21.02.2026, 09:52 ✶
Razem z kawą Lazarusa pojawiła się zamówiona przez nią herbata. Podziękowała obsłudze lekkim, uprzejmym uśmiechem, łapiąc wzrok kelnerki w swoje źrenice podczas skinięcia głową. Trąciła palcem uszko porcelanowej filiżanki, imbryczek uniósł się posłusznie i precyzyjnym łukiem nalał porcję ciemnobrązowego naparu. Ceolsige tylko przelotnie obejżała saniec przedmiotów ponownie skupiając uwagę na swoim rozmówcy.
Lazarusa „płacą mi za to”, wywołało niewielkie prychnięcie rozbawienia pod nosem, który przerodziło się krótki chichot, po tym jak schowała usta za krawędziom filiżanki. Było coś rozbrajająco uczciwego w jego cynizmie tego stwierdzenia. Ministerialna pensja na usługach kaprysu. Był to tylko fragment obrazu, ale dobrze współgrał z komiczną nutą tej sytuacji.
Kiedy Lazarus zaczął z pewnym wahaniem mówić o swojej stabilności, Ceolsige wypuściła jeszcze jedno, niemal idealnie okrągłe kółeczko tytoniowego dymu. Przyglądała mu się z wyrazem uprzejmego zainteresowania. Nie znała się na meandrach psychoterapii i nie zamierzała udawać, że jest inaczej. W jej świecie jednak walka – niezależnie od tego, jak trudna i niepewna – zawsze niosła w sobie wartość. Może trochę sentymentalną i naiwną, ale budzącą jej sympatię. Widząc jego szczerość, uśmiechnęła się nieco szerzej, doceniając jego otwartość, ale nie naciskała. Z szacunku dla prywatności swojego rozmówcy, ale również ze świadomości własnej niewiedzy. Pomijając nawet to, niepewność w pozie, słowach i głosie nadała tej wypowiedzi bardzo poważny ton. Nie chciała dodatkowo obarczać swojego doradcy na tej wyprawie, która wydawała się jej wystarczającym wyrwaniem go ze strefy komfortu.
Gdy Lazarus ostatecznie uciekł w kategoryczne „W porządku” i skupił się na croissancie, Ceolsige jedynie powtórzyła te słowa z wyraźną, choć ciepłą przekorą.
– W porządku – zawtórowała mu, nieco rozbawionym głosem. Pozwoliła, by temat terapii opadł niczym dym wokół nich, i płynnie przeszła do terytorium, które wydawało się swobodniejsze dla obojga.
– Zacieki... – niemal teatralnie zgrzytnęła złowieszczo zębami. Niczym jak okrutna królowa lodu złorzecząca na promienie wiosennego słońca. Odstawiła filiżankę na spodeczek. – Natura tych zjawisk wydaje się podobnie zagmatwana jak wydarzenia, w którym wzięły swój początek. Jak tylko będę miał coś stabilnego w ofercie to zaproponuje Ci rabat. - Mrugnęła do niego żartobliwie okiem. Nie chciała rozwodzić się na ten temat w ogólnodostępnej kawiarni. Koniec końców dobrze pilnować potencjalnego monopolu, nawet jeżeli szanse nań są niewielkie.
Oparła łokieć o blat i spojrzała na niego znad fajki, przypominając sobie ich wcześniejszą rozmowę.
– Pamiętam też, że wspominałeś ostatnio o potrzebie zdobycia konkretnych świec rytualnych. Jeśli twoje zapotrzebowanie jest wciąż aktualne, mam kilka sztuk w swoich zapasach. Mogę je dostarczyć przy najbliższej okazji – zawiesiła głos na sekundę, a jej oczy rozbłysły żartobliwym blaskiem. – Oczywiście pod warunkiem, że inne, pilne zadania z zakresu... „wysokiego krawiectwa” nie będą akuratnie wymagały twojego pełnego ministerialnego zaangażowania. Skoro i tak ci za to płacą, muszę dbać, byś nie marnował talentu na tak przyziemne sprawy jak rytuały, gdy w grę wchodzi dobór odpowiedniej stylizacji.
Sięgnęła nieśpiesznie po croissanta badając fakturę palcami. Podniosła go do ust. Odruchowo, niezauważalnie musnęła koniuszkiem języka chropowatą skórkę, zanim wzięła pierwszy kęs. Z zaczepnym wyrazem twarzy spojrzała badawczo na Lazarusa. Nie chciała go wciągać w poważne tematy, jeżeli nie miał na to ochoty. Spodziewała się, że i tak po tej wyprawie będzie celem badawczych pytań swojego przełożonego.
Lazarusa „płacą mi za to”, wywołało niewielkie prychnięcie rozbawienia pod nosem, który przerodziło się krótki chichot, po tym jak schowała usta za krawędziom filiżanki. Było coś rozbrajająco uczciwego w jego cynizmie tego stwierdzenia. Ministerialna pensja na usługach kaprysu. Był to tylko fragment obrazu, ale dobrze współgrał z komiczną nutą tej sytuacji.
Kiedy Lazarus zaczął z pewnym wahaniem mówić o swojej stabilności, Ceolsige wypuściła jeszcze jedno, niemal idealnie okrągłe kółeczko tytoniowego dymu. Przyglądała mu się z wyrazem uprzejmego zainteresowania. Nie znała się na meandrach psychoterapii i nie zamierzała udawać, że jest inaczej. W jej świecie jednak walka – niezależnie od tego, jak trudna i niepewna – zawsze niosła w sobie wartość. Może trochę sentymentalną i naiwną, ale budzącą jej sympatię. Widząc jego szczerość, uśmiechnęła się nieco szerzej, doceniając jego otwartość, ale nie naciskała. Z szacunku dla prywatności swojego rozmówcy, ale również ze świadomości własnej niewiedzy. Pomijając nawet to, niepewność w pozie, słowach i głosie nadała tej wypowiedzi bardzo poważny ton. Nie chciała dodatkowo obarczać swojego doradcy na tej wyprawie, która wydawała się jej wystarczającym wyrwaniem go ze strefy komfortu.
Gdy Lazarus ostatecznie uciekł w kategoryczne „W porządku” i skupił się na croissancie, Ceolsige jedynie powtórzyła te słowa z wyraźną, choć ciepłą przekorą.
– W porządku – zawtórowała mu, nieco rozbawionym głosem. Pozwoliła, by temat terapii opadł niczym dym wokół nich, i płynnie przeszła do terytorium, które wydawało się swobodniejsze dla obojga.
– Zacieki... – niemal teatralnie zgrzytnęła złowieszczo zębami. Niczym jak okrutna królowa lodu złorzecząca na promienie wiosennego słońca. Odstawiła filiżankę na spodeczek. – Natura tych zjawisk wydaje się podobnie zagmatwana jak wydarzenia, w którym wzięły swój początek. Jak tylko będę miał coś stabilnego w ofercie to zaproponuje Ci rabat. - Mrugnęła do niego żartobliwie okiem. Nie chciała rozwodzić się na ten temat w ogólnodostępnej kawiarni. Koniec końców dobrze pilnować potencjalnego monopolu, nawet jeżeli szanse nań są niewielkie.
Oparła łokieć o blat i spojrzała na niego znad fajki, przypominając sobie ich wcześniejszą rozmowę.
– Pamiętam też, że wspominałeś ostatnio o potrzebie zdobycia konkretnych świec rytualnych. Jeśli twoje zapotrzebowanie jest wciąż aktualne, mam kilka sztuk w swoich zapasach. Mogę je dostarczyć przy najbliższej okazji – zawiesiła głos na sekundę, a jej oczy rozbłysły żartobliwym blaskiem. – Oczywiście pod warunkiem, że inne, pilne zadania z zakresu... „wysokiego krawiectwa” nie będą akuratnie wymagały twojego pełnego ministerialnego zaangażowania. Skoro i tak ci za to płacą, muszę dbać, byś nie marnował talentu na tak przyziemne sprawy jak rytuały, gdy w grę wchodzi dobór odpowiedniej stylizacji.
Sięgnęła nieśpiesznie po croissanta badając fakturę palcami. Podniosła go do ust. Odruchowo, niezauważalnie musnęła koniuszkiem języka chropowatą skórkę, zanim wzięła pierwszy kęs. Z zaczepnym wyrazem twarzy spojrzała badawczo na Lazarusa. Nie chciała go wciągać w poważne tematy, jeżeli nie miał na to ochoty. Spodziewała się, że i tak po tej wyprawie będzie celem badawczych pytań swojego przełożonego.