24.02.2026, 12:25 ✶
Nie była pewna, czego spodziewała się po Helloise. Być może niczego: wiedźma ze skraju Kniei należała do istot chaotycznych, może nawet trochę szalonych, a tacy ludzie bywali nieprzewidywalni. Nie zdziwiłoby jej, gdyby Helloise minęła stosik bez zastanowienia i namysłu, nie poświęcając mu ani jednej myśli, ani gdyby wręcz przeciwnie, zniszczyła go w złości. Zachowała się jednak tak, jak pewnie zrobiłaby większość ludzi: zatrzymała się nad „prezentem” i przypatrywała mu długą chwilę.
Brenna nie była pewna, czym się zdradziła, ale też nie próbowała schować się z wielkim zaangażowaniem, a może i tu, na tym obszarze, rzucono jakieś zaklęcia i Helloise i od początku wiedziała, że ma towarzystwo.
Żółknące paprocie zaszeleściły, kiedy wilczyca dźwignęła się na łapy. Ku Helloise ruszyło zwierzę, ale parę sekund później stanęła koło niej kobieta.
– Podobno świat zwraca nam to, co ofiarowaliśmy. Nie jestem pewna… chyba nazywają to karmą? – spytała, marszcząc brwi, a potem uśmiechnęła się do Helloise.
Była zmęczona, i psychicznie, i fizycznie. Niewyspana, wyczerpana omami, lękiem, zaszczepionym gdzieś w jej głowie, ciągłym napięciem i wyczekiwaniem, co jeszcze ich wszystkich spotka. Żalem, złością, rozpaczą, i tymi własnymi, i tymi cudzymi, gdy wziąć w karby próbowała i jedne, i drugie, i odnosiła porażkę raz za razem. Ale jej uśmiech był równie pogodny jak zwykle, spojrzenie spokojne, bo nie chciała, nie zamierzała, pokazać tego wszystkiego niemal nikomu: a na pewno nie komuś, kto przyniósł czaszki pod ich dom. Nie była już pewna, czy to miało być ostrzeżenie albo próba przerażenia ich, w przypadku Helloise równie dobrze mógł to być jakiś rytuał, być może pozbawiony choćby śladu magii.
– A tak naprawdę… ja je tu przyniosłam zamiast po prostu wyrzucić, jak zrobili to pewnie inni. Może też chcę zrozumieć? – dodała po chwili. Dłonią wskazała na ten makabryczny kopczyk, chociaż spojrzenia ciemnych oczu nie oderwała od Helloise. Wiedziała, że podobne pojawiły się w innych miejscach, Victoria wspominała jej o ruinach w domu Lestrangów… a chodziły przecież jakieś plotki i o tym, że kogoś w Mabon widziano w okolicy mieszkania Bletchleyów. W ilu miejscach pojawiły się podobne rzeczy? – Przeraziły kilka osób w Dolinie. Jeśli chodzi o mnie, wolę zadawać pytania niż tylko się bać. Więc chciałam spytać… dlaczego je tam zaniosłaś?
Brenna nie była pewna, czym się zdradziła, ale też nie próbowała schować się z wielkim zaangażowaniem, a może i tu, na tym obszarze, rzucono jakieś zaklęcia i Helloise i od początku wiedziała, że ma towarzystwo.
Żółknące paprocie zaszeleściły, kiedy wilczyca dźwignęła się na łapy. Ku Helloise ruszyło zwierzę, ale parę sekund później stanęła koło niej kobieta.
– Podobno świat zwraca nam to, co ofiarowaliśmy. Nie jestem pewna… chyba nazywają to karmą? – spytała, marszcząc brwi, a potem uśmiechnęła się do Helloise.
Była zmęczona, i psychicznie, i fizycznie. Niewyspana, wyczerpana omami, lękiem, zaszczepionym gdzieś w jej głowie, ciągłym napięciem i wyczekiwaniem, co jeszcze ich wszystkich spotka. Żalem, złością, rozpaczą, i tymi własnymi, i tymi cudzymi, gdy wziąć w karby próbowała i jedne, i drugie, i odnosiła porażkę raz za razem. Ale jej uśmiech był równie pogodny jak zwykle, spojrzenie spokojne, bo nie chciała, nie zamierzała, pokazać tego wszystkiego niemal nikomu: a na pewno nie komuś, kto przyniósł czaszki pod ich dom. Nie była już pewna, czy to miało być ostrzeżenie albo próba przerażenia ich, w przypadku Helloise równie dobrze mógł to być jakiś rytuał, być może pozbawiony choćby śladu magii.
– A tak naprawdę… ja je tu przyniosłam zamiast po prostu wyrzucić, jak zrobili to pewnie inni. Może też chcę zrozumieć? – dodała po chwili. Dłonią wskazała na ten makabryczny kopczyk, chociaż spojrzenia ciemnych oczu nie oderwała od Helloise. Wiedziała, że podobne pojawiły się w innych miejscach, Victoria wspominała jej o ruinach w domu Lestrangów… a chodziły przecież jakieś plotki i o tym, że kogoś w Mabon widziano w okolicy mieszkania Bletchleyów. W ilu miejscach pojawiły się podobne rzeczy? – Przeraziły kilka osób w Dolinie. Jeśli chodzi o mnie, wolę zadawać pytania niż tylko się bać. Więc chciałam spytać… dlaczego je tam zaniosłaś?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.