamali i leżeli nic nie robiąc. Wszystko za nasze podatki.
Zażartowała. Chyba. Raczej nie. Nie wyglądała jakby żartowała. Nawet włosek w wyskubanej blond brwi nie drgnął. Sąd ostateczny. O to ją bardziej zainteresowało. Może były w stanie znaleźć jakiś wspólny grunt? Całkiem nieźle kojarzyła tutejszy, znaczy niemagiczno-brytyjski, system sądowniczy, który co prawda mroził jej krew w żyłach swoim absolutnym brakiem obiektywizmu i odcięciem od tak ważnej przecież synergii z Ministrami rządzącymi. W dodatku - apelacja, co za zabawny i absurdalny wymysł. Jeden sędzia powiedział “nie” i nagle możesz iść do następnego, który powie “no może?” Niewyobrażalne. Jakim cudem ten system się nie zawalił. I podobno w tych ich sądach wcale nie dziedziczono stanowisk? Jak pilnowali, żeby wykształcona pod względem prawniczym przez pokolenia rodzina zajmowała się prawodawstwem? A może wcale nie pilnowali? Gdzieś kiedyś słyszała, że tam mianowano sędziów za ich “zasługi na polu prawniczym”. Wtedy każdy mógł przyjść, zacząć się uczyć na prawnika, ukończyć kursy i zająć miejsce w ławach sędziowych zamiast zajmować się szerzej rozumianą Administracją. Na przykład taki Jezus, którego ona wcale nie znała. A zajął stanowisko Sędzi Ostatecznego. Ciekawe czym się zajmowali jego rodzice. Aż jej się trochę zrobiło słabo na samą myśl. Chłop znikąd i takie zaszczyty.
- Czarną poproszę.- Odniosła się do herbaty, przysiadając na praktycznie samej krawędzi jednego z odsuniętego krzeseł. Obrazu nie zaszczyciła nawet jednym spojrzeniem. Nie znała się nawet na magicznej sztuce! Co dopiero tej mugolskiej. Pani taka mizerna, chudziutka. Nie do końca wiedziała co na to odpowiedzieć, bo kobieta, której ciało nosiła była nie dość, że wyższa to na oko miała przynajmniej o dwa tony ciemniejszą karnację. I pewnie parę zdrowych kilogramów. Dobrze, że Michałowa nie poznała prawdziwej “jej”. Uśmiechnęła się skrępowana.
- Pani wybaczy, ale…- Odchrząknęła. Pewnie gdyby miała okulary poprawiłaby je na nosie jak ostatni nerd. Alexander z pewnością byłby z niej dumny.- Nie wydaje mi się aby było możliwe dotarcie na osiołku do Jerozolimy.- Nie chciała jej zburzyć światopoglądu, że taki osiołek to by zdechł po drodze albo podróż trwałaby całą wieczność. Może jednak jakby ten Jezus miał samochód byłoby łatwiej? Nawet taki trochę wadliwy.- Z tą trasą to najłatwiej byłoby wziąć świ… wsiąść w pociąg do Dover. Stamtąd można przepłynąć statkiem przez kanał La Manche do Francji. Do Calais konkretnie. Potem pociąg do Paryża, a z Paryża to…- postukała palcami po dolnej wardze jakby rzeczywiście próbowała dać kobiecie jak najlepsze wskazówki.- Jest taki bardzo piękna trasa, szalenie niezwykła. Oriental Express, na pewno pani słyszała. Serwują tam znamienite pâté de foie gras. Po około trzech dniach można dotrzeć do Stambułu. Potem Hajfa i jesteśmy w Jerozolimie. Podróż ze zwierzęciem gospodarczym byłaby z pewnością o wiele bardziej uporczywa i z pewnością wymagałaby o wiele dłuższych przygotowań takich wie pani czysto papierkowych. Dokumentacji i pozwoleń administracyjnych.
Zamilkła nagle.
Jakimś cudem szalenie podekscytowała ją myśl, żeby jeszcze raz powrócić do Al-Karak, a to przecież niecały dzień drogi od Jerozolimy. Co prawda tym razem wybrałaby magiczne środki, bo przecież nie potrzebowała zniknąć. Może mogliby się wybrać z Aaronem na jakiś weekend.
Uśmiechnęła się do swoich myśli, popijając herbatę i odrobinę swoją osłupiałą gospodynię ignorując.
* Bardzo uprasza się o nie sprawdzanie co zostało naklejone na tylną ściankę szafy w pokoju pani Mulciber na drugim piętrze Mulciber Manor.