• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence

[10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#7
19.02.2026, 11:33  ✶  

Miał to być piękny wieczór. Wszystko zostało wspaniale zaaranżowane, pewnie marzyła o tym niejedna dziewczyna podczas swoich młodzieńczych lat. Idealny pan młody, idealne aranżacje, wszystko dopięte na ostatni guzik. Tylko panna młoda nie do końca pasowała do obrazka. Niby była tutaj obecna ciałem, jednak jej myśli zaczęły uciekać, z minuty na minutę wydawała się być coraz bardziej zagubiona i podstawiona pod ścianą. Pojawił się ten ciężar, którego nie mogła się pozbyć, który podważał podjętą przez nią decyzję. Pojawiły się myśli i wspomnienia, które były bardzo głośne, chociaż wokół niej panowała cisza, przebijał się przez nią jedynie głos kapłana, na którym zupełnie się nie skupiała, zbyt wiele działo się teraz w jej głowie. Czuła, że popełnia błąd, nieodwracalny błąd i musiała coś z tym zrobić. Zazwyczaj nie miała w sobie tyle odwagi, zazwyczaj spełniała oczekiwania wszystkich wokół, ale ten jeden raz wiedziała, że nie powinna tego zrobić. Nie chciała być bierna, nie chciała już dłużej spełniać niczyich oczekiwań, był to czas kiedy chodziło tylko i wyłącznie o nią, no, nie do końca tylko o nią, bo w jej myślach pojawiała się osoba, która od lat znaczyła dla niej wiele.

Nie umiała nad tym zapanować, porównywała sobie w głowie momenty, kiedy byli razem do tego, jak ostatnio wyglądało jej życie. Nigdy nie była bardziej szczęśliwa, niż wtedy kiedy miała go obok siebie, kiedy nie musiała się zastanawiać w jaki sposób jej słowa zostaną odebrana, kiedy po prostu cieszyli się teraźniejszością i nie zastanawiali nad tym, co przyniesie jutro. Nie musiała odnajdywać się w żadnej roli, nie musiała dostosowywać się do otoczenia, mogła być sobą. Ostatnio coraz rzadziej się to działo. Niby tego chciała, niby pragnęła stabilizacji, ale czy na pewno miała ona wyglądać właśnie w taki sposób? Czy była gotowa zostać idealną żoną, która uśmiechała się na przyjęciach rodzinnych, prowadziła te wszystkie rozmowy o niczym, zabawiała towarzystwo będąc przy tym zawsze promykiem słońca. Nie do końca to do niej pasowało, wiedziała, że wystarczy kilka miesięcy, aby zaczęło ją to dusić, zresztą nie darzyła stojącego przed nią mężczyzny żadnymi uczuciami, przywykła do jego obecności, jednak nie niosło to ze sobą niczego więcej. Tym bardziej, że próbował wpływać na to, co robiła, w jaki sposób robiła, chciał, żeby bardziej pasowała do jego idealnego obrazka, tyle, że to nigdy nie był jej obrazek.

Chciała czegoś więcej, i wiedziała, że jest w stanie po to sięgnąć. Istniała na tym świecie osoba, przy której od zawsze czuła się wyjątkowo, która powodowała drżenie jej ciała, przy której pojawiały się te mityczne motyle w brzuchu, tylko, że nigdy nie miała w sobie odwagi, aby zweryfikować, czy byli dla siebie faktycznie tylko i wyłącznie przyjaciółmi, miała świadomość, że w jej przypadku to nigdy nie było tylko to. Niefortunnie przez lata brnęli w ten typ relacji, przez co pojawiły się obawy, że jednym zdaniem mogła wszystko popsuć, a nie chciała tego psuć, za bardzo jej na nim zależało. Właśnie dlatego się odsunęła, przestała pisać, jakby ta przestrzeń miała pomóc jej to sobie ułożyć. Mimo milczenia, mimo tego, że nie widzieli się od lat to, co czuła nie gasło, nie zniknęło, nie odeszło w zapomnienie, nadal w niej tkwiło.

Gdy więc dostrzegła jego sylwetkę, gdy zauważyła, że znajduje się tutaj nie widziała innej możliwości, jak to, aby jak najszybciej zniknąć z tego miejsca. Podjęła decyzję, jej ciało podjęło ją szybciej od myśli, w końcu zaczęło się od kroku spowodowanego niepewnością. Kiedy go zauważyła wiedziała, że to było słuszne. Nie znalazł się tu bez powodu, pojawił się jak zawsze gdy robiła coś głupiego, nie miała pojęcia, czy zdawał sobie sprawę z tego, że była nieszczęśliwa, nie wiedziała, co właściwie spowodowało, że przyszedł do tej katedry, że znalazł się w tym miejscu, co nim kierowała. Istotne było to, że był tutaj. Patrzył na nią, a ona poza nim nie widziała już nikogo. To powinno być trudniejsze, bukiet jednak wysunął jej się z rąk, opadł na posadzkę, co było kolejnym znakiem - nie miała dzisiaj wziąć ślubu. Nie mogła wyjść za kogoś takiego. Pan młody coś mówił, Prudence miała jednak wrażenie, że mówi do niej w obcym języku, zupełnie zignorowała jego słowa.

Wpatrywała się więc w jedyną osobę, którą kochała, kiedyś i najwyraźniej nadal. Oczy jej błyszczały, nie były już matowe, jak jeszcze przed chwilą. Nie myślała o konsekwencjach, o ludziach, którzy byli świadkami podejmowania przez niej decyzji, o tym, że na pewno na długo zapamiętają ten dzień, że pewnie jego echo będzie odbijało się za nią przez lata. To nie było istotne, ważne, że dotarło do niej, że droga jest tylko jedna i zawsze prowadziła do niego. Kiedy przymknęła na moment oczy, później je otworzyła, a on nadal tam był poczuła w sobie siłę, której potrzebowała.

Wystarczyło to spojrzenie, aby dokładnie wiedziała, co powinna zrobić, by nie zastanawiała się już nad niczym, chwyciła więc materiał sukni i ruszyła przed siebie, nie odzywając się ani słowem. Nie musiała nic mówić, to co robiła wybrzmiewało wystarczająco głośno, było jednoznaczne. Wybrała go, chociaż nie miała pojęcia, co to właściwie oznacza, czy w ogóle coś oznaczało, wiedziała tylko tyle, że chciała stąd uciec, uciec z nim. Tylko to miało znaczenie. Nie obchodził jej nikt inny, ani to co będzie dalej, wyjątkowo nie miała żadnego planu, czy w ogóle dało się zaplanować się coś takiego. Obudziła się z pewnością, że zostanie dzisiaj żoną, znalazła się na tym ołtarzu, wtedy pojawiły się wątpliwości, bardzo wiele wątpliwości, uderzyły w nią myśli, których do siebie nie dopuszczała od lat, jednocześnie, wszystkie, a później zobaczyła go w tej bocznej nawie, to było wystarczające, by zdała sobie sprawę z tego, że nie mogła tego zrobić. Nie chciała tego zrobić.

Wyszedł jej na przeciw, ruszył w jej kierunku, nie był obojętny na to, co się działo. Nie musiała tego robić sama, jak zawsze mieli spotkać się w połowie drogi, to nie było niczym nowym, mieli to w zwyczaju. Najwyraźniej niewiele się zmieniło od ich ostatniego spotkania, mimo, że przecież minęło już kilka lat. Mogli być sobie obcy, mogli być zupełnie innymi ludźmi, a jednak nadal doskonale się rozumieli, to się nie zmieniało, nigdy miało się nie zmienić. Odetchnęła głęboko, kiedy wsunęła mu się pod ramię, poczuła ulgę, nadal była zdenerwowana, emocje które ją wypełniały były bardzo silne, jednak wiedziała, że to co robi jest słuszne. Nie chciała tu zostać, chciała znaleźć się z nim jak najdalej stąd, chociaż nie miała pojęcia co to oznaczało, wiedziała, że go kocha, wiedziała też jednak, że nie do końca było im pisane bycie razem, bo ich sposób na życie diametralnie się od siebie różnił, to jednak nie miało w tym momencie najmniejszego znaczenia, nie było istotne. Najważniejsze, że nie popełniła największego błędu w swoim życiu.

Zatrzymała się na moment, by spojrzeć mu w oczy, nie była to chwila, w której mogli wyjaśnić sobie cokolwiek, gesty świadczyły same za siebie, na rozmowę znajdą czas później, kiedy już znajdą się z dala od tych wszystkich ludzi, którzy się w nich wpatrywali. Pewnie mogli dopisać sobie do tego historię, nie byłaby ona nawet daleka od prawdy, widać było, że zależy jej na mężczyźnie, którego nie powinno tutaj być, była gotowa porzucić to wszystko za sobą i zobaczyć, co przyniesie im przyszłość, właściwie to nawet nie mając pewności, że miała przynieść cokolwiek.

Musieli opuścić to miejsce, nikt jeszcze nie zdążył zareagować, nikt nie odezwał się słowem, w katedrze było ogromnie cicho, miała wrażenie, że wszyscy obecni są w stanie usłyszeć to, jak głośno biło jej serce, nie przejmowała się tym jednak, nie przejmowała się niczym, nie w tej chwili, istotne było bowiem tylko to, że nie popełniła błędu, którego okropnie by żałowała, bo przecież on tu był, czekał na nią, był gotowy ruszyć z nią dalej chociaż tylko na chwilę. Powinni porozmawiać, był to chyba odpowiedni moment na to, aby wyjaśniła mu co nieco, przeprosiła za swoje milczenie, za dystans, który się między nimi pojawił. Później spróbuje ubrać myśli w słowa, jakoś się w tym odnaleźć, póki co powinni jak najszybciej znaleźć się przy drzwiach, póki jeszcze nikt nie zdołał im w tym przeszkodzić.

Bez słowa więc wykonała pierwszy krok, pierwszy krok, który miał ich zbliżyć do celu, tak właściwie to nie miała pojęcia dokąd pójdą, gdzie się znajdą, czy w ogóle miał jakieś plany na najbliższy czas, bo oczywiste było to, że nie zamierzał zostać tu na dłużej, nie miał tego w zwyczaju. Najważniejsze jednak, że znalazł się w tym miejscu, kiedy go potrzebowała, to było bodźcem, który przekonał ją o tym, że decyzja, którą podjęła była słuszna, nie mogła być mu zupełnie obojętna, a przynajmniej tak to sobie tłumaczyła, nie znalazłby się tutaj, gdyby było inaczej.

Nie mogli dużej zwlekać, musieli oddalić się stąd jak najszybciej, bo powoli słychać było ciche słowa, którymi zaczynali wymieniać się goście weselni, nie spowodowało to jednak, że się odwróciła, że choć na moment spojrzała w ich kierunku, byli jej obojętni, w tym momencie liczyło się tylko to, że to on znajdował się przy niej, że czuła znowu ciepło jego ciała, był jej oparciem - jak zawsze kiedy z czymś sobie nie radziła, jak mogła wątpić w to, że kiedykolwiek miało się to zmienić?



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (16691), Prudence Fenwick (8916)




Wiadomości w tym wątku
[10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 10.02.2026, 00:21
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 10.02.2026, 04:50
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 10.02.2026, 12:03
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 10.02.2026, 21:28
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 11.02.2026, 11:15
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 11.02.2026, 23:52
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.02.2026, 11:33
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 20.02.2026, 18:08
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 22.02.2026, 10:41
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 22.02.2026, 16:47
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 23.02.2026, 22:09
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 24.02.2026, 02:36
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 24.02.2026, 21:44
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 25.02.2026, 18:09

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa