20.02.2026, 22:54 ✶
– Naszą miłość do wody – powtórzył za nią spokojnie – jak ładnie ujęte. – Spostrzeżenie zapisał w pamięci, dokładnie tam, gdzie notował jej wypowiedzi wszelakie, co w nim rozbudziły jakąś emocję. Lubił się temu poddawać. Wtedy wiersze pisane późną porą przy szklance whiskey nabierały rozmachu tak wielkiego jego uśmiech, kiedy chęć nie była zwykłą chęcią, lecz poprzedzało ją bardzo. Nie potrafił poradzić nic na to, że Victoria zawsze będzie w jakimś sensie panią jego serca. Nie w tym, w którym sobie tego nie życzył, ale... No właśnie – nie było żadnego ale, a jednak istniało. I jak człowiek miał być w tym świecie szczerym?
– Zawsze mogły zeżreć jakiegoś Śmierciożercę – rzucił, ruszając korytarzem prowadzącym do salonu. I tak, Victoria żartowała, ale Flint najwyraźniej mówił to szczerze, bo po chwili wzruszył ramionami, spoglądając na nią nieswojo, jakby doszukiwał się znaków, czy nie powiedział czegoś nie tak. – Ja im nie kazałem stracić rozumu.
Wspomnienie egzorcyzmu, po którym musiał uciekać zażenowany było w nim tak żywe, jakby to zdarzyło się wczoraj, ale na szczęście posiadał w sobie tyle charyzmy, żeby nie dać tego po sobie poznać.
– Zawsze mogły zeżreć jakiegoś Śmierciożercę – rzucił, ruszając korytarzem prowadzącym do salonu. I tak, Victoria żartowała, ale Flint najwyraźniej mówił to szczerze, bo po chwili wzruszył ramionami, spoglądając na nią nieswojo, jakby doszukiwał się znaków, czy nie powiedział czegoś nie tak. – Ja im nie kazałem stracić rozumu.
Wspomnienie egzorcyzmu, po którym musiał uciekać zażenowany było w nim tak żywe, jakby to zdarzyło się wczoraj, ale na szczęście posiadał w sobie tyle charyzmy, żeby nie dać tego po sobie poznać.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr