• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence

[10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#9
22.02.2026, 10:41  ✶  

Mimo tego, że nie podejmowała spontanicznych decyzji, nie dawała się ponieść emocjom, to czuła, że była to najbardziej właściwa decyzja jaką podjęła w swoim życiu. Nie musiała się nad nią zastanawiać godzinami, analizować jej, po prostu wiedziała, gdzieś w głębi siebie zawsze wiedziała, że tego nie chciała. Szkoda, że dotarło to do niej, kiedy znajdowała się w samym centrum zainteresowania, gdy wszystkie oczy skierowane były na nią, ale nieszczególnie się tym przejmowała. Najbardziej istotne było to, że znalazła wśród tych wszystkich ludzi osobę na której najbardziej jej zależało, która zawsze miała dla niej znaczenie, nawet jeśli ostatnio sama pozbyła się z jej życia. Nie pisała, nie odzywała się, udawała, że nigdy nie istnieli, myślała, że tak będzie łatwiej zapomnieć o tym, jak jej go brakowało, okazało się jednak, że wystarczyło jedno spojrzenie, jedna chwila, aby wszystko do niej wróciło. Jak w ogóle mogła sądzić, że da się o czymś takim zapomnieć? Udawać, że te wspomnienia były martwe, że nie miały żadnego znaczenia, kiedy to zawsze przy nim czuła się naprawdę żywa? Oszukiwała siebie, bo brakowało jej odwagi, teraz jednak wreszcie mogła postąpić właściwie.

Nie wahała się nawet przez sekundę, gdy jej oczy dostrzegły jego doskonale wiedziała, co powinna zrobić. Wydawało jej się, że czas się zatrzymał, że wszyscy inni na moment zawisnęli w jakiejś próżni, tylko oni mogli się poruszać, więc to wykorzystała, chociaż przecież nie miała żadnego planu, nie wiedziała, co dalej, to zdawała sobie sprawę, że nie może tu dłużej zostać i chce znaleźć się przy nim. Tego była pewna.

Ruszyła więc przed siebie nie przejmując się niczym, nie zastanawiając się nad tym, że pewnie ludzie będą o tym dyskutować przez lata, opowiadać o kobiecie, która wybiegła z kowenu w dzień swojego ślubu z zupełnie innym mężczyzną, o którego istnieniu praktycznie nikt nie miał pojęcia, ale ona wiedziała, zawsze wiedziała, że był kimś wyjątkowym, kto potrafił ją widzieć, kto rozumiał ją jak nikt inny. Potwierdzeniem tego było to, że wyszedł jej na przeciw, nie zamarł, ruszył w jej kierunku, aby pomóc jej się stąd wydostać. Nie musiała tego robić sama, mogła wsunąć się pod jego ramię, oprzeć na nim ciężar swojego ciała, przejść to z nim.

Nie mówiła nic, to nie było konieczne, widziała to w jego spojrzeniu, nie musiała nic mówić, na pewno zdawał sobie sprawę z tego, że trudno było zaplanować coś takiego, że kto jak kto, ale ona - mimo tego, że zazwyczaj miała plan na wszystko, to nawet ona nie mogła przewidzieć tego, że postanowi stąd uciec. Inaczej przecież by jej tutaj nie było, wolałaby nie doprowadzić do takiej sytuacji, niżeli teraz próbować jakoś się z niej wyplątać. Potrzebowała do tego niego, nieraz zdarzało im się razem uniknąć katastrof tylko dlatego, że potrafił jak nikt inny działać pod presją, wymyślać rozwiązania na poczekaniu, w przeciwieństwie do niej.

Nie było zresztą tutaj czego analizować, musieli opuścić to miejsce jak najszybciej, a później? Później cóż, nie było w tej chwili jakoś szczególnie istotne, wiedziała, co powinni zrobić teraz. Ludzie zaczynali szeptać między sobą, świat powoli zaczynał wracać do swojego rytmu, kończył im się czas spowodowany zaskoczeniem. Musieli stąd zniknąć, nie zamierzała teraz mierzyć się z oskarżającymi spojrzeniami, czy pytaniami, nie chciała się tłumaczyć z tego, co właśnie robiła. To nie był na to odpowiedni moment.

Wykonali pierwsze kroki, zbliżały się do drzwi, które miały wypuścić ich z katedry, która teraz wydawała się jej być klatką, w której sama pozwoliła się zamknąć, na szczęście jeszcze nikt nie postanowił się za nimi wyrwać, nikt im nie przeszkadzał, mieli tę drobną przewagę spowodowaną zaskoczeniem, na pewno nie spodziewano się, że ona postanowi stąd uciec, była jak na to zbytnio poukładana. Nie oglądała się za siebie, nie spoglądała w tył, skupiała się na cieple ciała, które ją otaczało, zabawne, że mimo upływu lat, mimo tego, że mijali się tak długo nadal całkiem naturalne dla niej było to, w jakiej pozycji się znalazła. To nie był pierwszy raz, nie zapominało się takich rzeczy.

Dotarli do drzwi, które Benjy otworzył jednym ruchem. Uderzył w nią podmuch świeżego powietrza, to było jej potrzebne, odetchnęła nim głęboko, powoli zaczynało do niej docierać, co właśnie robili, ale nie czuła z tego powodu żadnego ciężaru, tylko ekscytację, to upewniało ją w tym, że decyzja była słuszna. Zrobiła krok w przód, aby przekroczyć próg, poruszała się na tyle szybko na ile potrafiła, słońce powoli zaczynało się chować za chmurami, na zewnątrz było całkiem rześko, ale w końcu mogła oddychać, przestała się dusić, problemy zostały w katedrze za zatrzaskującymi się właśnie drzwiami.

Nie mogli jednak zostać w tym miejscu, bo problemy całkiem szybko mogły wyjść zza drzwi i ich dogonić, a zdecydowanie nie chciała teraz się z nimi mierzyć. Nadal nie miała planu, nie wiedziała dokąd powinni pójść, co zrobić, była pewna tylko i wyłącznie tego, że nie mogli zostać tutaj. Z rozmyślań wyrwało ją ciepło, które poczuła na swoich ramionach, Benjy narzucił jej na ramiona płaszcz, oczywiście, że to zrobił, jakby to w ogóle było istotne. Jak zawsze zwracał uwagę na takie drobnostki, które dla większości nie były zupełnie istotne.

Uniosła głowę, aby mu się przyjrzeć. Naprawdę tutaj był. Naprawdę stał przy niej. Naprawdę uciekła z nim sprzed ołtarza.

Nie mieli teraz czasu na rozmowy, na tłumaczenia, na to, aby sobie to wyjaśnić, a chciała mu powiedzieć naprawdę wiele. Przede wszystkim przeprosić za to, że odcięła się od niego, że nie pisała, że zignorowała list, wspomnieć o tym, jak bardzo za nim tęskniła, jak bardzo jej życie było puste, ale na to przyjdzie czas później, musieli się skupić na tym, by jak najszybciej się stąd ewakuować. To było w tej chwili najbardziej istotne.

- Jasne. - Wiedziała, że w jego głowie w tej chwili dochodziło do jakichś szybkich procesów myślowych, miał tę minę, która o tym świadczyła. Próbował znaleźć najlepsze rozwiązanie, jak najszybciej, zawsze to robił, kiedy ona zamierała i gubiła się w swoich myślach, kiedy to, co działo się wokół zaczynało ją przytłaczać.

Kiedy zadał pytanie odruchowo spojrzała w dół. Sukienka, buty, żwir. To nie było dobrym połączeniem. Nawet bez tego nie była szczególnie dobrym sprinterem, nie była stworzona do ucieczek, właśnie dlatego wolała unikać problemów niż sobie z nimi radzić. Przełknęła głośno ślinę, po czym znowu uniosła głowę, aby na niego spojrzeć.

- Nie wydaje mi się. To może być nieco problematyczne, a wolałabym nie zaliczyć bardzo spektakularnej gleby, myślę, że wystarczy mi już blasku jak na dzisiaj. - Jeszcze tego brakowała, żeby potknęła się o własne stopy. Musiała spojrzeć na to racjonalnie, chociażby chciała być samodzielna, to wiedziała, że w tej chwili to może być raczej przeszkodą w powodzeniu ucieczki. Niby zdawała sobie sprawę z tego, że nie pozwoliłby jej upaść, jednak nie chciała ich spowalniać, to było irracjonalne.

Analizowała jego słowa. Pytał ją o to, czy może ją stąd wynieść. Wystarczyło, żeby się zgodziła, i chociaż nie zamierzała robić takiego przedstawienie, to wydawało jej się być rozsądniejsze niż ucieczka na własnych nogach, która mogła okazać się porażką. - Nie na barana, nie dam rady w tym... - Pokazała ręką w dół, chociaż nie musiała, na pewno doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co miała na myśli. Ta sukienka była sporym utrudnieniem w poruszaniu się, dotarło do niej, że musiała się jej jak najszybciej pozbyć, bo była zbyt wąska, zbyt wąska jak na ucieczki z własnego ślubu. Kiedy ją kupowała nie brała pod uwagę tego, że powinna być nieco bardziej funkcjonalna, a powinna, zawsze podchodziła przecież do wszystkiego praktycznie.

- Jak Ci będzie wygodniej? - Najwyraźniej podjęła już decyzję, nie miała opuścić tego miejsca na własnych nogach, a skoro to on miał być ich transportem, to warto było go o to zapytać. Ona mogła się dostosować, zresztą, nie przejmowała się wcale tym, jak będzie to wyglądało, już nie przejmowała się niczym, teraz już nic nie miało znaczenia poza tym, że mieli się stąd wyrwać razem.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (16691), Prudence Fenwick (8916)




Wiadomości w tym wątku
[10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 10.02.2026, 00:21
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 10.02.2026, 04:50
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 10.02.2026, 12:03
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 10.02.2026, 21:28
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 11.02.2026, 11:15
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 11.02.2026, 23:52
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 19.02.2026, 11:33
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 20.02.2026, 18:08
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 22.02.2026, 10:41
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 22.02.2026, 16:47
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 23.02.2026, 22:09
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 24.02.2026, 02:36
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Prudence Fenwick - 24.02.2026, 21:44
RE: [10.10.1972, sen] happier than ever? | Benjy & Prudence - przez Benjy Fenwick - 25.02.2026, 18:09

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa