Pewnie by się nawet ucieszył, gdyby sobie uświadomił, że nawet nie zauważyła tego jego potknięcia, przez oczy zbyt wymęczone gryzącym, intensywnym dymem który co i rusz zaścielał ulice. Pewnie, bo myślami przeskoczył już gdzieś dalej, przełykając pośpiesznie uczucie porażki i rozglądając się dookoła w poszukiwaniu rzeczonego szaleńca, który podniósł na Jackie rękę. Nie było go. Uciekł, pobiegł między płonące budynki, albo schował się w dymie. To niestety nie miało już większego znaczenia, bo nawet jeśli Atreusa ciągnęło go do wymierzenia szybkiej sprawiedliwości, musiał sobie poustawiać nieco priorytety.
Po pierwsze, Jacqueline.
Ona i jej krwawiąca twarz, która wymagała wyciągnięcia chusteczki i przetarcia czerwonych kropli cieknących po skórze. Nie raz i nie dwa sam dostał w nos i czasem nawet mu się to podobało, ale kiedy chodziło o kogoś innego, kogoś bliższego i z rodziny, to czuł jak bezradność i złość skrobały gdzieś nieprzyjemnie pod skórą.
- Mojego wzrostu, donośny głos, ciemne włosy... - powtórzył cicho. Co prawda co drugie słowo, ale wcale nie znaczyło to, ze tylko tyle z tego co powiedziała wyciągnął. O nie nie, zapamiętał cały rysopis z niezwykłą wręcz łatwością, bo jakby nią patrzeć to nie pierwszy raz ktoś wciskał mu do głowy wygląd podejrzanego.
- Kurwa mać, oczywiście - westchnął, słysząc jej dalsze słowa. - Takich pojebów jest teraz na ulicach pełno. Niektórzy wbili sobie do głów, że to wina czystokrwistych rodzin, to co się teraz dzieje. Mnie samego jakiś wariat próbował znokautować jak tylko wysłali nas z Ministerstwa i trafiłem na ulicę. A przecież wystarczy para oczu żeby się zorientować, że nasze domy też płoną - zacisnął usta w wąską linię, rozglądając się szybko dookoła, jakby obawiając się że kolejny wariat wyskoczy na nich z jakąś prywatną wojną. - Może lepiej, ze skończyło się tylko na nosie, bo kto wie co jeszcze byłby taki oszołom w stanie zrobić, gdyby dać mu odrobinę więcej czasu...