Potrzebowali tej krótkiej chwili, aby jakoś odnaleźć się w tym wszystkim. Był to tylko moment, kilka sekund wyrwane rzeczywistości, kiedy mogli zastygnąć. Sprawdzić, czy pojawiły się jakieś zmiany, przynajmniej te widziane na pierwszy rzut oka, zobaczyć, czy w spojrzeniach nadal dało się odnaleźć, to co pamiętali. Miała wrażenie, że minęło naprawdę wiele czasu od ich ostatniego spotkania, ale jednak czuła, że nic się nie zmieniło, jakby to, co ich łączyło nie był w stanie naruszyć upływ czasu. Być może było to tylko pozorne, chociaż nie wydawało jej się. Niektóre rzeczy zawsze pozostawały takie same, czuła, że to samo działo się z ich więzią. Nadal mu ufała, wierzyła, wiedziała, że chciał dla niej dobrze, nie sądziła, aby kiedykolwiek miało się to zmienić, była pewna tego, że i temu, co ona czuła nic nie groziło. Zawsze miał mieć specjalne miejsce w jej sercu, doskonale zdawała sobie sprawę. Powinna była mu kiedyś o tym powiedzieć, wspomnieć chociaż słowo, przestać pozwalać zamykać to co w niej rosło w tych niewygodnych ramach przyjaźni, jednak trudno jej było to zrobić, a przecież raczej nie brakowało jej odwagi, kiedy na czymś bardzo jej zależało. W tym przypadku jednak obawiała się tego, że mogła wszystko zniszczyć, lepsze było milczenie, niewiedza, niż świadomość, że mógłby nie czuć tego samego co ona. Wolała pozwolić mu odejść, niż się sparzyć. Nie była z tego powodu szczególnie dumna, wręcz przeciwnie, miała do siebie żal, że przez lata dusiła to wszystko w sobie i nie potrafiła zebrać się na wyznanie swoich uczuć.
Tak bardzo przed tym uciekała, że była w stanie podążać drogą, którą widzieli dla niej inni. Była gotowa stanąć na tym ołtarzu, związać się na zawsze z kimś kogo nawet nie do końca lubiła tylko po to, żeby mieć ten pozorny spokój, jakby z czasem miała odnaleźć się w tym życiu, przy boku tamtego mężczyzny, jakby to, co w niej siedziało miało z tego powodu zupełnie przestać istnieć. Wiedziała, że tak się nie dało, nie mogła tak po prostu zapomnieć o tym co czuła, męczyłaby się, dotarłoby do niej, że zatraciła część siebie, byłaby nieszczęśliwa do końca swojego żywota. Kiedy więc przed jej oczami pojawiły się te wszystkie obrazy, wspomnienia podjęła całkiem prostą decyzję, postanowiła odejść, nie pozwolić sobie na to, aby żałować tego do końca życia. Oczywiście, że wszystko ułatwiła jego obecność, świadomość, że pojawił się tu mimo jej milczenia, powodowało to drobną nadzieję, że być może miał ku temu jakiś większy powód, że może chciał sprawdzić, czy faktycznie była szczęśliwa, czy była pewna. Nie rozważała tego teraz, nie musiała, grunt, że znajdowali się razem, na zewnątrz z dala od wszystkich innych, że mogli się jeszcze raz spotkać, zobaczyć jak się miewają, jakby wcześniej ktoś im tego zabraniał, jakby sami sobie tego nie zrobili, zupełnie bez potrzeby.
Poczuła ciężar jego płaszcza na swoich ramionach, jakoś udało jej się zapiąć wszystkie guziki, chociaż to proste zadanie kosztowało ją więcej skupienia niż mogła się spodziewać. Starała się jednak działać metodyczne, jakby nic takie się właśnie nie wydarzyło, jakby przed chwilą wcale nie została uciekającą panną młodą.
- Gdybyś częściej je oglądał, to nie robiłyby na Tobie żadnego wrażenia. - Wpatrywała się w niego jeszcze przez chwilę. Ta rozmowa była lekka, bardzo lekka jak na to, co czekało na nich za drzwiami, nie widać było po ich wymianie zdań tego, że minęło sporo czasu, kiedy ostatnio ze sobą rozmawiali. Zawsze tak mieli, potrafili odnaleźć swój rytm, po prostu pojawiali się przed sobą i rozmawiali, jakby czas wcale nie płynął, jakby nie oddalali się od siebie na długie miesiące, najwyraźniej i minione lata temu nie groziły. Coś się jednak zmieniło, wiedziała, że nie będzie mogła tym razem omijać pewnych tematów, że będzie mu winna wyjaśnienia, jeszcze nie teraz, ale w najbliższym czasie, i nadal się trochę tego obawiała, ale tym razem nie mogła tego uniknąć, to był czas, w którym w końcu wypadało sięgnąć po prawdę, bez względu na to, jak bolesna się mogła ona okazać, zasługiwali na to, a przynajmniej tak się jej wydawało. Być może wtedy łatwiej będzie jej się ze wszystkim pogodzić, przynajmniej będzie wiedzieć, jak to wszystko wyglądało. To był czas w którym powinni pozbyć się wszystkich niedopowiedzeń. Tak sobie założyła, skoro zrobiła ten pierwszy krok, który z pozory wydawał się tylko trudniejszy, to mogła postawić i kolejny.
- Niektóre rzeczy raczej nigdy się nie zmienią. - Wpatrywała się w niego z uśmiechem czającym się w kącikach jej ust. Doskonale zdawała sobie z tego sprawę. - Być może to społeczeństwo oczekuje nieodpowiednich nawyków? - Benjy był wyjątkowy. Od zawsze. Nie bał się mówić tego co myśli, sięgać po swoje, nie był być może szczególnie delikatny, ale zawsze uważała to za coś interesującego. Nie przejmował się tym, co wypada, co nie wypada, mówił to, co myślał, zawsze mu tego zazdrościła, bo ona nie do końca potrafiła działać w ten sposób. Tylko i wyłącznie przy najbliższych przestawała ważyć słowa, mówiła to, co faktycznie myślała, poza nimi wolała unikać niewygodnych spojrzeń, wtapiać się w tło, bo tak było prościej. On był pod tym względem jej przeciwieństwem, dobrze było mieć kogoś takiego przy sobie, kogoś kto się niczym nie przejmował i zawsze sięgał po swoje, wiele się od niego nauczyła.
- Dobrze, że chociaż czasem, gdybyś robił to za każdym razem, to pewnie wielu pragnęłoby Cię dorwać. - Nie wątpiła w to, że i bez tego sporo osób chciało go złapać. Nie wydawało jej się, aby ktoś miał go ścigać za to, że wyszedł z nią z katedry, w tej chwili pewnie ktoś za moment mógł pojawić się w drzwiach, bo sprawa była świeża, aczkolwiek pewnie szybko rozejdzie się po kościach. Rodziny pogodzą się z tym, co się stało, zresztą poza Eliasem chyba nikt nie miał pojęcia z kim opuściła to miejsce, tak naprawdę nie mogła mieć pewności, że nawet jej brat domyślił się tego, kim był mężczyzna, bo przecież zmienił się przez te wszystkie lata, kiedy się nie widzieli.
Niekoniecznie była zadowolona z tego, w jaki sposób mieli się stąd oddalić, ale się z tym pogodziła. Nie było w niej niepewności, czy sprzeciwu, wręcz przeciwnie - aprobata, zgodziła się na takie rozwiązanie, chociaż nie do końca było to coś, co sama by wybrała. Ufała mu jednak, jak zawsze, nie zadawała więc niepotrzebnych pytań, zamiast tego po prostu przejęła kluczyki i zamknęła je w dłoni, aby przekazać mu kiedy już będą potrzebne. Zrozumiała swoje zadanie, nie było szczególnie skomplikowane, miała je tymczasowo przechować.
- Zawsze byłeś tym od brudnej roboty, nie sądzę, aby kiedykolwiek miało się to zmienić. - Póki co pozwalała sobie jeszcze mu się przyglądać, przez ten krótki moment, nie wątpiła w to, że ta chwila będzie miała istotne miejsce w kolekcji jej wspomnień. Ucieczka sprzed ołtarza zasługiwała na dość wysokie miejsce w hierarchii, na pewno będzie pamiętała jego twarz, oczy, i wiatr który w tej chwili wydawał się być synonimem wolności, którą miała stracić.
- Poruszająca jest moja wiara we wszystkie Twoje cechy, nie tylko te najgorsze, nie wiem czemu zawsze to na nich się skupiałeś. - Nie mogła sobie odmówić ostatniego słowa w tej dyskusji. Zawsze doceniała to, co dla niej robił, być może nie mówiła o tym zbyt często, może za rzadko o tym wspominała, co nie oznaczało, że tego nie zauważała.
Później znalazła się w jego rękach, poczuła to dziwne uczucie, coś sugerowało jej, że znalazła się w domu, a przecież nie powinna w ten sposób o nim myśleć, nie był jej domem, był zawsze raczej przystankiem pomiędzy wszystkim innym, a jednak nie potrafiła pozbyć się tego wrażenia. Przymknęła oczy i pozwoliła sobie przez te kilka sekund się na tym skupić, bo to uczucie było naprawdę przyjemne, tak bardzo różne od tego, co czuła jeszcze kilkanaście minut wcześniej, kiedy znajdowała się w tamtej katedrze.
- Oczywiście, że dla Ciebie to musi być bardzo osobiste. - Pokręciła głową, jej rozwiane włosy połaskotały go po szyi, uśmiechała się do siebie, mógł to wyczuć w tonie jej głosu, wydawał się być wyjątkowo beztroski, nie powinien być tak beztroski w sytuacji, w której się znaleźli. Nie dało się jednak usłyszeć ciężaru podjętej przez nią decyzji, tylko lekkość.
- w dniu niedoszłego, własnego ślubu. - Dodała jeszcze, wolała to sprostować, nie chciała nazywać tego dnia dniem swojego ślubu, na szczęście do niego nie doszło, nie chciała myśleć o tym, jaki byłby to był błąd.
- No tak, zapomniałam jak ważne są dla Ciebie maniery, faktycznie mogłoby to zostać uznane za nieeleganckie, chociaż mam wrażenie, że niektórzy chcieliby to zobaczyć i stwierdziliby, że właśnie na to zasłużyłam. - Nie powinna mieć nawet o to pretensji, bo przecież opuściła to miejsce bez słowa, bez żadnych wyjaśnień, tak po prostu, jakby to nie było nic wielkiego.
Czuła, że serce biło jej coraz szybciej, poprawił chwyt, wiedziała, że to oznacza, że niedługo ruszy przed siebie. Musiała być na to przygotowana, zacisnęła dłonie odrobinę mocniej na jego szyi, nie chcąc znaleźć się na ziemi, chociaż wiedziała, że nie dopuściłby do tego, chciała jednak znaleźć się jeszcze bliżej, a póki co mogło to być uznane za przypadek, potrzebę wynikającą z sytuacji w której się znaleźli. Wiedziała jak to wyglądało, znajdowała się w ramionach mężczyzny, którego nie powinno tutaj być, miała świadomość, że ta sytuacja zostanie odebrana w jeden sposób, nie przeszkadzało jej to zupełnie, chociaż sama nie wiedziała, co miało stać się później.
Uśmiechnęła się jeszcze, kiedy się z nią zgodził, wtedy zrobił pierwszy krok, wtuliła się w niego nieco mocniej, tylko odrobinę, ledwie wyczuwalnie, była gotowa do tego, co mieli zrobić, czekała, aż w końcu faktycznie stąd znikną, aż znajdą się jak najdalej stąd. Nikt nie miał im w tym przeszkodzić.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control