20.02.2026, 04:05 ✶
W pierwszej chwili poczuła poirytowanie, że ktoś próbował właśnie wepchnąć się w kolejkę, nawet jeśli robił to uprzejmie. Mając jednak z tyłu głowy, że jest w miejscu publicznym, do tego powiązanym zarówno z pracą jej brata jak i ojca, więc musi się zachowywać w miarę spokojnie i nie narobić im przypadkiem problemów, nie okazała tego zirytowania, zmuszając wyraz twarzy, by pozostawał w neutralno-uprzejmym lekkim uśmiechu, wyuczonym przez lata życia w ambasadzie, kiedy zwróciła oczy na mężczyznę, który się do niej odezwał, zaraz tłumacząc się ze swojego zachowania. Widać było jednak przebijające się przez narzuconą fasadę zmęczenie i ból.
— Proszę. — Jej głos był lekko ochrypły od całego dymu, który wdychała w drodze do ministerstwa, jak i trochę nosowy, wyraźnie przez uraz nosa, którego nabawiła się niedawno. Przesunęła się przy tym odrobinę, by zrobić nieznajomemu miejsce przy stacji herbacianej. Nie, żeby miała też jakąś ogromną ochotę na herbatę, która wyglądała, jakby nawet koło prawdziwej herbaty pewnie nie stała. Musiała jednak napić się czegoś ciepłego, żeby ta koszmarna noc była chociaż odrobinę lepsza, więc stała w kolejce nawet nie oczekując zbyt wiele poza po prostu czymś ciepłym, o co mogłaby chociaż ogrzać dłonie i stworzyć iluzję kontroli nad sytuacją, w jakiej się znajdowała i bezpieczeństwa.
— Skoro koordynuje Pan działaniami ministerstwa... potrzebujecie gdzieś pomocy? — Zajęcie się czymś byłoby zapewne rozsądne. Wiedziała, że nawet jeśli znajdzie jakiś spokojny kąt, żeby usiąść i spróbować spać, to za nic w świecie nie zaśnie w tych warunkach. Za duży gwar, za dużo ludzi, nie ta temperatura, nie ten poziom światła... mogłaby jeszcze długo wymieniać czynniki potencjalnie przeszkadzające jej w spaniu. Równie dobrze mogła zaoferować się z pomocą z czymkolwiek, zająć tym myśli i zabić czas, o ile w ogóle pomoc była gdziekolwiek potrzebna. — ... i być może wie Pan również, czy można gdzieś się dowiedzieć, czy konkretna osoba przebywa aktualnie w budynku? — Po chwili zawahania się stwierdziła, że jednak zapyta również o to. Nawet jeśli nie planowała narzucać się bratu ze swoją obecnością w ministerstwie, wolała wiedzieć, czy w ogóle był w okolicy, czy jednak gdzieś tam biega wśród tego całego dymu i popiołu. A może w ogóle był w little hangleton i tam mieli całkowity spokój od całego tego ognia? Nie sądziła, żeby zastała Anthonyego w ministerstwie, to nie była godzina, żeby był w pracy, jednak zapytanie nie szkodziło. Być może wcale nie musiała się martwić o tego wrednego gada, który był jednocześnie jedynym pozostającym przy życiu bratem. A może właśnie powinna? Nie była pewna, jak u niego było z umiejętnościami ładowania się w kłopoty na każdym kroku, ale znając siebie i Thomasa, raczej wątpiła, żeby Anakoni akurat w tym również różnił się od rodzeństwa i aby miał tę noc spokojną.
— Proszę. — Jej głos był lekko ochrypły od całego dymu, który wdychała w drodze do ministerstwa, jak i trochę nosowy, wyraźnie przez uraz nosa, którego nabawiła się niedawno. Przesunęła się przy tym odrobinę, by zrobić nieznajomemu miejsce przy stacji herbacianej. Nie, żeby miała też jakąś ogromną ochotę na herbatę, która wyglądała, jakby nawet koło prawdziwej herbaty pewnie nie stała. Musiała jednak napić się czegoś ciepłego, żeby ta koszmarna noc była chociaż odrobinę lepsza, więc stała w kolejce nawet nie oczekując zbyt wiele poza po prostu czymś ciepłym, o co mogłaby chociaż ogrzać dłonie i stworzyć iluzję kontroli nad sytuacją, w jakiej się znajdowała i bezpieczeństwa.
— Skoro koordynuje Pan działaniami ministerstwa... potrzebujecie gdzieś pomocy? — Zajęcie się czymś byłoby zapewne rozsądne. Wiedziała, że nawet jeśli znajdzie jakiś spokojny kąt, żeby usiąść i spróbować spać, to za nic w świecie nie zaśnie w tych warunkach. Za duży gwar, za dużo ludzi, nie ta temperatura, nie ten poziom światła... mogłaby jeszcze długo wymieniać czynniki potencjalnie przeszkadzające jej w spaniu. Równie dobrze mogła zaoferować się z pomocą z czymkolwiek, zająć tym myśli i zabić czas, o ile w ogóle pomoc była gdziekolwiek potrzebna. — ... i być może wie Pan również, czy można gdzieś się dowiedzieć, czy konkretna osoba przebywa aktualnie w budynku? — Po chwili zawahania się stwierdziła, że jednak zapyta również o to. Nawet jeśli nie planowała narzucać się bratu ze swoją obecnością w ministerstwie, wolała wiedzieć, czy w ogóle był w okolicy, czy jednak gdzieś tam biega wśród tego całego dymu i popiołu. A może w ogóle był w little hangleton i tam mieli całkowity spokój od całego tego ognia? Nie sądziła, żeby zastała Anthonyego w ministerstwie, to nie była godzina, żeby był w pracy, jednak zapytanie nie szkodziło. Być może wcale nie musiała się martwić o tego wrednego gada, który był jednocześnie jedynym pozostającym przy życiu bratem. A może właśnie powinna? Nie była pewna, jak u niego było z umiejętnościami ładowania się w kłopoty na każdym kroku, ale znając siebie i Thomasa, raczej wątpiła, żeby Anakoni akurat w tym również różnił się od rodzeństwa i aby miał tę noc spokojną.