11.03.2023, 22:38 ✶
Lovegood nie wychwycił, że Erik mówił ironicznie o śnie chłopaka. Uśmiechnął się szeroko do brygadzisty, wyraźnie szczęśliwy, że ktoś uznał utratę snu za na tyle cenną, że aż zanotował jego treść. Bolało go to, że w wyniku zamieszania utracił szczęśliwe momenty we śnie i Longbottom po tym, z jakim zrozumieniem podszedł do tematu, wydał się Theodorowi nie tylko bardziej ludzki, ale również bardziej kompetentny.
- Proszę dopisać, że miałem wokół siebie marynarzy, którzy patrzyli na mnie jak na obrazek i czekali na moje rozkazy – zaznaczył z nieprzejednaną pewnością w głosie. Skoro już tyle zapisał, to dobrze byłoby, żeby miał w notesie wszystkie fakty, prawda?
- Ależ Mackenzie, pan jest świadomy, że jestem aktorem, bo z pewnością o mnie słyszał. Zgadza się? - Najpierw zerknął trochę surowo na sąsiadkę, a następnie przeniósł spojrzenie na brygadzistę, a w jego głosie można było wyczuć nutkę niepewności. Czułby się zdołowany, gdyby okazało się, że nie kojarzą jego nazwiska. Theodore nie potrafi do końca przyjąć do wiadomości, że patrząc na sprawę obiektywnie, to jest zdecydowanie za mało popularny, by oczekiwać, że każdy przypadkowy czarodziej go rozpozna.
- Nie znam go zbyt dobrze… - stwierdził z krzywą miną na pytanie o krewnego denatki, zastanawiając się, czy zmyślić jakąś fajną, nieprawdziwą historyjkę na ten temat. Może to przestępca, podejrzany o szereg morderstw? Aktor był pewien, że coś takiego, opowiedziane z właściwą ilością emocji i zmyślonych szczegółów, bardzo by się spodobało Longbottomowi, ale ostatecznie się rozmyślił i tym razem pozostał wyjątkowo przy prawdzie. - Wiem tylko, że też nosi nazwisko Weasley i że, co pewnie nie będzie zaskoczeniem, również ma rude włosy – stwierdził, z całego serca chcąc być bardzo pomocny, bo Erik był dotychczas dosyć miły, choć jego dzielona z Greengrass niechęć do spotkania dziennikarzy wydawała się chłopakowi bardzo dziwna. Lovegood wiele by dał, by się zainteresowali ciałem starszej pani, dokładnie wszystko opisali, porobili wszędzie i każdemu zdjęcia, w tym oczywiście, przede wszystkim, jemu.
- A ja mieszkam pod szóstką. Jeśli szanowni dziennikarze się pojawią, to proszę ich do mnie wysłać o ludzkiej porze, bardzo chętnie udzielę im wywiadu, nawet takiego krótkiego – powtórzył swoją ofertę z nadzieją w głosie. Bardzo mu na tym zależało: byłby gotów nawet dać łapówkę Erikowi, byle ten pomógł mu dostać się do najbliższych wydań gazet.
Kiwnął twierdząco głową jeszcze raz spytany o swoje nazwisko. Przez chwilę przyjrzał się z zaciekawieniem medykom, ale ci dosyć szybko zniknęli w mieszkaniu pani Weasley. Theodore chciał zerknąć na to, co robili w środku, ale brygadzista zasłonił mu widok, więc zamiast tego ziewnął, tym razem nie zasłaniając ust. Dał tym do zrozumienia, że podobnie jak blondynka również chętnie by sobie poszedł. Liczył na to, że jeśli niedługo się położy spać, to los pozwoli mu wrócić na statek płynący na wyspę pełną syrenek.
- Proszę dopisać, że miałem wokół siebie marynarzy, którzy patrzyli na mnie jak na obrazek i czekali na moje rozkazy – zaznaczył z nieprzejednaną pewnością w głosie. Skoro już tyle zapisał, to dobrze byłoby, żeby miał w notesie wszystkie fakty, prawda?
- Ależ Mackenzie, pan jest świadomy, że jestem aktorem, bo z pewnością o mnie słyszał. Zgadza się? - Najpierw zerknął trochę surowo na sąsiadkę, a następnie przeniósł spojrzenie na brygadzistę, a w jego głosie można było wyczuć nutkę niepewności. Czułby się zdołowany, gdyby okazało się, że nie kojarzą jego nazwiska. Theodore nie potrafi do końca przyjąć do wiadomości, że patrząc na sprawę obiektywnie, to jest zdecydowanie za mało popularny, by oczekiwać, że każdy przypadkowy czarodziej go rozpozna.
- Nie znam go zbyt dobrze… - stwierdził z krzywą miną na pytanie o krewnego denatki, zastanawiając się, czy zmyślić jakąś fajną, nieprawdziwą historyjkę na ten temat. Może to przestępca, podejrzany o szereg morderstw? Aktor był pewien, że coś takiego, opowiedziane z właściwą ilością emocji i zmyślonych szczegółów, bardzo by się spodobało Longbottomowi, ale ostatecznie się rozmyślił i tym razem pozostał wyjątkowo przy prawdzie. - Wiem tylko, że też nosi nazwisko Weasley i że, co pewnie nie będzie zaskoczeniem, również ma rude włosy – stwierdził, z całego serca chcąc być bardzo pomocny, bo Erik był dotychczas dosyć miły, choć jego dzielona z Greengrass niechęć do spotkania dziennikarzy wydawała się chłopakowi bardzo dziwna. Lovegood wiele by dał, by się zainteresowali ciałem starszej pani, dokładnie wszystko opisali, porobili wszędzie i każdemu zdjęcia, w tym oczywiście, przede wszystkim, jemu.
- A ja mieszkam pod szóstką. Jeśli szanowni dziennikarze się pojawią, to proszę ich do mnie wysłać o ludzkiej porze, bardzo chętnie udzielę im wywiadu, nawet takiego krótkiego – powtórzył swoją ofertę z nadzieją w głosie. Bardzo mu na tym zależało: byłby gotów nawet dać łapówkę Erikowi, byle ten pomógł mu dostać się do najbliższych wydań gazet.
Kiwnął twierdząco głową jeszcze raz spytany o swoje nazwisko. Przez chwilę przyjrzał się z zaciekawieniem medykom, ale ci dosyć szybko zniknęli w mieszkaniu pani Weasley. Theodore chciał zerknąć na to, co robili w środku, ale brygadzista zasłonił mu widok, więc zamiast tego ziewnął, tym razem nie zasłaniając ust. Dał tym do zrozumienia, że podobnie jak blondynka również chętnie by sobie poszedł. Liczył na to, że jeśli niedługo się położy spać, to los pozwoli mu wrócić na statek płynący na wyspę pełną syrenek.