18.02.2026, 21:15 ✶
Pomysł Gin miałby sporo sensu, gdyby robili wtedy cokolwiek… konkretnego. Ale gdy Cathal pozwolił swojej pamięci popłynąć do tego momentu, nie znajdował w ich poczynaniach niczego, co mogłoby uaktywnić jakieś zaklęcie. On był na korytarzu. Ona była pod postacią kota w środku. Jeszcze można by uznać, że należało stanąć w konkretnych miejscach, ale… kto tworzyłby mechanizm uaktywniany akurat pod ciężarem kotki…? Byłby to chyba najdziwniejszy wyzwalacz zaklęcia, z jakim się spotkał, a widział już w swoim życiu różne dziwne rzeczy.
Z pewną irytacją spojrzał na swoją różdżkę, gdy proste zaklęcie nie zadziałało i przez moment kontemplował, czy mogło chodzić o fakt, że była nowa i wciąż się docierali, czy może w piwnicy działało więcej magii. Może piwnica próbowała się chronić?
– Nie planuję przecież zniszczyć całego pomieszczenia, Guinevere – powiedział, wciąż z tą odrobiną irytacji, gdy kobieta wróciła do piwnicy i chwyciła go za rękę, zanim spróbował ponowić zaklęcie i przebić się przez podłogę. Nie był pewien, o co go podejrzewała – może o to, że miał plan, aby rozwalić całą posadzkę? – To proste zaklęcie, mające wybić dziurę w miejscu, gdzie znajdowała się klapa. Nie zawali całego budynku i nie rzucam go sobie pod nogi. Jeśli jest tam przejście, otworzy je. Jeżeli go nie ma, w najgorszym razie będę miał wgłębienie w piwniczej podłodze i dużo kurzu.
Wysadził drzwi piwnicy w gniewie, i w gniewie z pewnością rzuciłby się na bębnistę, gdyby go znalazł. Ale teraz nie złość pchała go do próby przebicia się w dół, a świadomość, że gdzieś pod budynkiem, w którym leżało jego mieszkanie – nawet jeśli właściwie nigdy naprawdę tu nie żył, zbyt zajęty podróżami i okazyjnie bywający w Little Hangleton, a to był tylko przystanek i miejsce spotkań – znajdował się podejrzany ołtarz i pokrwawione instrumenty. To nie były rzeczy, na które machało się ręką. Irytacja zaś wynikała bardziej z nieudanego zaklęcia: fakt, że różdżce zdarzało się zawodzić przy prostych czarach był na swój sposób irytujący…
Z pewną irytacją spojrzał na swoją różdżkę, gdy proste zaklęcie nie zadziałało i przez moment kontemplował, czy mogło chodzić o fakt, że była nowa i wciąż się docierali, czy może w piwnicy działało więcej magii. Może piwnica próbowała się chronić?
– Nie planuję przecież zniszczyć całego pomieszczenia, Guinevere – powiedział, wciąż z tą odrobiną irytacji, gdy kobieta wróciła do piwnicy i chwyciła go za rękę, zanim spróbował ponowić zaklęcie i przebić się przez podłogę. Nie był pewien, o co go podejrzewała – może o to, że miał plan, aby rozwalić całą posadzkę? – To proste zaklęcie, mające wybić dziurę w miejscu, gdzie znajdowała się klapa. Nie zawali całego budynku i nie rzucam go sobie pod nogi. Jeśli jest tam przejście, otworzy je. Jeżeli go nie ma, w najgorszym razie będę miał wgłębienie w piwniczej podłodze i dużo kurzu.
Wysadził drzwi piwnicy w gniewie, i w gniewie z pewnością rzuciłby się na bębnistę, gdyby go znalazł. Ale teraz nie złość pchała go do próby przebicia się w dół, a świadomość, że gdzieś pod budynkiem, w którym leżało jego mieszkanie – nawet jeśli właściwie nigdy naprawdę tu nie żył, zbyt zajęty podróżami i okazyjnie bywający w Little Hangleton, a to był tylko przystanek i miejsce spotkań – znajdował się podejrzany ołtarz i pokrwawione instrumenty. To nie były rzeczy, na które machało się ręką. Irytacja zaś wynikała bardziej z nieudanego zaklęcia: fakt, że różdżce zdarzało się zawodzić przy prostych czarach był na swój sposób irytujący…