Rozliczono - Stella Avery - osiągnięcie Piszę, więc jestem
- 3 sierpnia 1969 -
Mieszkanie Anne Borgin (i jej syna, który nie może się od roku wyprowadzić)
Odkąd przyszłaś do mnie tamtego dnia rano, nie mam życia w domu. Matka uparła się abym Cię zaprosił do nas na obiad. Starałem się ją zbywać tak długo jak tylko mogłem, jednak bezskutecznie. Zagroziła mi eksmisją z domu. Błagam. Pomóż.
Jeżeli się zgodzisz to przyjdź do nas w tę niedzielę (3 sierpnia) około godziny 12.
Życie Stanleya, odkąd bez zapowiedzi odwiedziła ich Stella, nie należało do najprostszych. Anne nie dawała za wygraną i wręcz maltretowała syna o to, aby zaprosił tę dziewczynę do nich na obiad. Dlaczego jego rodzicielka chciałaby aby panna Avery zjadła z nimi obiad? Czy miało to związek z tym jak tamtego dnia zachowywała się w stosunku do Stanleya? Może chciała się czegoś dowiedzieć? A może po prostu fakt, że po raz pierwszy jak sięga pamięcią w drzwiach do ich domu stanęła kobieta, a nie Samuel, który odprowadzał pijanego Borgina. Prawda była taka, że nic ich nie łączyło, bo jak to sama określiła są tylko znajomymi.
Borgin próbował za wszelką cenę zbyć matkę z tego pomysłu. Próbował jej wytłumaczyć, że to nie ma żadnego sensu. Że Stella jest zajęta i zapracowana. I że w ogóle nie ma czasu, bo terminarz zajęty ma do końca roku. Jednak to wszystko na nic. Anne pozostała nieugięta do momentu kiedy zagroziła Stanleyowi ekmisją z domu jeżeli nie spełni jej prośby.
Tego było już za wiele i co gorsza nie mógł sobie pozwolić na przymusową przeprowadzkę. Został przyparty do ściany. A co gorsza nie było innej możliwości jak zaproszenie Avery na tej przeklęty obiad. Że też matka musiała być wtedy w domu pomyślał.
Anne nie zdawała sobie chyba sprawy z tego, że Stanley musiał stanąć niemal na głowie, aby ratować tę znajomość, a ona teraz za wszelką cenę starała się ją zniszczyć. Przecież to będzie całkowita kompromitacja jego osoby jeżeli do tego spotkania dojdzie. Wszystkie najgorsze rzeczy o nim ujrzą światło dzienne. Jak on później będzie mógł spojrzeć Stelli w oczy?
Od momentu w którym matka zagroziła mu wyprowadzką, starał się chodzić po domu jak duch, aby nie zwracać na siebie uwagi. Liczył, że może Anne zapomni o jego istnieniu, a on tym samym nie będzie musiał pisać tego listu. Nic bardziej mylnego. Jego rodzicielka nie miała zamiaru zapominać o swoim własnym dziecku i codziennie mu przypominała o tym, aż do pewnego feralnego wtorku w którym nie miał już wyjścia.
- Stanley widziałam cię - powiedziała Anne, przygotowując składniki do uwarzenia kolejnego remedium - Zaprosiłeś Stelle na obiad, tak jak ci o tym mówiłam? - spojrzała na niego z nożem w ręku.
- Nie. Nie miałem czasu. Zresztą ona też nie ma. Zapracowana jest - odparł jej, przybierając swoją taktykę obronną.
- Ostrzegałam cię tyle razy Stanley - pogroziła synowi nożem - Jeżeli dzisiaj tego nie zrobisz. To jutro możesz do domu nie wracać - ostrzegła - Mówię całkowicie poważnie.
Żarty się skończyły. Anne miała dość zbywających zagrywek swojego dziecka. Borgin wiedział, że teraz znalazł się w całkowitej sytuacji bez wyjścia. Albo grozi mu eksmisja z domu albo upokorzenie przed Stellą. Musiał się zdecydować na jedną z tych dwóch opcji. Ta pierwsza, pozbawiała go dachu nad głową. Może i było go stać na mieszkanie czy inny jakiś inny pokój. Ale nie posiadał wystarczająco dużo czasu, aby się tym domem pojedynczo opiekować. Z drugiej strony była opcja całkowitego zniszczenia reputacji przed panną Avery. Te wszystkie tygodnie starań miały właśnie zostać utracone.
Oby mi tylko wybaczyła błagam w myślach, pisząc do niej list. Niestety opcja numer dwa wygrała. Nie mógł sobie pozwolić, aby wylecieć z domu. Liczył, że Stella będzie wystarczająco wyrozumiała dla niego w zaistniałej sytuacji.
Napisał list i wysłał go jeszcze tego samego dnia. Opisał w nim pokrótce jak wygląda sytuacja. Najgorsze w tym wszystkim było to, że wychodził na nim bardzo źle. Niestety nie miał innej opcji.
Niedziela przyszła bardzo szybko. Szybciej niż mógłby się spodziewać. Tak jak przy ich ostatnim spotkaniu w tym mieszkaniu na strychu, nie było mu dane pospać. Od samego rana czekały na niego same bojowe zadania. Tych zadań była masa, bo przecież przychodzi gość - znajoma Stanleya. Wielkie rzeczy. Ciekawe czemu nigdy nie robiła takich porządków i uczty jak Samuel miał przyjść na kilka piwek?
- Obrus świeży położyłeś? - zapytała syna krzątając się po kuchni.
- Położyłem. Sztućce też już rozłożyłem. Wszystko jest w pełni gotowe - odparł.
- A koszulę sobie wyprasow… - zadała pytanie, jednak przestała mówić kiedy usłyszała dzwonek do drzwi - No idź już. Otwórz drzwi. To na pewno ona - wyszła z kuchni wręczając Stanleyowi jeszcze bukiet z kwiatów.
Borgin wziął te kwiaty od niej i pokręcił głową z niedowierzaniem. Po co ta cała szopka? Przecież Avery znała go z jego najgorszej strony jaką tylko posiadał. Przyszedł do niej pod dom robić chryję, aby go tylko wpuściła i mu wybaczyła, a teraz miał paradować z jakimiś kwiatkami dla niej?
Zatrzymał się na sekundę przed lustrem, aby poprawić po raz ostatni fryzurę. Musiała być nieskazitelna i ruszył w kierunku drzwi. Wyglądał jak standardowa wersja siebie. Buty galowe, spodnie garniturowe i nieskazitelnie biała koszula z krawatem. Tym razem jednak zamiast płaszcza, miał na sobie założoną czarną marynarkę.
- Cześć - rzucił szybko do dziewczyny, a potem rozejrzał się czy gdzieś niedaleko nie podsłuchuje Anne - Jak chcesz to jeszcze możesz pójść. Ja to jakoś odkręce. Naprawdę. Jeszcze nie jest za późno - pokiwał głową do niej. Spróbował swoich sił aby przekonać Stellę do tego, aby jednak zawróciła na pięcie i wróciła do siebie.
Usłyszał kroki z kuchni, które mogły świadczyć tylko o jednym - Anne nadciąga. Wiedział, że jego próba właśnie spełzła na niczym. Stanley musiał się ratować.
- Proszę to dla ciebie - powiedział wręczając kwiaty pannie Avery.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972