Musiała na krótką chwilę opuścić Camerona. Nie zrobiłaby tego, gdyby nie poczuła się przyparta do muru, czasem jednak bywały momenty, kiedy nie dało się inaczej. Był to całkiem przyjemny dzień, kiedy mieli wolne, razem, co zdarzało się stosunkowo rzadko. Mung i Ministerstwo nie brało jeńców, szczególnie w tak gorącym czasie, mieli natłok roboty, dobrze więc było odpowiednio wykorzystać ten jeden, wyjątkowy dzień który mogli spędzić razem.
Publiczne toalety nie były miejscem, które lubiła odwiedzać, chyba nikt tego nie lubił. Czasem jednak każdy był zmuszony do tego, aby z takich skorzystać. Starała się załatwić wszystko, jak najszybciej tylko mogła, bo zapach, który uderzał w jej nozdrza nie należał do najprzyjemniejszych, była skłonna przyznać iż śmierdziało tu jeszcze bardziej niż na Nokturnie, co zdarzało się raczej rzadko.
Kiedy wyszła z tego okropnego budynku wytarła mokre dłonie o swój płaszcz, odruchowo dotknęła lewą dłonią palca serdecznego prawej, obróciła drewniany pierścionek, który nosiła na nim od jakiegoś czasu, uśmiechnęła się sama do siebie przypominając sobie o jego istnieniu. Był to znak świadczący o tym, że ona i Cameron byli dla siebie wyjątkowi, mieli zostać małżeństwem, pewnie w dalszej, niż bliższej przyszłości, nie zmieniało to jednak faktu, że miała poślubić kogoś wyjątkowego.
Uniosła głowę, aby odnaleźć go między ludźmi pędzącymi w tylko sobie znanym kierunku. Każdy miał do załatwienia jakieś sprawy, miała wrażenie, że powoli zaczynali wracać do dawnego rytmu, chociaż otoczenie wcale o tym nie świadczyło, pewnie dużo czasu zajmie pozbywanie się wszystkich śladów po pożarach, które miały miejsce niecałe dwa tygodnie temu. Niełatwo będzie społeczeństwu się z tego otrząsnąć.
Lupin siedział na ławce, ruszyła w jego kierunku, najwyraźniej nie zauważył, że się zbliża bo był zajęty wpatrywaniem się w ziemie, była ciekawa, co go tak zafascynowało. Nie odezwała się słowem, przystanęła przed nim rzucając na niego cień, dopiero wtedy zauważył jej obecność.
- Tak długo mnie nie było? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie. Miała wrażenie, że wizyta w szalecie zajęła jej ledwie chwilę, robiła wszystko, aby wydostać się stamtąd jak najszybciej.
- Przecież nie mam koleżanek, to znaczy poza Brenną, a ona jest gdzieś indziej. Obserwowałeś mrówki? - Spoglądała przez chwilę na ziemię, próbując ustalić, czym zajmował się pod jej nieobecność.
Ścisnął jej dłoń, więc mogli kontynuować ich spacer, wiatr całkiem przyjemnie owiewał ich twarze, zwiastował jednak również nadejście jesieni, za którą Ruda nie do końca przepadała, niedługo miało być szaro i ponuro, wysysało to z niej pozytywna energię. Nie znosiła tego okresu w roku, który się zbliżał.
- Myślisz, że niedługo wszystko wróci do normy? - Zapytała spoglądając na jedną z mijanych kamienic, która była dość mocno dotknięta przez ogień. Nie znała się na tym wcale, nie miała pojęcia ile może zająć renowacja niemalże całej stolicy, i czy w ogóle dało się naprawić wszystko?