21.02.2026, 16:03 ✶
Nie spodziewał się, że jedna kwintopeda może stanowić aż tak poważny problem. Nic dziwnego, że zamek był w takim, a nie innym stanie, po tym, jak przez tyle lat musiał znosić obecność tych stworzeń w okolicy. Stworzenie wyróżniało się nie tylko wyjątkowo parszywym wyglądem, ale też nadzwyczajną wytrzymałością i zaciekłością w walce. Erik wprawdzie nie miał zbyt dużego doświadczenia w walce z tego typu przeklętymi stworzeniami, jednak wiedział sporo o pojedynkach czarodziejów.
W większości przypadków dwa lub trzy zaklęcia wystarczyły, aby zdecydować o tym, kto zostanie przegranym a kto wygranym. Między innymi dlatego pojedynki towarzyskie nigdy nie ciągnęły przez bardzo długi czas. Ludzie byli spragnieni emocji i szybkiej rozrywki, a walka między dwoma czarodziejami nie przypominała w niczym parogodzinnej partii szachów. Na szczęście dla nich, kwintopeda nie utrzymała się na nogach aż tak długo; spętana już przez silne pnącza dość szybko oberwała piorunem wyczarowanym przez Longbottoma, a chwilę później została zepchnięta w mroczne czeluści studni ciągnącej się pod powierzchnią zamku.
— Szybko... Trzeba to... Zamknąć! — wyrzucił z siebie, rzucając się w stronę otworu w ziemi.
Uniósł różdżkę. Nie było czasu na szukanie drzwi czy głazu, którym można by było zablokować przejście. Musiał coś wyczarować. Jednym, precyzyjnym ruchem wyczarował masywną deskę, przypominającą raczej sporych rozmiarów blat, a kolejnymi zaklęciami nadał jej formę solidnej klapy. Drewno pociemniało, a na jego powierzchni pojawiły się metalowe okucia, które oplotły konstrukcję niczym stalowe żebra. Od spodu wyrósł rząd długich, ostrych kolców. Miały pełnić funkcję odstraszającą i w razie czego utrudnić kwintopedzie jakiekolwiek próby przebicia się na powierzchnię.
Gdy klapa opadła na otwór, Erik przycisnął ją do ziemi zaklęciem kotwiczącym, które sprawiło, że blokada wgryzła się w grunt, łącząc drewno z podłożem w jednolitą barierę. Na tym jednak nie zamierzał poprzestać i spojrzał na Heather:
— Myślę, że... Że potrzebujemy czegoś ciężkiego. Na wszelki wypadek — rzucił do niej.
Z magią kształtowania radziła sobie równie dobrze co i on, więc wierzył, że zdoła zmaterializować tutaj coś, co na dobre osłoni przejście przed resztą świata. Przezorny zawsze ubezpieczony, czyż nie?
W większości przypadków dwa lub trzy zaklęcia wystarczyły, aby zdecydować o tym, kto zostanie przegranym a kto wygranym. Między innymi dlatego pojedynki towarzyskie nigdy nie ciągnęły przez bardzo długi czas. Ludzie byli spragnieni emocji i szybkiej rozrywki, a walka między dwoma czarodziejami nie przypominała w niczym parogodzinnej partii szachów. Na szczęście dla nich, kwintopeda nie utrzymała się na nogach aż tak długo; spętana już przez silne pnącza dość szybko oberwała piorunem wyczarowanym przez Longbottoma, a chwilę później została zepchnięta w mroczne czeluści studni ciągnącej się pod powierzchnią zamku.
— Szybko... Trzeba to... Zamknąć! — wyrzucił z siebie, rzucając się w stronę otworu w ziemi.
Uniósł różdżkę. Nie było czasu na szukanie drzwi czy głazu, którym można by było zablokować przejście. Musiał coś wyczarować. Jednym, precyzyjnym ruchem wyczarował masywną deskę, przypominającą raczej sporych rozmiarów blat, a kolejnymi zaklęciami nadał jej formę solidnej klapy. Drewno pociemniało, a na jego powierzchni pojawiły się metalowe okucia, które oplotły konstrukcję niczym stalowe żebra. Od spodu wyrósł rząd długich, ostrych kolców. Miały pełnić funkcję odstraszającą i w razie czego utrudnić kwintopedzie jakiekolwiek próby przebicia się na powierzchnię.
Gdy klapa opadła na otwór, Erik przycisnął ją do ziemi zaklęciem kotwiczącym, które sprawiło, że blokada wgryzła się w grunt, łącząc drewno z podłożem w jednolitą barierę. Na tym jednak nie zamierzał poprzestać i spojrzał na Heather:
— Myślę, że... Że potrzebujemy czegoś ciężkiego. Na wszelki wypadek — rzucił do niej.
Z magią kształtowania radziła sobie równie dobrze co i on, więc wierzył, że zdoła zmaterializować tutaj coś, co na dobre osłoni przejście przed resztą świata. Przezorny zawsze ubezpieczony, czyż nie?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞