24.10.2022, 01:45 ✶
- Nie wszystkie pożary zawsze da się zgasić tak łatwo. – Myślała tutaj zdecydowanie o tych bardziej metaforycznych pożarów. Żadna ilość bali nie miała zmienić tego, że ludzie właśnie skakali sobie do gardeł, żadna ilość kasyn z szampanem nie zmieni tego, że były kłopoty, których łatwo się nie dało zgasić. I może teraz Brenna chciała gasić ten pożar, ale Seraphina chętnie usiadłaby w jego cieple. I może od czasu do czasu dorzuciła kawałek drewna, to w jednym miejscu, to w drugim.
- Krążą ci pod tą uroczą czupryną jeszcze inne inicjatywy? Chętnie posłucham. – Poplotkuję, dowiem się co planujesz, tak by było ciekawie, a może będzie mogła pomóc albo zorganizować coś konkurencyjnego. Podejrzewała, że zagra bezpiecznie i powie, że póki co nie ma planów, nawet jeżeli je miała.
Nie powstrzymała śmiechu, zakrywając usta lekko i spoglądając z wielkim rozbawieniem na Brennę. Próbowała sobie rzeczywiście wyobrazić pannę Longbottom rzucającą się na kogoś, kto nieświadomy sytuacji przechodził korytarzem. A teraz, gdy to powiedziała, Seraphina nie mogła pozbyć się tego obrazu, zaraz też mrużąc lekko oczy i przykładając dłoń do twarzy, z zaciekawieniem jakby na nowo przyglądając się jej na nowo.
- Nie, zdecydowanie nie jak worek cegieł, na to jesteś zbyt wdzięczna i ładna. Raczej jak… - przechyliła głowę, zastanawiając się poważnie, co raczej przypomina panna Longbottom jeżeli nie siebie. - …jak wilk, ostrożnie i odważnie ale z siłą która potrafi przytłoczyć. – Zastanawiała się nad psem, bo to również wydawało się do Brenny podobne, zwłaszcza, gdy mogłaby ją teraz przytulić, podejrzewałaby, że odczucie by było podobne. Z tym, że mniej komfortowe dla Brenny.
- To w sumie szlachetne. – Korzystać z resztek, czegoś, czego nikt nie chciał. Ale skoro nikt nie chciał, to jaka była ambicja w sięganiu po to? Przynajmniej nie w jej spojrzeniu, ale jeżeli to było odpowiednie dla Brenny, to oceniać jej za to nie zamierzała. Może to sam głód, niepowstrzymane pragnienie tego, aby było czegoś więcej. Albo po prostu ambicja która kazała jej pożądać czegoś, czego jeszcze nie miała i czego inni mieć nie mieli. – Nawet jeżeli zwycięstwo nie dopisze, zachęcam do odwiedzenia kasyna w ramach zabawy. – Interesujące by było zobaczenie Longbottomów którzy mieliby tutaj się rozluźnić.
- Prawdę powiedziawszy… - usiadła na nowo, tym razem o wiele bliżej Brenny. -…lubię rzeczy nietuzinkowe, o których by nikt nie pomyślał, albo takie, które chce każdy, ale nie każdy może je dostać. Lubię rywalizację, lubię też szanse w których mogę nie mieć wygranej. Wtedy życie jest ciekawsze, nie sądzisz? – Odchyliła się, zakładając nogę na nogę. – Co robisz dla przyjemności? – Skoro skupować chciała po innych, co by kupiła gdyby po prostu mogła.
- Krążą ci pod tą uroczą czupryną jeszcze inne inicjatywy? Chętnie posłucham. – Poplotkuję, dowiem się co planujesz, tak by było ciekawie, a może będzie mogła pomóc albo zorganizować coś konkurencyjnego. Podejrzewała, że zagra bezpiecznie i powie, że póki co nie ma planów, nawet jeżeli je miała.
Nie powstrzymała śmiechu, zakrywając usta lekko i spoglądając z wielkim rozbawieniem na Brennę. Próbowała sobie rzeczywiście wyobrazić pannę Longbottom rzucającą się na kogoś, kto nieświadomy sytuacji przechodził korytarzem. A teraz, gdy to powiedziała, Seraphina nie mogła pozbyć się tego obrazu, zaraz też mrużąc lekko oczy i przykładając dłoń do twarzy, z zaciekawieniem jakby na nowo przyglądając się jej na nowo.
- Nie, zdecydowanie nie jak worek cegieł, na to jesteś zbyt wdzięczna i ładna. Raczej jak… - przechyliła głowę, zastanawiając się poważnie, co raczej przypomina panna Longbottom jeżeli nie siebie. - …jak wilk, ostrożnie i odważnie ale z siłą która potrafi przytłoczyć. – Zastanawiała się nad psem, bo to również wydawało się do Brenny podobne, zwłaszcza, gdy mogłaby ją teraz przytulić, podejrzewałaby, że odczucie by było podobne. Z tym, że mniej komfortowe dla Brenny.
- To w sumie szlachetne. – Korzystać z resztek, czegoś, czego nikt nie chciał. Ale skoro nikt nie chciał, to jaka była ambicja w sięganiu po to? Przynajmniej nie w jej spojrzeniu, ale jeżeli to było odpowiednie dla Brenny, to oceniać jej za to nie zamierzała. Może to sam głód, niepowstrzymane pragnienie tego, aby było czegoś więcej. Albo po prostu ambicja która kazała jej pożądać czegoś, czego jeszcze nie miała i czego inni mieć nie mieli. – Nawet jeżeli zwycięstwo nie dopisze, zachęcam do odwiedzenia kasyna w ramach zabawy. – Interesujące by było zobaczenie Longbottomów którzy mieliby tutaj się rozluźnić.
- Prawdę powiedziawszy… - usiadła na nowo, tym razem o wiele bliżej Brenny. -…lubię rzeczy nietuzinkowe, o których by nikt nie pomyślał, albo takie, które chce każdy, ale nie każdy może je dostać. Lubię rywalizację, lubię też szanse w których mogę nie mieć wygranej. Wtedy życie jest ciekawsze, nie sądzisz? – Odchyliła się, zakładając nogę na nogę. – Co robisz dla przyjemności? – Skoro skupować chciała po innych, co by kupiła gdyby po prostu mogła.