Nokturn był… był. Może i rzeczywiście najpierw się go czuło, a dopiero później widziało, ale widok, gdy już się tam znalazło, był mocno odbiegający od tego, do czego przyzwyczajone były oczy najpierw na Pokątnej, a później na Horyzontalnej – czyste, jasne, zadbane budynki, wymuskane szyldy, o które właściciele dbali, naprawiając wszelkie ubytki w farbie, takoż samo z drzwiami, witrynami sklepowymi… kamienice, które tam stały również były zaopiekowane. A później wchodziło się na smutny, szary Nokturn, którego atmosfera była ciężka, tak, że mając nóż, pewnie można by ją pokroić. Lestrange nie przepadała za wchodzeniem tam, ale czasami nie było sił i musieli – bo praca tego wymagała.
Nie lubiła tego przyznawać, ale niektóre „wynalazki” zaczerpnięte od mugoli były całkiem… zmyślne. Na przykład pociągi. Gdyby nie Hogwart Express to mnóstwo dzieciaków musałoby być teleportowanych z rodzicami do Hogsmeade i to na kilka skoków, albo musieliby używać świstoklików, a jedno i drugie było… cóż. Bardziej niż nieprzyjemne i mogło od młodego wieku powodować mnóstwo niepożądanych dolegliwości. Z kolei sieć fiuu była o tyle wątpliwa, że wystarczyłoby, że dziecko się przejęzyczy i wyląduje nie tam, gdzie powinno. Pociąg był pod tym względem solidniejszy. Albo aparaty fotograficzne – niezwykle przydatny wynalazek. No i kawa na wynos… podczas patrolu w chłodzie, taka ciepła kawa na wynos była zbawieniem. Nie dość, że grzała w dłonie i w ogóle rozgrzewała, to jeszcze ładnie pachniała.
Odruchowo obróciła głowę w kierunku zamieszania i uniosła wyżej brwi. Coś o tym, że nie pamięta jak wygląda, coś o szatynie. Jakoś nie pomyślała o wampirach – może dlatego, że z takim jednym miała do czynienia ledwo od jakiegoś czasu i dowiedziała się o jego przypadłości jeszcze później, i choć przekopała księgi w poszukiwaniu informacji (a jakże), to te sobie przeczyły. Pomyślała więc sobie, że albo ktoś za dużo wypił alkoholu, albo może chodzi o jakiś magiczny psikus.
I już miała wzruszyć ramionami, pewna, że idą dalej, kiedy Bulstrode (no oczywiście) stwierdził, że jednak chce zobaczyć o co ten cały ambaras – bo ledwie zadał pytanie, a już skręcił i szedł w stronę – nie, nie światła – hałasu.
Westchnęła więc tylko i co miała zrobić… No poszła za nim i gdy się zatrzymali, tylko się gapiła, unosząc swój kubeczek z kawą do ust. Nie była przesadnie zainteresowana, ale cierpliwie czekała na Atreusa, aż ten zaspokoi ciekawość.
– Luudzie, no luuudzie! – zawołał głos, łapiąc jedną z osób, która ewidentnie próbowała się stąd jak najszybciej ulotnić. – Czy o tak dużo proszę? Jeden rysunek, tylko jeden! – mężczyzna, którego złapał zdążył się wyrwać i szybko czmychnął, robiąc prześwit w tłumiku, by mogli zauważyć, że trzech dziwnych typów zaczepia ludzi.