24.02.2026, 13:27 ✶
Gdyby Jessie chciał jeszcze trochę popsioczyć na barmana i ewentualnie na właściciela Dziurawego Kotła, jeśli ten zacząłby robić im wyrzuty, pewnie powiedziałby, że za tę akcję Kocioł powinien im dziękować. Nie mieli pewności, czy ta banda ćpunów wróciła do baru, żeby dalej truć siebie i wszystkich dookoła swoim smrodem i tym czymś, co palili, ale przynajmniej bójka dostarczyła innym gościom rozrywki. Ktoś nie wierzy? Niech spytają tamtych dwóch gości, siedzących przy barze, którzy zaczęli młodziakom kibicować (Jessiemu mogło się wydawać, ale jeden z nich chyba w pewnym momencie krzyknął "Krzesłem go!"), albo wszystkim pozostałym, którzy obserwowali wydarzenie z zainteresowaniem większym, niż zarzucana im irytacja.
-W porządku, nie gonią nas, możesz odsapnąć - powiedział, wciąż wachlując Henry'ego dłonią przed twarzą. -I tak, zdecydowanie obaj będą potrzebowali prysznica, żeby zmyć z siebie to świństwo, którym zaczęły przesiąkać ich ubrania i włosy.
Ból w szczęce po uderzeniu był tępy, dopiero o sobie przypominał lekkim pulsowaniem. Może powinien spytać mamę, czy ma jakiś specyfik na szybkie usuwanie siniaków. Znając Charlotte, mogła coś takiego przy sobie nosić.
Kiedy Henry zaczął mówić, Jessie kucnął przed nim, patrząc na niego z dołu, i nie odzywał się, dopóki Lockhart nie powiedział ostatniego słowa. Jego usta rozciągnęły się w uśmiech.
[b]-Nie ma o czym mówić, Henry - wyciągnął rękę i poczochrał mu lekko włosy. -Dobrze zrobiłeś. Bójka w barze może nie była moim planem na wieczór i pewnie nie będzie przedstawiana jako idealny przykład rozwiązywania konfliktów, ale każda zdeptana fajka i przestawiona, krzywa morda, to zmniejszona szansa, że ktoś inny w to wlezie i zrobi sobie krzywdę. Mam tylko nadzieję, że ktoś stamtąd wezwie kogoś do tych typów. I może przydałoby im się ogarnąć lepszego barmana, który faktycznie zaprowadzi porządek.
Poczekali jeszcze chwilę, a kiedy Henry poczuł się już lepiej, Jessie odprowadził go do domu.
-W porządku, nie gonią nas, możesz odsapnąć - powiedział, wciąż wachlując Henry'ego dłonią przed twarzą. -I tak, zdecydowanie obaj będą potrzebowali prysznica, żeby zmyć z siebie to świństwo, którym zaczęły przesiąkać ich ubrania i włosy.
Ból w szczęce po uderzeniu był tępy, dopiero o sobie przypominał lekkim pulsowaniem. Może powinien spytać mamę, czy ma jakiś specyfik na szybkie usuwanie siniaków. Znając Charlotte, mogła coś takiego przy sobie nosić.
Kiedy Henry zaczął mówić, Jessie kucnął przed nim, patrząc na niego z dołu, i nie odzywał się, dopóki Lockhart nie powiedział ostatniego słowa. Jego usta rozciągnęły się w uśmiech.
[b]-Nie ma o czym mówić, Henry - wyciągnął rękę i poczochrał mu lekko włosy. -Dobrze zrobiłeś. Bójka w barze może nie była moim planem na wieczór i pewnie nie będzie przedstawiana jako idealny przykład rozwiązywania konfliktów, ale każda zdeptana fajka i przestawiona, krzywa morda, to zmniejszona szansa, że ktoś inny w to wlezie i zrobi sobie krzywdę. Mam tylko nadzieję, że ktoś stamtąd wezwie kogoś do tych typów. I może przydałoby im się ogarnąć lepszego barmana, który faktycznie zaprowadzi porządek.
Poczekali jeszcze chwilę, a kiedy Henry poczuł się już lepiej, Jessie odprowadził go do domu.
Koniec sesji
[/b]