20.02.2026, 23:02 ✶
Obserwowanie twarzy madame Turpin sprawiało, że człowiek w sumie sam nie wiedział, czego powinien się po niej spodziewać. Wyglądała na poruszoną jego słowami. Pytanie tylko, czy monolog wzmógł jej irytację, bo teraz nawet kościół zwrócił się przeciwko niej, czy wręcz przeciwnie: ostrzeżenie co do jej najbliższej przyszłości sprawiło, że nieco otrzeźwiała. Macmillan mimowolnie wstrzymał oddech, w pierwszej chwili spodziewając się, że kobieta zdecyduje się w jakiś sposób go zaatakować; że zacznie przelatywać przez niego pod najróżniejszymi kątami, atakując jego ciało podmuchami przeszywającego chłodu. Tymczasem...
Jego słowa zadziałały. Zmarszczył czoło, pochylając głowę w kierunku ducha; z trudem powstrzymał się przed prośbą o powtórzenie tych słów. Nawet zerknął pytająco na Longbottom i jej znajomych z pracy, jakby szukał u niej potwierdzenia, że też to usłyszeli. Czasem zapominał, jak wielki posłuch potrafił mieć wśród ludzi. Nigdy nie pchał się przed szereg w działaniach kowenowych i nie zależało mu zbytnio na pięciu się ku przykładowo, pozycji arcykapłana. Dopiero wydarzenia ostatnich miesięcy przekonały go do tego, że jednak lepiej byłoby zaangażować się w działania kowenu nieco bardziej. Chociażby po to, aby wiedzieć, co się dzieje w siedzibie głównej niż tylko opierać się na plotkach z drugiej ręki.
— Miewam swoje chwile. Od czasu do czasu. — Wzruszył sztywno ramionami, czerwieniąc się nieco na pochwałę ze strony Brenny. — Oczywiście, nie masz się czym martwić - obstawą BUMu za szybko nie wzgardzę. Jesteście bardzo przydatni podczas interwencji egzorcystycznych, nawet jeśli wasza obecność wprowadza pewny element... niespodzianki... do mojej pracy.
Mógł być nastawiony dziś nieco bardziej troskliwie do brygadzistki, ale przecież nie będzie jej okłamywał. Doskonale wiedziała, że między innymi ona i Patrick byli odpowiedzialni za jego podniesione ciśnienie w ciągu ostatnich tygodni. I ten trzeci, Bulstrode, który asystował przy odesłaniu duchów z drugiej kryształowej czaszki do Limbo.
— Jasne. — Skinął od razu głową. — W takim razie przyjdę jutro trochę wcześniej do biura, żeby można było to popchnąć dalej w jakimś akceptowalnym terminie — obiecał, ponownie poprawiając pasek torby. — Kto wie, może w tym miesiącu nawet wyrobię parę nadgodzin.
Uśmiechnął się krzywo. Po tym, jak poszedł na układ z nowym arcykapłanem, spędzał w Ministerstwie Magii mniej czasu, jednak wyglądało na to, że po Spalonej Nocy będzie potrzebny zarówno w departamencie, jak i siedzibie kowenu. Turpin zapewne nie będzie jedyna, pomyślał trzeźwo. Z czasem na ulicach Londynu mogą pojawić się inne duchy, które do tej pory chowały się po kątach. Nie wspominając już o tym, jak przebiegnie nadchodzące Samhain. Sebastian przełknął głośno ślinę, starając się jak najszybciej odsunąć od siebie tę myśl.
Pod kamienicą został aż do samego końca procesu zabezpieczenia śladów, chociażby ze względu na to, aby upewnić się, że podejście ducha zmarłej kobiety nagle nie zmieni się na gorsze po kilku minutach. Sebastian opuścił miejsce zdarzenia, kiedy ekipa Brygady Uderzeniowej była gotowa zabrać się z powrotem do Ministerstwa Magii.
Jego słowa zadziałały. Zmarszczył czoło, pochylając głowę w kierunku ducha; z trudem powstrzymał się przed prośbą o powtórzenie tych słów. Nawet zerknął pytająco na Longbottom i jej znajomych z pracy, jakby szukał u niej potwierdzenia, że też to usłyszeli. Czasem zapominał, jak wielki posłuch potrafił mieć wśród ludzi. Nigdy nie pchał się przed szereg w działaniach kowenowych i nie zależało mu zbytnio na pięciu się ku przykładowo, pozycji arcykapłana. Dopiero wydarzenia ostatnich miesięcy przekonały go do tego, że jednak lepiej byłoby zaangażować się w działania kowenu nieco bardziej. Chociażby po to, aby wiedzieć, co się dzieje w siedzibie głównej niż tylko opierać się na plotkach z drugiej ręki.
— Miewam swoje chwile. Od czasu do czasu. — Wzruszył sztywno ramionami, czerwieniąc się nieco na pochwałę ze strony Brenny. — Oczywiście, nie masz się czym martwić - obstawą BUMu za szybko nie wzgardzę. Jesteście bardzo przydatni podczas interwencji egzorcystycznych, nawet jeśli wasza obecność wprowadza pewny element... niespodzianki... do mojej pracy.
Mógł być nastawiony dziś nieco bardziej troskliwie do brygadzistki, ale przecież nie będzie jej okłamywał. Doskonale wiedziała, że między innymi ona i Patrick byli odpowiedzialni za jego podniesione ciśnienie w ciągu ostatnich tygodni. I ten trzeci, Bulstrode, który asystował przy odesłaniu duchów z drugiej kryształowej czaszki do Limbo.
— Jasne. — Skinął od razu głową. — W takim razie przyjdę jutro trochę wcześniej do biura, żeby można było to popchnąć dalej w jakimś akceptowalnym terminie — obiecał, ponownie poprawiając pasek torby. — Kto wie, może w tym miesiącu nawet wyrobię parę nadgodzin.
Uśmiechnął się krzywo. Po tym, jak poszedł na układ z nowym arcykapłanem, spędzał w Ministerstwie Magii mniej czasu, jednak wyglądało na to, że po Spalonej Nocy będzie potrzebny zarówno w departamencie, jak i siedzibie kowenu. Turpin zapewne nie będzie jedyna, pomyślał trzeźwo. Z czasem na ulicach Londynu mogą pojawić się inne duchy, które do tej pory chowały się po kątach. Nie wspominając już o tym, jak przebiegnie nadchodzące Samhain. Sebastian przełknął głośno ślinę, starając się jak najszybciej odsunąć od siebie tę myśl.
Pod kamienicą został aż do samego końca procesu zabezpieczenia śladów, chociażby ze względu na to, aby upewnić się, że podejście ducha zmarłej kobiety nagle nie zmieni się na gorsze po kilku minutach. Sebastian opuścił miejsce zdarzenia, kiedy ekipa Brygady Uderzeniowej była gotowa zabrać się z powrotem do Ministerstwa Magii.
Koniec sesji