21.02.2026, 21:53 ✶
– Powiedzmy, że w tym wypadku mogłem zrobić wyjątek i nie czułem się postawiony w nieprzyjemnej sytuacji – podsumował. Trochę ze względu na Victorię, trochę z powodu cienia sympatii sprzed lat, i bo pamiętał Primrose jako dziewczynę mającą pewien czar. Odmówił wprawdzie dla Daphne, nie czując, że znajdzie inspirację do projektu dla niej, ale udało się bez problemu dopasować parę rzeczy ze stałej kolekcji, i cieszył się, że udało się im dojść do kompromisu, który zadowolił obie strony.
– Na pewno że jeśli musi o nią dbać, odmawiając sobie włoskich deserów, jego życie musi być straszliwie smutne... I tak, bardzo cię rozumiem, nawet Miodowe Królestwo miałoby trudności w rywalizacji z tutejszym menu deserów – stwierdził Rosier, który wprawdzie niestety na co dzień nie pozwalał sobie na wiele szaleństw, faktycznie najczęściej domagając się od skrzata trochę zdrowszych opcji żywieniowych, ale uważał, że życie całkiem pozbawione dobrego jedzenia utraciłoby smak w więcej niż jednym sensie. Od czasu do czasu po prostu musiałeś sięgnąć po pieczeń, ciasto czekoladowe albo tiramisu właśnie.
Które okazało się dokładnie tam smaczne, jak Christopher miał nadzieję.
Noc rozgościła się na dobre nad Włochami niż opuścili restaurację, by przejść na leżący całkiem blisko plac, rozświetlony dziesiątkami świateł i nawet o tej porze nie opustoszały. Nie był tak ogromny, jak niektórzy się spodziewali, ale było coś intrygującego w otaczającej go zabudowie, i w wąskich przejściach, umożliwiających zagłębienie się w wąskie, weneckie uliczki, w atmosferze włoskiej nocy, znacznie cieplejszej niż te angielskie… nie żeby robiło to wielką różnicę dla Victorii. Spacerowali po nim jakiś czas, nim ruszyli przez wąski mostek, a potem plątaniną uliczek, mijając liczne sklepy i restauracje, kierując się ku przejściu ku tym magicznym punktom.
– Co powiesz na prawdziwie wenecką maskę, na wypadek kolejnego balu przebierańców? – rzucił Christopher, wskazując ruchem głowy na szybę magicznego sklepu. Tańczyła na niej czarodziejska lalka, w obfitej, weneckiej sukni, i z wenecką maską, oczywiście: kolekcja podobnych masek unosiła się w powietrzu, niektóre na całą twarz, inne zasłaniające tylko górę, w większości z białą bazą, ale lśniące dodatkowo od ozdób w rozmaitych kolorach. Było tu jednak i kilka bardziej „zwariowanych” masek, może mających magiczne efekty. – A tu pewnie głównie są same włoskie książki, ale ponoć mają ciekawy wystrój… – dodał, wskazując na schody, wiodące na piętro kamienicy, gdzie mieściła się księgarnia. Schody o tyleż niezwykłe, że wyglądały jak ułożone z książek. Podobna księgarnia mieściła się i po niemagicznej stronie, ot tam, by do nich dotrzeć, trzeba było przejść przez cały lokal, a tutaj przyciągające wzrok stopnie czekały na zewnątrz.
– Na pewno że jeśli musi o nią dbać, odmawiając sobie włoskich deserów, jego życie musi być straszliwie smutne... I tak, bardzo cię rozumiem, nawet Miodowe Królestwo miałoby trudności w rywalizacji z tutejszym menu deserów – stwierdził Rosier, który wprawdzie niestety na co dzień nie pozwalał sobie na wiele szaleństw, faktycznie najczęściej domagając się od skrzata trochę zdrowszych opcji żywieniowych, ale uważał, że życie całkiem pozbawione dobrego jedzenia utraciłoby smak w więcej niż jednym sensie. Od czasu do czasu po prostu musiałeś sięgnąć po pieczeń, ciasto czekoladowe albo tiramisu właśnie.
Które okazało się dokładnie tam smaczne, jak Christopher miał nadzieję.
Noc rozgościła się na dobre nad Włochami niż opuścili restaurację, by przejść na leżący całkiem blisko plac, rozświetlony dziesiątkami świateł i nawet o tej porze nie opustoszały. Nie był tak ogromny, jak niektórzy się spodziewali, ale było coś intrygującego w otaczającej go zabudowie, i w wąskich przejściach, umożliwiających zagłębienie się w wąskie, weneckie uliczki, w atmosferze włoskiej nocy, znacznie cieplejszej niż te angielskie… nie żeby robiło to wielką różnicę dla Victorii. Spacerowali po nim jakiś czas, nim ruszyli przez wąski mostek, a potem plątaniną uliczek, mijając liczne sklepy i restauracje, kierując się ku przejściu ku tym magicznym punktom.
– Co powiesz na prawdziwie wenecką maskę, na wypadek kolejnego balu przebierańców? – rzucił Christopher, wskazując ruchem głowy na szybę magicznego sklepu. Tańczyła na niej czarodziejska lalka, w obfitej, weneckiej sukni, i z wenecką maską, oczywiście: kolekcja podobnych masek unosiła się w powietrzu, niektóre na całą twarz, inne zasłaniające tylko górę, w większości z białą bazą, ale lśniące dodatkowo od ozdób w rozmaitych kolorach. Było tu jednak i kilka bardziej „zwariowanych” masek, może mających magiczne efekty. – A tu pewnie głównie są same włoskie książki, ale ponoć mają ciekawy wystrój… – dodał, wskazując na schody, wiodące na piętro kamienicy, gdzie mieściła się księgarnia. Schody o tyleż niezwykłe, że wyglądały jak ułożone z książek. Podobna księgarnia mieściła się i po niemagicznej stronie, ot tam, by do nich dotrzeć, trzeba było przejść przez cały lokal, a tutaj przyciągające wzrok stopnie czekały na zewnątrz.