20.02.2026, 04:06 ✶
Powoli pracowali z Anthonym nad ich relacją, jednak sama dalej łapała się na tym, że co jakiś czas ogarniały ją wątpliwości. Próbowała doszukać się jakichś ukrytych motywów dla nagłej zmiany w bracie, nawet jeśli wiedziała, że takich nie było. Czasem łapała się również na tym, że z napięciem obserwowała, jak wyglądają jego interakcje z jej dziećmi, jakby oczekując, że zaraz potraktuje je tak samo, jak traktował ją, kiedy była w ich wieku. Ciężko było jej się wyzbyć odruchów i podejrzliwości w stronę brata, do których przez lata nawykła. Nawet jeśli Anthony przeprosił. Nawet jeśli sama przeprosiła za co głupsze rzeczy, które zrobiła mu złośliwie w odwecie. Zebrała się nawet na to, żeby oddać mu książki, których nie zdołał znaleźć, kiedy schowała je przed nim. Być może było to strasznie późno, jednak stosik książek jednego dnia znalazł się bez słowa na łóżku Anthonyego.
A teraz na domiar złego przyjechali ich rodzice... Przeklinała w duchu, a czym świat stał. Jasne, była wdzięczna, że rodzice zajęli się jej dziećmi trochę dłużej, niż było w planach i miała dzięki temu chwilę, żeby poukładać trochę spraw po pożarze, jednak miała zamiar sama odebrać bliźniaki i uniknąć pojawienia się rodziców w Londynie. Ci jednak uparli się, że odwiozą wnuki do domu i przy okazji w końcu będą mogli spędzić mabon całą rodziną. Jakże cudowna perspektywa, kiedy już dawno porzuciła nadzieję na rodzinny posiłek, rodzice nagle sobie przypomnieli, że ma drugiego brata. Rok temu udało jej się wykręcić z rodzinnego obiadu, jednak tym razem zagoniono ją w kozi róg i najwyraźniej przy okazji rykoszetem oberwało się i Anthonyemu. Chyba oboje cieszyli się w takim samym stopniu na perspektywę spędzania czasu z ich rodzicami.
Nie zostało dużo czasu do kolacji, a ona nie widziała Anthonyego cały dzień, przez co zaczynała się denerwować i postanowiła kolejny raz sprawdzić, czy nie ma go w jego pokoju. Widząc go nagle wychodzącego z ukrytej garderoby, o której nie miała pojęcia, w pierwszym odruchu chciała na niego naskoczyć, że zniknął bez słowa, zostawił ją samą z szarańczą zwaną ich rodzicami i pewnie, że jak zwykle nie zamierzał w ogóle się pojawiać na kolacji. Zamiast tego przymknęła na chwilę oczy, próbując odsunąć od siebie nerwowe zapętlanie się w negatywnym nakręcaniu się, zakładaniu z góry wszelkiego zła ze strony brata i czarnych scenariuszach, słysząc, że w międzyczasie padły z jego strony przeprosiny. — Dobrze, że się znalazłeś. — Powiedziała zamiast oskarżeń, wyważonym tonem, kontrolując się, zamiast rozładować na nim stres, któremu przecież nie był winny. Nie w pełni, bo przecież to nie jego wina, że rodzice grali im na nerwach i wciskali wszystkie guziczki, które sami wcześniej w nich zainstalowali, przez co oboje najchętniej by w ogóle zniknęli z okolicy, w której się jakże szacowni rodzice znajdowali w danej chwili. To, że jemu było łatwiej ukryć się przed jakże czujnymi spojrzeniami rodziców, było naturalne, skoro znajdowali się w jego domu.
— Wszystkiego dopilnował. Dzielnie zniósł też wtrynianie się we wszystko naszej matki. — Potwierdziła, dorzucając mu jeszcze odrobinę informacji. Matka musiała jak zawsze wszystko skontrolować i pomarudzić na pierdoły, zanim z łaską uznała, że może być, chociaż ona sama zrobiłaby to wszystko lepiej. — Tym razem mają co najmniej dwie ofiary, może jakoś to będzie... — Westchnęła, a w jej głosie nie bardzo było słychać, żeby faktycznie wierzyła, że nie będzie jakoś bardzo źle. Wiedziała, że dobiorą się im obojgu do skóry i zamiast miłej kolacji, pewnie oboje skończą z rozstrojem żołądka przez wmuszanie w siebie jedzenia i zmuszanie się do siedzenia cicho, albo do wymyślania wykrętów od tego, co sobie rodzice umyślili, a co nie bardzo będzie im odpowiadać. Bo że rodzice w swojej wymuszonej wizycie mieli jakiś swój większy cel, była całkiem pewna. Nie zadawaliby sobie trudu, by pojawić się w Londynie, nie mając jakichś ukrytych motywów i zaplanowanej w swoich głowach agendy.
— Ja... przez chwilę myślałam, że się nie pojawisz na kolacji. I ciężko byłoby Cię za to winić, kiedy sama również nie mam ochoty się na niej pojawiać. — Skrzywiła się trochę, nienawykła do szczerości i okazywania swojego niezadowolenia z rodziców przed Anthonym. To było nienaturalne. Czuła się, jakby prędzej, czy później miało ją to ugryźć w zadek. Jednak próbowała dalej wyciągać ku bratu gałązkę oliwną w postaci szczerości, bo w aktualnej sytuacji, jedyny pozytyw, jaki widziała, to to, że tym razem nie będzie przy stole całkiem sama z rodzicami, za co była trochę wdzięczna, ale też nie do końca wiedziała, jak to okazać.
A teraz na domiar złego przyjechali ich rodzice... Przeklinała w duchu, a czym świat stał. Jasne, była wdzięczna, że rodzice zajęli się jej dziećmi trochę dłużej, niż było w planach i miała dzięki temu chwilę, żeby poukładać trochę spraw po pożarze, jednak miała zamiar sama odebrać bliźniaki i uniknąć pojawienia się rodziców w Londynie. Ci jednak uparli się, że odwiozą wnuki do domu i przy okazji w końcu będą mogli spędzić mabon całą rodziną. Jakże cudowna perspektywa, kiedy już dawno porzuciła nadzieję na rodzinny posiłek, rodzice nagle sobie przypomnieli, że ma drugiego brata. Rok temu udało jej się wykręcić z rodzinnego obiadu, jednak tym razem zagoniono ją w kozi róg i najwyraźniej przy okazji rykoszetem oberwało się i Anthonyemu. Chyba oboje cieszyli się w takim samym stopniu na perspektywę spędzania czasu z ich rodzicami.
Nie zostało dużo czasu do kolacji, a ona nie widziała Anthonyego cały dzień, przez co zaczynała się denerwować i postanowiła kolejny raz sprawdzić, czy nie ma go w jego pokoju. Widząc go nagle wychodzącego z ukrytej garderoby, o której nie miała pojęcia, w pierwszym odruchu chciała na niego naskoczyć, że zniknął bez słowa, zostawił ją samą z szarańczą zwaną ich rodzicami i pewnie, że jak zwykle nie zamierzał w ogóle się pojawiać na kolacji. Zamiast tego przymknęła na chwilę oczy, próbując odsunąć od siebie nerwowe zapętlanie się w negatywnym nakręcaniu się, zakładaniu z góry wszelkiego zła ze strony brata i czarnych scenariuszach, słysząc, że w międzyczasie padły z jego strony przeprosiny. — Dobrze, że się znalazłeś. — Powiedziała zamiast oskarżeń, wyważonym tonem, kontrolując się, zamiast rozładować na nim stres, któremu przecież nie był winny. Nie w pełni, bo przecież to nie jego wina, że rodzice grali im na nerwach i wciskali wszystkie guziczki, które sami wcześniej w nich zainstalowali, przez co oboje najchętniej by w ogóle zniknęli z okolicy, w której się jakże szacowni rodzice znajdowali w danej chwili. To, że jemu było łatwiej ukryć się przed jakże czujnymi spojrzeniami rodziców, było naturalne, skoro znajdowali się w jego domu.
— Wszystkiego dopilnował. Dzielnie zniósł też wtrynianie się we wszystko naszej matki. — Potwierdziła, dorzucając mu jeszcze odrobinę informacji. Matka musiała jak zawsze wszystko skontrolować i pomarudzić na pierdoły, zanim z łaską uznała, że może być, chociaż ona sama zrobiłaby to wszystko lepiej. — Tym razem mają co najmniej dwie ofiary, może jakoś to będzie... — Westchnęła, a w jej głosie nie bardzo było słychać, żeby faktycznie wierzyła, że nie będzie jakoś bardzo źle. Wiedziała, że dobiorą się im obojgu do skóry i zamiast miłej kolacji, pewnie oboje skończą z rozstrojem żołądka przez wmuszanie w siebie jedzenia i zmuszanie się do siedzenia cicho, albo do wymyślania wykrętów od tego, co sobie rodzice umyślili, a co nie bardzo będzie im odpowiadać. Bo że rodzice w swojej wymuszonej wizycie mieli jakiś swój większy cel, była całkiem pewna. Nie zadawaliby sobie trudu, by pojawić się w Londynie, nie mając jakichś ukrytych motywów i zaplanowanej w swoich głowach agendy.
— Ja... przez chwilę myślałam, że się nie pojawisz na kolacji. I ciężko byłoby Cię za to winić, kiedy sama również nie mam ochoty się na niej pojawiać. — Skrzywiła się trochę, nienawykła do szczerości i okazywania swojego niezadowolenia z rodziców przed Anthonym. To było nienaturalne. Czuła się, jakby prędzej, czy później miało ją to ugryźć w zadek. Jednak próbowała dalej wyciągać ku bratu gałązkę oliwną w postaci szczerości, bo w aktualnej sytuacji, jedyny pozytyw, jaki widziała, to to, że tym razem nie będzie przy stole całkiem sama z rodzicami, za co była trochę wdzięczna, ale też nie do końca wiedziała, jak to okazać.