25.02.2026, 11:10 ✶
Potrafił zrozumieć entuzjazm wobec nowości. Może nie okazywał go tak żywiołowo jak ona, różniąc się od McGonagall mocno charakterem, a i mając za sobą parę lat życia więcej, ale sam szybko nudził się wieloma drobnymi rzeczami i szukał odmiany. Nowych smaków, zapachów, widoku.
Wzruszył jedynie ramionami, bo akurat na przyrodzie znał się niezbyt dobrze: jego wiedza skupiała się zresztą bardziej na wężach niż czymkolwiek innym. Ale widywał już róże kwitnące w zimie i wiecznie zielone krzaki, nie zdziwił to więc jakoś niesamowicie sam widok żywopłotowego łuku o zielonych liściach.
Pojawienie się labiryntu było już jednak zaskakujące.
Nieco za późno zdał sobie sprawę z tego, że kobieta zamienia się w ptaka. Nie żeby nie był to dobry i logiczny pomysł, ale mimo wszystko obserwował jej lot z różdżką w ręku, jakby czekał, czy coś pójdzie nie tak… i okazało się, że miał rację. Labirynt nie był im przyjazny i nie chciał wypuścić ze swoich szponów. Cathalowi przyszło na myśl, że pewnie dobrze byłoby sprawdzić, czy da się stąd teleportować, ale skoro ściany przesuwały się, a żywopłot dał po głowie sokołowi, to było rozwiązanie na wypadek, gdyby faktycznie nie mogli znaleźć wyjścia.
– Wszystko w porządku?! – zawołał, ruszając tunelem w stronę, z której dobiegł skrzek, rozglądając się przy tym podejrzliwie, czy przypadkiem gałęzie nie drgną i nie postanowią zaatakować i jego, ledwo wejdzie w głąb. Wyglądało jednak na to, że póki nie usiłował miotać zaklęciami ani stąd „wylecieć” żywopłot… no udawał zwykły żywopłot. – Mam nadzieję, że jesteś cała, bo ja nie udzielę ci pomocy medycznej – stwierdził, przyklękając w trawie obok ptaka i przypatrując się jej uważnie. Miał nadzieję, że nie połamała sobie skrzydeł, bo to prawdopodobnie oznaczałoby złamaną rękę. Na całe szczęście nie wyglądało na to, żeby straciła przytomność.
Przy okazji jego wzrok padł na coś, co leżało pod zieloną ścianą, niewidoczne, kiedy patrzyło się z góry. Sięgnął ostrożnie, najpierw lekko trącając to różdżką, a potem przysuwając ku sobie, powolnym ruchem, aby upewnić się, że labirynt nie postanowi nagle zareagować w sposób gwałtowny. Na przykład okładając go gałęziami po blond czuprynie.
!Jajo z kalendarza
Wzruszył jedynie ramionami, bo akurat na przyrodzie znał się niezbyt dobrze: jego wiedza skupiała się zresztą bardziej na wężach niż czymkolwiek innym. Ale widywał już róże kwitnące w zimie i wiecznie zielone krzaki, nie zdziwił to więc jakoś niesamowicie sam widok żywopłotowego łuku o zielonych liściach.
Pojawienie się labiryntu było już jednak zaskakujące.
Nieco za późno zdał sobie sprawę z tego, że kobieta zamienia się w ptaka. Nie żeby nie był to dobry i logiczny pomysł, ale mimo wszystko obserwował jej lot z różdżką w ręku, jakby czekał, czy coś pójdzie nie tak… i okazało się, że miał rację. Labirynt nie był im przyjazny i nie chciał wypuścić ze swoich szponów. Cathalowi przyszło na myśl, że pewnie dobrze byłoby sprawdzić, czy da się stąd teleportować, ale skoro ściany przesuwały się, a żywopłot dał po głowie sokołowi, to było rozwiązanie na wypadek, gdyby faktycznie nie mogli znaleźć wyjścia.
– Wszystko w porządku?! – zawołał, ruszając tunelem w stronę, z której dobiegł skrzek, rozglądając się przy tym podejrzliwie, czy przypadkiem gałęzie nie drgną i nie postanowią zaatakować i jego, ledwo wejdzie w głąb. Wyglądało jednak na to, że póki nie usiłował miotać zaklęciami ani stąd „wylecieć” żywopłot… no udawał zwykły żywopłot. – Mam nadzieję, że jesteś cała, bo ja nie udzielę ci pomocy medycznej – stwierdził, przyklękając w trawie obok ptaka i przypatrując się jej uważnie. Miał nadzieję, że nie połamała sobie skrzydeł, bo to prawdopodobnie oznaczałoby złamaną rękę. Na całe szczęście nie wyglądało na to, żeby straciła przytomność.
Przy okazji jego wzrok padł na coś, co leżało pod zieloną ścianą, niewidoczne, kiedy patrzyło się z góry. Sięgnął ostrożnie, najpierw lekko trącając to różdżką, a potem przysuwając ku sobie, powolnym ruchem, aby upewnić się, że labirynt nie postanowi nagle zareagować w sposób gwałtowny. Na przykład okładając go gałęziami po blond czuprynie.
!Jajo z kalendarza