20.02.2026, 11:47 ✶
- Niestety nie słyszałam - pokręciła głową na znak, że nie kojarzyła jego panny. - Ale w sumie w Little Hangleton mieszka dużo znakomitych rodów a ich posiadłości są naprawdę okazałe. Może wystarczy tylko zmienić budynek? Dorzucić piękny ogródek i będzie zadowolona?
Aranżowane małżeństwa nie były niczym nowym w tym świecie, aczkolwiek Faye ich nie popierała. W jej idealnym świecie wszyscy pobierali się z miłości, a nie przez to, żeby przedłużyć czystość rodu. Albo po pijaku, jak ona sama. Mała hipokrytka.
To, co ją zastanowiło, to ton którym mówił o swojej kobiecie. Zmarszczyła nieco brwi i uważniej przyjrzała się mężczyźnie, kręcąc papierosem w palcach. Zdecydowała się jednak tego nie komentować, bo był przecież nieznajomym, osobą którą poznała przy kieliszku wódki, na dodatek wyglądał tak, jakby zżerał naiwne dziewczęta na śniadanie, więc wolała się nie wychylać - szczególnie, że nie znała relacji tego mężczyzny z jego żoną.
- Mam pozwolenia i tak, czasem przewożę je tutaj - pokiwała głową. W przeciwieństwie do niego, Faye była czysta jak łza. Zero szemranych interesów, nie licząc Maddoxa i kontaktu z nim na Ścieżkach, okazjonalnie. - Współpracuję w tej kwestii z Ministerstwem Magii, więc płacą chujowo, ale nie potrzebuję pieniędzy. Czasem komuś ucieknie zwierzę, a czasem potrzebują ich do badań, żeby poszerzać swoje mądre księgi.
Słowem nie wspomniała o tych zwierzętach, przez które jej partner stracił życie kilka lat temu. Drgnęła jej tylko powieka na to wspomnienie. Skinęła na barmana, by polał jej jeszcze. Już przeszła żałobę, pogodziła się z tą śmiercią. Co nie oznaczało, że nie było jej smutno.
- Hmmm.. To nie jest głupie - inna osoba pewnie zwęszyłaby podstęp, ale nie ona. Potarła policzek otwartą dłonią, widocznie się zastanawiając nad tą propozycją. - Kojarzysz Anthony'ego Shafiqa? Taki wysoki, też pracuje w Ministerstwie, mądrala jakich mało ale dobry człowiek. Z nim mam jechać. Nie wiem, czy tam był, on to organizuje, ale... Może faktycznie to będzie dobry pomysł?
Faye przeczesała kasztanowe włosy palcami. Mówił coś jeszcze o skutkach pożaru, ale jej myśli już krążyły wokół innych tematów.
- W sumie napiszę do niego. Ej, podasz papier? Macie tu sowy? - zapytała barmana, dopalając papierosa. - Pewnie jest bardzo zajęty, ale z reguły odpisywał. Mają teraz syf w Ministerstwie, w sumie nic dziwnego, ale moim zdaniem każda pomoc się przyda.
Aranżowane małżeństwa nie były niczym nowym w tym świecie, aczkolwiek Faye ich nie popierała. W jej idealnym świecie wszyscy pobierali się z miłości, a nie przez to, żeby przedłużyć czystość rodu. Albo po pijaku, jak ona sama. Mała hipokrytka.
To, co ją zastanowiło, to ton którym mówił o swojej kobiecie. Zmarszczyła nieco brwi i uważniej przyjrzała się mężczyźnie, kręcąc papierosem w palcach. Zdecydowała się jednak tego nie komentować, bo był przecież nieznajomym, osobą którą poznała przy kieliszku wódki, na dodatek wyglądał tak, jakby zżerał naiwne dziewczęta na śniadanie, więc wolała się nie wychylać - szczególnie, że nie znała relacji tego mężczyzny z jego żoną.
- Mam pozwolenia i tak, czasem przewożę je tutaj - pokiwała głową. W przeciwieństwie do niego, Faye była czysta jak łza. Zero szemranych interesów, nie licząc Maddoxa i kontaktu z nim na Ścieżkach, okazjonalnie. - Współpracuję w tej kwestii z Ministerstwem Magii, więc płacą chujowo, ale nie potrzebuję pieniędzy. Czasem komuś ucieknie zwierzę, a czasem potrzebują ich do badań, żeby poszerzać swoje mądre księgi.
Słowem nie wspomniała o tych zwierzętach, przez które jej partner stracił życie kilka lat temu. Drgnęła jej tylko powieka na to wspomnienie. Skinęła na barmana, by polał jej jeszcze. Już przeszła żałobę, pogodziła się z tą śmiercią. Co nie oznaczało, że nie było jej smutno.
- Hmmm.. To nie jest głupie - inna osoba pewnie zwęszyłaby podstęp, ale nie ona. Potarła policzek otwartą dłonią, widocznie się zastanawiając nad tą propozycją. - Kojarzysz Anthony'ego Shafiqa? Taki wysoki, też pracuje w Ministerstwie, mądrala jakich mało ale dobry człowiek. Z nim mam jechać. Nie wiem, czy tam był, on to organizuje, ale... Może faktycznie to będzie dobry pomysł?
Faye przeczesała kasztanowe włosy palcami. Mówił coś jeszcze o skutkach pożaru, ale jej myśli już krążyły wokół innych tematów.
- W sumie napiszę do niego. Ej, podasz papier? Macie tu sowy? - zapytała barmana, dopalając papierosa. - Pewnie jest bardzo zajęty, ale z reguły odpisywał. Mają teraz syf w Ministerstwie, w sumie nic dziwnego, ale moim zdaniem każda pomoc się przyda.