20.02.2026, 04:06 ✶
— Hati! To niezbyt dobry moment na żarty. Kto normalny zaplątałby się na Nokturn, jeszcze przy tym całym piekle na ulicach?! — Burknęła oburzona, myśląc, że próbuje żartować o tym, gdzie się znaleźli, ale chwilę potem zaczęła się rozglądać i mrużąc trochę oczy próbować przebić wzrokiem zawiewający wszędzie ciemny dym i popiół, by w końcu zorientować się, że faktycznie, nie bardzo wie, gdzie ją tłum rzucił. — Na brodę Merlina, byłam pewna, że jeszcze jestem na alejach horyzontalnych... — Mruknęła, niejako przyznając się do błędu, ale też nie oferując przeprosin za wcześniejsze burknięcie. Jej świętej pamięci mąż zapewne już nieraz się w grobie przewracał, obserwując z zaświatów swoją małżonkę, która próbowała manewrować pomiędzy oczekiwaniami jej rodziny a tym, czego sama chciała dla siebie i dzieci. Nie byłby to również pierwszy raz, kiedy przypadkiem coś odwaliła.
— W Kairze. — Rzuciła uspokajająco, by zaraz dodać coś, co wydało jej się oczywiste. — Gdyby były w Londynie użyłabym sieci Fiuu. — Delikatnie się skrzywiła na samą myśl, że miałaby się teleportować nawet przy użyciu sieci. Mimo wszystko jednak mając pod swoją opieką dzieci, ponad jej komfort priorytetem byłoby dla niej zapewnienie im bezpieczeństwa. Nawet jeśli potem miałaby odchorować to przez następne kilka dni, bo i tak bywało z jej nietolerancją na szybkie przemieszczanie się za pomocą magii. Przedzieranie się przez tłum szaleńców z dwójką dzieciaków, które nie bardzo można było czasami opanować, to byłby czysty strzał w kolano. Mogła sobie tylko wyobrazić, jakby im się oczy zaświeciły na widok innych bliźniaków i jak rodzeństwo Grayback zostałoby zaraz oblepione przez małe łapki i milion dziwnych, dziecięcych pytań, zadanych z ogromną ciekawością i szczenięcymi ślepiami, by nowe ofiary zechciały dłużej odpowiadać na pytania i nie uciekły na sam ich widok.
— Esme jest jeszcze we Włoszech? Jak się złoży i wszystkie dzieciaki będą w Londynie, to trzeba by im umówić spotkanie, dawno się nie widzieli. — Niezbadane są ścieżki, którymi lecą myśli kobiety. Cały ten chaos dookoła oraz nagła świadomość, że zawędrowała na Nokturn, nie były w stanie sprawić, że nie pomyślałaby o dzieciach i ich czasie wolnym, który trzeba będzie jakoś zapełnić, kiedy przyjadą do Londynu. A może to po prostu w reakcji na stres jej umysł odpowiedział przekierowaniem myśli na bezpieczniejsze i milsze tory niż szaleńcy, ogromny pożar i niebezpieczeństwo.
— Jedyne czego aktualnie szukam to w miarę bezpiecznej drogi do dziurawego kotła. Moja kamienica stoi w ogniu, więc chciałam przedostać się do ministerstwa, które ma lepsze osłony, ale ten cały chaos na ulicach, próby ominięcia co bardziej agresywnych grup i tłum ludzi, którzy zgarniają lżejszych ludzi za sobą, najwyraźniej rzuciły mną w złym kierunku, skoro nawet nie wiem kiedy wpadłam na Nokturn. — Wytłumaczyła po krótce, jak się znalazła w tak... nieoczekiwanym miejscu. Pewnie kiedyś, gdyby miała poważny powód, wparadowałaby i na Nokturn, ale nie ciągnęło ją jakoś bardzo mocno w tym kierunku. Była zbyt świadoma, że nawet gdyby próbowała, to nie będzie wyglądać jak ktoś, kto należy do osób kręcących się regularnie po tej ulicy, a bardziej jak ktoś, kogo wręcz trzeba zaczepić. Spotkanie ze zbirem sprzed chwili tylko utwierdzało ją w tym przekonaniu, no i sama ta sytuacja nabrała również dla niej trochę sensu. Tym bardziej nie żałowała wyrwania się z zamienieniem zbirowi noża w kaczuchę, może się typ następnym razem zastanowi, zanim skoczy do kobiety wyglądającej jak chucherko. A może po prostu poduczy się w transmutacji na tyle, żeby odczarować swój nóż. Kto wie, w każdym razie ona zawsze w lepszych warunkach mogła zmienić się w rogatnika i odlecieć.
— W Kairze. — Rzuciła uspokajająco, by zaraz dodać coś, co wydało jej się oczywiste. — Gdyby były w Londynie użyłabym sieci Fiuu. — Delikatnie się skrzywiła na samą myśl, że miałaby się teleportować nawet przy użyciu sieci. Mimo wszystko jednak mając pod swoją opieką dzieci, ponad jej komfort priorytetem byłoby dla niej zapewnienie im bezpieczeństwa. Nawet jeśli potem miałaby odchorować to przez następne kilka dni, bo i tak bywało z jej nietolerancją na szybkie przemieszczanie się za pomocą magii. Przedzieranie się przez tłum szaleńców z dwójką dzieciaków, które nie bardzo można było czasami opanować, to byłby czysty strzał w kolano. Mogła sobie tylko wyobrazić, jakby im się oczy zaświeciły na widok innych bliźniaków i jak rodzeństwo Grayback zostałoby zaraz oblepione przez małe łapki i milion dziwnych, dziecięcych pytań, zadanych z ogromną ciekawością i szczenięcymi ślepiami, by nowe ofiary zechciały dłużej odpowiadać na pytania i nie uciekły na sam ich widok.
— Esme jest jeszcze we Włoszech? Jak się złoży i wszystkie dzieciaki będą w Londynie, to trzeba by im umówić spotkanie, dawno się nie widzieli. — Niezbadane są ścieżki, którymi lecą myśli kobiety. Cały ten chaos dookoła oraz nagła świadomość, że zawędrowała na Nokturn, nie były w stanie sprawić, że nie pomyślałaby o dzieciach i ich czasie wolnym, który trzeba będzie jakoś zapełnić, kiedy przyjadą do Londynu. A może to po prostu w reakcji na stres jej umysł odpowiedział przekierowaniem myśli na bezpieczniejsze i milsze tory niż szaleńcy, ogromny pożar i niebezpieczeństwo.
— Jedyne czego aktualnie szukam to w miarę bezpiecznej drogi do dziurawego kotła. Moja kamienica stoi w ogniu, więc chciałam przedostać się do ministerstwa, które ma lepsze osłony, ale ten cały chaos na ulicach, próby ominięcia co bardziej agresywnych grup i tłum ludzi, którzy zgarniają lżejszych ludzi za sobą, najwyraźniej rzuciły mną w złym kierunku, skoro nawet nie wiem kiedy wpadłam na Nokturn. — Wytłumaczyła po krótce, jak się znalazła w tak... nieoczekiwanym miejscu. Pewnie kiedyś, gdyby miała poważny powód, wparadowałaby i na Nokturn, ale nie ciągnęło ją jakoś bardzo mocno w tym kierunku. Była zbyt świadoma, że nawet gdyby próbowała, to nie będzie wyglądać jak ktoś, kto należy do osób kręcących się regularnie po tej ulicy, a bardziej jak ktoś, kogo wręcz trzeba zaczepić. Spotkanie ze zbirem sprzed chwili tylko utwierdzało ją w tym przekonaniu, no i sama ta sytuacja nabrała również dla niej trochę sensu. Tym bardziej nie żałowała wyrwania się z zamienieniem zbirowi noża w kaczuchę, może się typ następnym razem zastanowi, zanim skoczy do kobiety wyglądającej jak chucherko. A może po prostu poduczy się w transmutacji na tyle, żeby odczarować swój nóż. Kto wie, w każdym razie ona zawsze w lepszych warunkach mogła zmienić się w rogatnika i odlecieć.