24.02.2026, 17:47 ✶
Anthony był mistrzem opanowania, kłamania i publicznego udawania kogoś, kim wcale nie jest.
Anthony również musiał borykać się z dojmującą bezsennością i przekonaniem, że odpowiada za całe zło, które spopieliło londyńskie ulice.
Anthony był bardzo nieszczęśliwy, nawet tutaj na szczycie świata, przez okno obserwując z góry niespiesznie porządkowane pogorzelisko.
Nie zachowywał się inaczej niż zwykle, kiedy trapił go problem. Ale też nie uśmiechał się szczerze w stronę Jonathana, zawsze z wymuszeniem, zawsze ze smutkiem w oczach, podkreślonym grubymi oprawkami okularów.
Ostatecznie jednak był profesjonalistą.
- Tak, wszystko jest w porządku z dokumentami - odpowiedział młodzieńcowi, szybko ale dokładnie skanując rzędy zapisów. Prawo czarodziejskie, prawo mugolskie… oba oparte o te same założenia, prawidła.
- Ja chyba jednak nie mogę wieczorem. Jestem umówiony w sprawie nowych mebli do pokoju gościnnego matki. - Nie było to odległe od prawdy. Wysłał tam co prawda Lovegooda, ale nic nie szkodziło, aby zaopiekował się problemem osobiście. Byle tylko nie zasiąść do jednego stołu, przecież nie był aż takim masochistą, prawda?
- Ach tak bo ojciec wrócił po sabacie, ale matka zdecydowała się zostać w przekonaniu, że jej czujne oko i światła rada uporządkują moje życie osobiste. Cud, że jeszcze nie wystosowała ogłoszenia matrymonialnego, jaka to zapanowała ostatnio moda - uściślił, bardzo nie patrząc w stronę Jonathana, który tego nie wiedział, mimo że prawie codziennie spędzali ze sobą Bite Osiem A Nawet Czasem Niestety Więcej Godzin.
A przecież miał odejść. I czemu tego nie zrobił? Ach tak, bo Jonathan poprosił go, żeby został. Czy poszedłby z nimi na te przeklęte rogaliki i kawę, gdyby Jonathan go imiennie poprosił, tak jak to zrobił w Mabon? Shafiq mimowolnie zacisnął mocniej szczękę przeczuwając odpowiedź, nim mieliby okazję przekonać się tego na własnej skórze.
Anthony również musiał borykać się z dojmującą bezsennością i przekonaniem, że odpowiada za całe zło, które spopieliło londyńskie ulice.
Anthony był bardzo nieszczęśliwy, nawet tutaj na szczycie świata, przez okno obserwując z góry niespiesznie porządkowane pogorzelisko.
Nie zachowywał się inaczej niż zwykle, kiedy trapił go problem. Ale też nie uśmiechał się szczerze w stronę Jonathana, zawsze z wymuszeniem, zawsze ze smutkiem w oczach, podkreślonym grubymi oprawkami okularów.
Ostatecznie jednak był profesjonalistą.
- Tak, wszystko jest w porządku z dokumentami - odpowiedział młodzieńcowi, szybko ale dokładnie skanując rzędy zapisów. Prawo czarodziejskie, prawo mugolskie… oba oparte o te same założenia, prawidła.
- Ja chyba jednak nie mogę wieczorem. Jestem umówiony w sprawie nowych mebli do pokoju gościnnego matki. - Nie było to odległe od prawdy. Wysłał tam co prawda Lovegooda, ale nic nie szkodziło, aby zaopiekował się problemem osobiście. Byle tylko nie zasiąść do jednego stołu, przecież nie był aż takim masochistą, prawda?
- Ach tak bo ojciec wrócił po sabacie, ale matka zdecydowała się zostać w przekonaniu, że jej czujne oko i światła rada uporządkują moje życie osobiste. Cud, że jeszcze nie wystosowała ogłoszenia matrymonialnego, jaka to zapanowała ostatnio moda - uściślił, bardzo nie patrząc w stronę Jonathana, który tego nie wiedział, mimo że prawie codziennie spędzali ze sobą Bite Osiem A Nawet Czasem Niestety Więcej Godzin.
A przecież miał odejść. I czemu tego nie zrobił? Ach tak, bo Jonathan poprosił go, żeby został. Czy poszedłby z nimi na te przeklęte rogaliki i kawę, gdyby Jonathan go imiennie poprosił, tak jak to zrobił w Mabon? Shafiq mimowolnie zacisnął mocniej szczękę przeczuwając odpowiedź, nim mieliby okazję przekonać się tego na własnej skórze.