27.02.2026, 03:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.02.2026, 03:27 przez Desmond Malfoy.)
"Troska może przejawiać się też w gniewie."
Kropla potu spłynęła mu po czole, po brwi, skapnęła mu prosto do oka. Na parę sekund zmąciła jego nieadekwatnie intensywne spojrzenie, którym dotąd wwiercał się w czaszkę starszego kuzyna. Kuzyna, który przedstawił go Pani Philomenie. Kuzyna, który właśnie go beształ, zaraz zmiękczając jednak swoją ofensywę. Traktował go na tyle życzliwie i ciepło, że wprawiało go to w niepokój. W niepokój, który zdawał się być równie daleko, jak cała reszta rzeczywistości.
Przetarł twarz błękitną chustką, czując irytująco znajome drżenie warg, które nie chciały przepuścić przez siebie ani słowa. Powiódł spojrzeniem po balustradzie, przez krótką chwilę skupiając wzrok na szklance Elliotta. Sam przecież też właśnie trzymał podobną, też z cieczą przejrzystą - gin. Gin z nutą toniku. Gin z nutą jaśminu; zaczarowane krzewy kwitnęły ad perpetuam.
Rei memoriam.
Uprzejmy uśmiech wpełzł na jego usta, nim zdążył je do niego zmusić. Przezornie ochroniły go przez znacznie żałośniejszym grymasem; wstyd ciążyłby mu na sercu, ale ginął w alkoholowym szumie. Może czuł się źle, może czuł się dobrze - sam nie był tego pewien. Jedynym, od czego nie udało mu się odciąć, było zmęczenie.
Co się stało z jego mieszkaniem? Wspomnienie doszczętnie zwęglonych płócien, tego odoru palonej terpentyny, wciąż pozostawało tak ostre, tak żywe. Teraz jednak dominował zapach jaśminu, przywodzące na myśl ciepło cichych wieczorów w Sissinghurst. W jedną noc stracił całą historię sześciu miesięcy swojego życia. Bez wsparcia materialnych dowodów nie potrafił przypomnieć sobie co najmniej połowy z nich. Ale czy warto było je pamiętać?
- P-. Prze-. Przepraszam. Przepraszam - nareszcie wykrztusił siebie zachrypniętym głosem, monotonnie jak zawsze. - Os-ostatnio. Czas. Zdaje się być wyjątkowo pły-pły-y. Płynny.
Płyn ze szklanki wlał w siebie, jakby jego osobistą misją było dalsze pogłębianie tej rzekomej dylatacji czasu.
- Dużo. Dużo. Dużo się wydarzyło w ostatnim czasie niestety. Nie. Niestety wiele problemów trzeba było rozwiązywać na bieżąco i mnie. Mnie niestety. Mnie... - Zrezygnował z kontynuowania tego zdania z tak ponurą boleścią w oczach, że Elliott sam musiał ją poczuć.
Westchnął.
- Czy rodzice zaproponowali ci wsparcie. Tak. Moje mieszkanie. Spłonęło. W całości. Jest w trakcie renowacji przygotowujemy je do sprzedaży. Będziemy starali się kupić inne jednak nie jest to najlepszy czas na zakup nieruchomości w londynie. Ostatnie wydarzenia jak z pewnością wiesz wstrząsnęły rynkiem mieszkaniowym myślę... - Przestał patrzeć mu w oczy. - Myślę że. Że wstrzymam się z rozpoczęciem tego procesu co najmniej do następnego roku na razie pozo-. Pozostanę. Pozostanę przy obserwowaniu prognozowanego odbicia gospodarczego je-je. Jednak. Mój konsultant skompilował już wstępną listę a-atrakcyjnych ofert.
Kłamał. Nie lubił kłamać. A jednak kłamał właśnie bez powodu.
Kropla potu spłynęła mu po czole, po brwi, skapnęła mu prosto do oka. Na parę sekund zmąciła jego nieadekwatnie intensywne spojrzenie, którym dotąd wwiercał się w czaszkę starszego kuzyna. Kuzyna, który przedstawił go Pani Philomenie. Kuzyna, który właśnie go beształ, zaraz zmiękczając jednak swoją ofensywę. Traktował go na tyle życzliwie i ciepło, że wprawiało go to w niepokój. W niepokój, który zdawał się być równie daleko, jak cała reszta rzeczywistości.
Przetarł twarz błękitną chustką, czując irytująco znajome drżenie warg, które nie chciały przepuścić przez siebie ani słowa. Powiódł spojrzeniem po balustradzie, przez krótką chwilę skupiając wzrok na szklance Elliotta. Sam przecież też właśnie trzymał podobną, też z cieczą przejrzystą - gin. Gin z nutą toniku. Gin z nutą jaśminu; zaczarowane krzewy kwitnęły ad perpetuam.
Rei memoriam.
Uprzejmy uśmiech wpełzł na jego usta, nim zdążył je do niego zmusić. Przezornie ochroniły go przez znacznie żałośniejszym grymasem; wstyd ciążyłby mu na sercu, ale ginął w alkoholowym szumie. Może czuł się źle, może czuł się dobrze - sam nie był tego pewien. Jedynym, od czego nie udało mu się odciąć, było zmęczenie.
Co się stało z jego mieszkaniem? Wspomnienie doszczętnie zwęglonych płócien, tego odoru palonej terpentyny, wciąż pozostawało tak ostre, tak żywe. Teraz jednak dominował zapach jaśminu, przywodzące na myśl ciepło cichych wieczorów w Sissinghurst. W jedną noc stracił całą historię sześciu miesięcy swojego życia. Bez wsparcia materialnych dowodów nie potrafił przypomnieć sobie co najmniej połowy z nich. Ale czy warto było je pamiętać?
- P-. Prze-. Przepraszam. Przepraszam - nareszcie wykrztusił siebie zachrypniętym głosem, monotonnie jak zawsze. - Os-ostatnio. Czas. Zdaje się być wyjątkowo pły-pły-y. Płynny.
Płyn ze szklanki wlał w siebie, jakby jego osobistą misją było dalsze pogłębianie tej rzekomej dylatacji czasu.
- Dużo. Dużo. Dużo się wydarzyło w ostatnim czasie niestety. Nie. Niestety wiele problemów trzeba było rozwiązywać na bieżąco i mnie. Mnie niestety. Mnie... - Zrezygnował z kontynuowania tego zdania z tak ponurą boleścią w oczach, że Elliott sam musiał ją poczuć.
Westchnął.
- Czy rodzice zaproponowali ci wsparcie. Tak. Moje mieszkanie. Spłonęło. W całości. Jest w trakcie renowacji przygotowujemy je do sprzedaży. Będziemy starali się kupić inne jednak nie jest to najlepszy czas na zakup nieruchomości w londynie. Ostatnie wydarzenia jak z pewnością wiesz wstrząsnęły rynkiem mieszkaniowym myślę... - Przestał patrzeć mu w oczy. - Myślę że. Że wstrzymam się z rozpoczęciem tego procesu co najmniej do następnego roku na razie pozo-. Pozostanę. Pozostanę przy obserwowaniu prognozowanego odbicia gospodarczego je-je. Jednak. Mój konsultant skompilował już wstępną listę a-atrakcyjnych ofert.
Kłamał. Nie lubił kłamać. A jednak kłamał właśnie bez powodu.