26.02.2026, 13:24 ✶
“naprawdę chciał zapytać, ale zanim się odważył, na jego kolanach wylądowała kosmetyczka, z której wychylały się nieśmiało narzędzia stosowane niegdyś podczas wizengamockich przesłuchań. Wtedy kiedy jeszcze nie zakazywano tortur na postawionych przed sądem czarnoksiężnikach. Piękne czasy! Przypuszczał, że sędzia pokazywała aparaturę pochodzącą z wieków średnich studentom. Nigdy przecież nie domyśliłby się, że ma do czynienia ze zwykłą zalotką do rzęs.” A.A.Moody
Lorien lubi uważać się za osobę “arcykobiecą”. W jej szafie i życiu nie ma miejsca na coś co mugole określają mianem “jeansów” a ona sama “gwałtu na modzie”. Ze względu na swoją drobną posturę i bezdenną sakiewkę, każda z noszonych przez nią szat jest wykonana specjalnie na jej miarę. Nigdy nie zdarzyło jej się w życiu wejść do sklepu Madame Malkin i kupić coś bezpośrednio z wieszaka; a już co gorsza - z sesji kwartalnych przecen.
W młodości… ach w młodości sytuacja wyglądała zgoła inaczej. Lorien często wpadała w tarapaty (które sama rozwiązywała podrobionym podpisem ojca na pełnym przeprosin liście) za brak poszanowania dla mundurka szkolnego. Krótkie spódniczki cięła bardziej niż ustawa przewiduje, nie nosiła przepisowych kamizelek, a pelerynkę zawsze miała zdobioną złotem i kosztownościami. Gdy mogła - porzucała tiarę, która niszczyła jej fryzurę i nosiła przeróżne drogocenne spinki w rozpuszczonych lokach. Nosiła jedwabie i welur, gdy inni męczyli się w tandecie oferowanej przez Hogwart. Na VII roku nosiła już szpilki, za nic mając niektóre bardziej dokuczliwe komentarze. Na jeden z nieprzyjemnych tekstów pewnej nie obdarzonej przez Boginię gryfonki urodą, potrafiła parsknąć, że “samotnych trolli o poradę modową nikt nie pyta”, co z pewnością nie było idealnym sposobem rozwiązywania konfliktów, ale skutecznym. Zresztą nie oszukujmy się - sporo było w tym wszystkim zazdrości, bo jej smukłe nogi zawsze najlepiej działały na wyobraźnię chłopców.
Cóż mogli poradzić biedni nauczyciele - przecież dziecka za to ze szkoły nie usuną, rodzice ewidentnie mieli to w nosie (łącznie z pewnym uprzejmym listem od Adeline do dyrektora, w którym czarownica stwierdziła, że “ona dziecka w ofierze dziecka angielskiemu bezguściu narodowemu nie odda), a zarekwirowany ubiór był zastępowany przez trzy inne kreacje. Po prostu większość odetchnęła z ulgą, gdy Lorien opuściła szkołę.
Po dostaniu się na staż w Ministerstwie Magii jeszcze trochę hołdowała swojemu stylowi, ale nawet i ona uległa słodkiemu, otaczającemu ją zewsząd “biurwa-core”
Dziś nosi przede wszystkim ubrania pasujące do jej pozycji jako sędzi Wizengamotu. Dużo jest w szafie pani Mulciber szat biurowych, garsonek i dopasowanych spódnic, przepisowych butów na nie za wysokiej szpilce czy obcasiku. Zresztą w ogóle dużo jest w jej szafie ubrań, których znaczna większość wyszła spod zdolnych rąk Rosierów. Bywa też w niszowych, drogich butikach.
Z reguły preferuje czarny kolor, chyba że ma coś do udowodnienia - jak fakt, że nie planowała nosić żałoby po swoim pierwszym mężu. Czerń gościła u niej wówczas tylko na czas pogrzebu, szybko podmieniona na granaty i ciemne zielenie. Wzory jeśli się już pojawiają, to zwykle na eleganckich sukniach i szatach wyjściowych - zawsze haftowane złotą lub srebrną nicią. Lorien brzydzi się taniością magicznego nanoszenia printów, przez co przypominają mugolską modę.
Poza swoją wyjątkowo zasobną kolekcją ubrań, odpowiednią jak dla kogoś o jej statusie finansowym, Lorien posiada też kilka kompletów szat sędzi Wizengamotu i przepisową tiarę.
Nienawidzi sakiew i sakiewek, ale uwielbia za to torebki od francuskich mugolskich projektantów mody. Uważa je za o wiele ciekawszy akcent niż wsiąkiewki. Zawsze ma taką torebkę od Hermesa czy innego Diora wypchaną po sam brzeg przeróżnymi pierdołami niezbędnymi jej do życia.
Gdy była młodą, butną panną z bogatego domu (tzn. tak przez większy okres szkolny) nosiła cięższy makijaż niż teraz. Ze względu na swój charakter pracy, dziś porzuciła ciemno umalowane oczy czy mocne podkreślenie brwi. Niezmiennie jednak maluje usta krwistoczerwoną szminką, zawsze pod kolor swoich długich, przypominających szpony, paznokci.
Nosi dużo biżuterii. We włosach złote spinki, na dłoniach przeróżne pierścienie i sygnety. Zagubiona na początku września obrączka powróciła na palec serdeczny w połowie listopada 1972 roku i tylko co bardziej dociekliwi mogliby się dopatrzeć, że to nie ten sam pierścionek. Są okresy, gdy ma na szyi łańcuszek z przywieszką w kształcie wagi.