26.02.2026, 11:07 ✶
– W takim razie zgadzamy się co do kolejnego punktu programu – skwitował Christopher, zerkając na zegarek. Wychodziło mu, że jeśli się postarają, znajdą jeszcze jakąś otwartą cukiernię, potem mogli kupić maski i dość spokojnie zostanie im trochę czasu, by ewentualnie gdzieś na parę minut przysiąść.
Nie uszło jego uwadze, że na razie nie odłożyła książki: ale i nie pytał o to, chyba po prostu ciekaw, czy zamierzała ją kupić.
– Trochę tak, trochę nie. Autorki książki sama pracowała dla Czarownicy, więc na pewno dużo lepiej znała świat dziennikarski niż pokazów. – Rosier zresztą nie byłby skłonny przyznać, że ktokolwiek z zewnątrz mógłby naprawdę dobrze rozumieć Dom Mody Rosierów. – Ale odpowiadała za napisanie paru relacji z pokazów, robiła reportaż o modelkach, sporo rzeczy oddała więc całkiem dobrze. To, ile w to wszystko trzeba włożyć pracy czy jaka atmosfera panuje przy wydaniu nowej kolekcji… te aspekty ujęła całkiem trafnie.
Chociaż jego zdaniem pewnych nie rozumiała, bo och, początkowo, o ironio, zanim wydała tę książkę, zwyczajnie nie było jej stać zwykle na ubrania od Rosierów. Miała może jakieś dwie szaty na specjalne okazje i pewnie stąd te jej wnioski w powieści, że ubrania tak naprawdę nie mają takiego znaczenia.
– Nigdy nie przepadałem za Czarą Marą, ale lubiłem baśń o włochatym sercu.
Tak, trochę się bał, gdy był małym chłopcem i nawet przyśnił się mu koszmar, jeden albo drugi. Ale mali chłopcy od czasu do czasu lubili makabrę. Jeśli szło o Czarę Marę, to chyba główny problem Christophera był taki, że w wersji, którą opowiedziano mu po raz pierwszy, bohaterka była praczką. Czemu miałyby go interesować opowieści o praczce?
– Lubiłem też baśń o skaczącym kociołku… ale oryginalną wersję przeczytałem dopiero, gdy miałem czternaście lat i trochę mnie zdumiała.
Bo w tej, którą opowiedział mu ojciec, kociołek bronił bohatera przed mugolami.
Skrzywił się lekko, gdy Victoria wspomniała o tej przepisanej wersji. Gdyby był chrześcijaninem, może nawet złożyłby dłonie w znak krzyża. Zamiast tego jednak sięgnął tylko po dwa ładnie oprawione notatniki, leżące przy ladzie, decydując się na ich zakup: piękne wydanie Szekspira jednak nie było dobrą pamiątką z Włoch, a włoskich książek nie kupi… za to te notatniki powinny się sprawdzić jako upominek z Wenecji.
– Właśnie przypomniałaś mi o jednym z najstraszniejszych wieczorów mojego dzieciństwa, gdy ciotka postanowiła mi tę książkę przeczytać. Chyba będę potrzebował nie tylko cannoli, ale też kieliszka wina.
!BINGO C2
Nie uszło jego uwadze, że na razie nie odłożyła książki: ale i nie pytał o to, chyba po prostu ciekaw, czy zamierzała ją kupić.
– Trochę tak, trochę nie. Autorki książki sama pracowała dla Czarownicy, więc na pewno dużo lepiej znała świat dziennikarski niż pokazów. – Rosier zresztą nie byłby skłonny przyznać, że ktokolwiek z zewnątrz mógłby naprawdę dobrze rozumieć Dom Mody Rosierów. – Ale odpowiadała za napisanie paru relacji z pokazów, robiła reportaż o modelkach, sporo rzeczy oddała więc całkiem dobrze. To, ile w to wszystko trzeba włożyć pracy czy jaka atmosfera panuje przy wydaniu nowej kolekcji… te aspekty ujęła całkiem trafnie.
Chociaż jego zdaniem pewnych nie rozumiała, bo och, początkowo, o ironio, zanim wydała tę książkę, zwyczajnie nie było jej stać zwykle na ubrania od Rosierów. Miała może jakieś dwie szaty na specjalne okazje i pewnie stąd te jej wnioski w powieści, że ubrania tak naprawdę nie mają takiego znaczenia.
– Nigdy nie przepadałem za Czarą Marą, ale lubiłem baśń o włochatym sercu.
Tak, trochę się bał, gdy był małym chłopcem i nawet przyśnił się mu koszmar, jeden albo drugi. Ale mali chłopcy od czasu do czasu lubili makabrę. Jeśli szło o Czarę Marę, to chyba główny problem Christophera był taki, że w wersji, którą opowiedziano mu po raz pierwszy, bohaterka była praczką. Czemu miałyby go interesować opowieści o praczce?
– Lubiłem też baśń o skaczącym kociołku… ale oryginalną wersję przeczytałem dopiero, gdy miałem czternaście lat i trochę mnie zdumiała.
Bo w tej, którą opowiedział mu ojciec, kociołek bronił bohatera przed mugolami.
Skrzywił się lekko, gdy Victoria wspomniała o tej przepisanej wersji. Gdyby był chrześcijaninem, może nawet złożyłby dłonie w znak krzyża. Zamiast tego jednak sięgnął tylko po dwa ładnie oprawione notatniki, leżące przy ladzie, decydując się na ich zakup: piękne wydanie Szekspira jednak nie było dobrą pamiątką z Włoch, a włoskich książek nie kupi… za to te notatniki powinny się sprawdzić jako upominek z Wenecji.
– Właśnie przypomniałaś mi o jednym z najstraszniejszych wieczorów mojego dzieciństwa, gdy ciotka postanowiła mi tę książkę przeczytać. Chyba będę potrzebował nie tylko cannoli, ale też kieliszka wina.
!BINGO C2