26.02.2026, 11:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2026, 11:28 przez Brenna Longbottom.)
– Tak – odparła krótko, bo rzeczywiście, odmówiła modlitwę, trochę z powodu tradycji, trochę ze względu na rytuał oczyszczający, o którym opowiedział jej Thomas. Więcej w tym jednak było pragmatyzmu i tradycji niż prawdziwej, żarliwej wiary.
Uśmiechnęła się, trochę gorzko, na kolejne słowa. Czy zawiedli? Tak, pod wieloma względami. Czy nie można było na nich polegać? Może. Ale nie dlatego, że pozostawali bierni i nie sądziła, by modlitwy mogły wiele zmienić.
– Nie powinnaś w takim razie modlić się w imieniu tych, którzy przyciągnęli widma do Kniei, gdy rozdarli światy? Którzy nakarmili je mocą? Podobno po drugiej stronie zostawili za sobą ścieżkę zniszczenia – stwierdziła Brenna, bo po prostu nie wierzyła, że zbieżność pojawienia się widm i rozerwania granicy z Limbo była przypadkowa. Może i nie wyszły stamtąd, bo pojawiły się na granicy lasu, ale czy to ich nie przyciągnęło na Polanę? Może to wydobyło je z jakiegoś letargu? Albo siła tamtej burzy pozwoliła im zdobyć na tyle siły, że mogli zacząć potem żerować na ludziach? Przecież do Beltane nie było żadnych widm, a przynajmniej nikt (czy prawie nikt) o nich nie słyszał w Dolinie. A potem... potem zaczęło się źle dziać. Poza tym zwyczajnie odruchowo obwiniała Voldemorta.
Spoglądała na ten ołtarzyk, ułożony jej ręką. Podobny, ale faktycznie nie identyczny, wprawdzie sfotografowała tamten kopczyk, ale nie miała aż takiego talentu do pracy ręcznych i tyle cierpliwości, aby odtworzyć go idealnie. Nie wyrwała dłoni, gdy Helloise po nią sięgnęła, bo i nie leżało w jej zwyczaju odrzucanie takich gestów. Dłoń miała ciepłą i suchą.
Nie odpowiedziała jednak od razu.
Obracała w głowię słowa zielarki. O tym, że zostawiła to wszystko w ramach daru i modlitwy, i nie do końca umiała to zaakceptować, bo Helloise zaszczepiła w nich tylko jeszcze więcej strachu. O tym, że tak niewiele robią.
– Byłaś w Kniei po tym, jak się pojawiły? Ja tak. Widziałam ich ofiarę, jej dom i to, co z nim zrobiły. Widziałam ciało człowieka, które obróciły w proch.
Ciało jej wuja.
A potem patrzyła oczyma widmowidza na to, jak ku niemu zbliżały, gdy umierał, zabity przez innego potwora, w ciele człowieka.
Próbowała dowiedzieć się więcej, ale nie miała dość wiedzy i odbijała się od drzwi Departamentu Tajemnic. Pokładała więc nadzieję w wuju, na to, że ten zdoła dowiedzieć się czegokolwiek jeszcze. Ale tym, co wiedziała na pewno, było to, że sama modlitwa to o wiele za mało.
– Pytałam. To i ówdzie. Obserwowałam. Wiem, że są znaki, które być może mogą je powstrzymać, i rytuały, które może mogą przy tym pomóc. – Czy Hjalmar miał rację, a raczej czy miało ją dziecko, które do niego przyszło, a o którym napisał jej w liście? Może tak. Może nie. Ale trzeba było próbować, prawda? – Mój wuj… chce spróbować pociągnąć to dalej. Jeśli prosisz o wspólną modlitwę… dobrze. Ale po tym, co wydarzyło się na tej Polanie i w Stonehange nie jestem pewna, czy Bogini potrzebuje głosów, proszących o opiekę. Może to ona potrzebuje pomocy, nie odwrotnie. Jeśli chcesz się modlić, może należałoby to zrobić za nią.
Nie tylko przy Kniei i w sprawie widm. Kogo martwego widzieli Mav i Patrick po drugiej stronie? Co naprawdę stało się w Stonhange? Nie była tam podczas rytuału, nie miała pojęcia, co zobaczyli Leviathan, Septima, Murtagh, Lorraine i Sarah… ale była tam w kolejnych dniach i w połączeniu z ogólnymi raportami ciężko było nie mieć wrażenia, że coś tam zostało popsute.
Czy jeśli bogini istniała, w ogóle mogła odpowiedzieć na ich modlitwy?
Uśmiechnęła się, trochę gorzko, na kolejne słowa. Czy zawiedli? Tak, pod wieloma względami. Czy nie można było na nich polegać? Może. Ale nie dlatego, że pozostawali bierni i nie sądziła, by modlitwy mogły wiele zmienić.
– Nie powinnaś w takim razie modlić się w imieniu tych, którzy przyciągnęli widma do Kniei, gdy rozdarli światy? Którzy nakarmili je mocą? Podobno po drugiej stronie zostawili za sobą ścieżkę zniszczenia – stwierdziła Brenna, bo po prostu nie wierzyła, że zbieżność pojawienia się widm i rozerwania granicy z Limbo była przypadkowa. Może i nie wyszły stamtąd, bo pojawiły się na granicy lasu, ale czy to ich nie przyciągnęło na Polanę? Może to wydobyło je z jakiegoś letargu? Albo siła tamtej burzy pozwoliła im zdobyć na tyle siły, że mogli zacząć potem żerować na ludziach? Przecież do Beltane nie było żadnych widm, a przynajmniej nikt (czy prawie nikt) o nich nie słyszał w Dolinie. A potem... potem zaczęło się źle dziać. Poza tym zwyczajnie odruchowo obwiniała Voldemorta.
Spoglądała na ten ołtarzyk, ułożony jej ręką. Podobny, ale faktycznie nie identyczny, wprawdzie sfotografowała tamten kopczyk, ale nie miała aż takiego talentu do pracy ręcznych i tyle cierpliwości, aby odtworzyć go idealnie. Nie wyrwała dłoni, gdy Helloise po nią sięgnęła, bo i nie leżało w jej zwyczaju odrzucanie takich gestów. Dłoń miała ciepłą i suchą.
Nie odpowiedziała jednak od razu.
Obracała w głowię słowa zielarki. O tym, że zostawiła to wszystko w ramach daru i modlitwy, i nie do końca umiała to zaakceptować, bo Helloise zaszczepiła w nich tylko jeszcze więcej strachu. O tym, że tak niewiele robią.
– Byłaś w Kniei po tym, jak się pojawiły? Ja tak. Widziałam ich ofiarę, jej dom i to, co z nim zrobiły. Widziałam ciało człowieka, które obróciły w proch.
Ciało jej wuja.
A potem patrzyła oczyma widmowidza na to, jak ku niemu zbliżały, gdy umierał, zabity przez innego potwora, w ciele człowieka.
Próbowała dowiedzieć się więcej, ale nie miała dość wiedzy i odbijała się od drzwi Departamentu Tajemnic. Pokładała więc nadzieję w wuju, na to, że ten zdoła dowiedzieć się czegokolwiek jeszcze. Ale tym, co wiedziała na pewno, było to, że sama modlitwa to o wiele za mało.
– Pytałam. To i ówdzie. Obserwowałam. Wiem, że są znaki, które być może mogą je powstrzymać, i rytuały, które może mogą przy tym pomóc. – Czy Hjalmar miał rację, a raczej czy miało ją dziecko, które do niego przyszło, a o którym napisał jej w liście? Może tak. Może nie. Ale trzeba było próbować, prawda? – Mój wuj… chce spróbować pociągnąć to dalej. Jeśli prosisz o wspólną modlitwę… dobrze. Ale po tym, co wydarzyło się na tej Polanie i w Stonehange nie jestem pewna, czy Bogini potrzebuje głosów, proszących o opiekę. Może to ona potrzebuje pomocy, nie odwrotnie. Jeśli chcesz się modlić, może należałoby to zrobić za nią.
Nie tylko przy Kniei i w sprawie widm. Kogo martwego widzieli Mav i Patrick po drugiej stronie? Co naprawdę stało się w Stonhange? Nie była tam podczas rytuału, nie miała pojęcia, co zobaczyli Leviathan, Septima, Murtagh, Lorraine i Sarah… ale była tam w kolejnych dniach i w połączeniu z ogólnymi raportami ciężko było nie mieć wrażenia, że coś tam zostało popsute.
Czy jeśli bogini istniała, w ogóle mogła odpowiedzieć na ich modlitwy?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.