• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[16.10.1972] how you been? | Heather & Benjy

[16.10.1972] how you been? | Heather & Benjy
Gówniara z miotełką
She had a mischievous smile, curious heart and an affinity for running wild.
wiek
21
sława
VI
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
BUMowiec
Heather mierzy 160 cm wzrostu. Jest bardzo wysportowana, od dzieciaka bowiem lata na miotle, do tego zawodowo grała w quidditcha. Włosy ma rude, krótkie, nie do końca równo obcięte - gdyż obcinał je Charlie po tym, jak większość spłonęła podczas Beltane. Twarz okrągłą, obsypaną piegami, oczy niebieskie, czają się w nich iskry zwiastujące kolejny głupi pomysł, który chce zrealizować. Porusza się szybko, pewnie. Ubiera się głównie w sportowe rzeczy, ceni sobie wygodę. Głos ma wysoki, piskliwy - szczególnie, kiedy się denerwuje. Pachnie malinami.

Heather Wood
#3
27.02.2026, 17:55  ✶  

czy Heather Wood czuła, że robi coś złego, kiedy weszła do tego domu bez zaproszenia? W sumie to nawet na nie zbyt długo nie czekała. Nie, nie czuła, że może być tu nie chciana. Zresztą przecież każdy byłby zachwycony jej towarzystwem, nie było opcji, żeby komuś przeszkadzała, prawda? Bez większego oporu więc przekroczyła próg i ruszyła na poszukiwania swojego nowego, ulubionego kolegi.

Nie znała rozkładu domu, ale w niczym jej to nie przeszkadzało, mogła się rozejrzeć. Zresztą na pewno jej obecność musiała być zauważona, krzyknęła głośne powitanie na wejściu... wcale nie uważała, że dało się je zignorować, chociaż dom był przecież całkiem duży. Zresztą, jakby coś na pewno uda jej się wytłumaczyć swoją obecność, miała ten urok osobisty... może i wolała z niego nie korzystać, ale jeśli zaszłaby taka potrzeba to na pewno udałoby się jej urobić każdego tym swoim błyskiem w oku.

Pamiętała, że okropnie jej się nudziło, kiedy była przykuta do łóżka w Mungu. Była wdzięczna wtedy za każde odwiedziny, miała sporo szczęścia, że Cameron tam pracował i co chwilę się u niej pojawiał. W tym domu nie mieszkało zbyt wielu ludzi, nie miała też pewności, co do tego, czy Benjy miał zbyt wielu przyjaciół, nie rozmawiała z nim jeszcze o jego znajomych, więc postanowiła, że to ona powinna dotrzymać mu towarzystwa w tym nudnym czasie. Na pewno będzie w stanie mu zapewnić jakąś rozrywkę, nie wątpiła, że na pewno jej potrzebował. Byli do siebie zbyt podobni, wiedziała, że leżenie w łóżku w takim przypadku może być problematyczne.

Taksowała wzrokiem pomieszczenia, które mijała i zastanawiała się, czy ewentualnie udałoby się jej stąd wyciągnąć przez okno, tak, aby nikt ich nie zauważył, chociaż nie do końca była pewna, czy to było właściwe. Świeże powietrze było zdrowe, kilkanaście minut, a może godzinka na dworze na pewno sprzyjałaby jego procesowi rekonwalescencji, pewnie nie wszyscy by się z nią zgodzili... bo guzik znała się na dochodzeniu do zdrowia, ale nie obchodziło jej to jakoś specjalnie.

Znalazła w końcu właściwe drzwi, a przynajmniej tak się jej wydawało po czym po prostu wlazła do środka. Nie pytała o zgodę, weszła jak do siebie, bo dlaczego by nie. Nie wydawało jej się, że miał coś ciekawego do robienia, że był w tej chwili zajęty, no może spał, a jakby spał to by go obudziła, to byłaby na pewno bardzo miła pobudka, bo zobaczyłby jej uśmiechniętą twarz, nie wydawało jej się, aby kiedykolwiek mogło mu się przydarzyć coś tak wspaniałego.

Oczy jej błyszczały, w jej wzroku czaiły się iskry, które zwiastowały kłopoty, miała coś takiego w swoim spojrzeniu, co sugerowało, że w jej głowie zawsze czają się jakieś głupie pomysły. - Nie śpisz! - Wspaniale, a może i szkoda, chciałaby zobaczyć jak się budzi i zastanawia się skąd ona się tu wzięła, niestety nie tym razem, na pewno jeszcze uda jej się go zaskoczyć, bo to nie miała być jej jedyna wizyta w tym miejscu.

Dostrzegła ten ruch, poprawiał kołdrę, niespodziewanie syknął z bólu, faktycznie musiał oberwać dość mocno, bo taki ktoś jak on raczej nie pozwalał sobie na wydawanie takich dźwięków bez zbędnego powodu, nie sądziła zresztą, że gdyby to było coś lekkiego to dałby się przykuć do łóżka, zmierzyła go wzrokiem, trwało to ledwie ułamek sekundy. Pokazał jej krzesło, ale zupełnie to zignorowała. Miała przecież te wszystkie rzeczy, które musiała mu wręczyć. Zresztą była tam sterta książek... jeszcze by mu coś pomieszała. Ruszyła w stronę szafki, na której postawiła butelkę ognistej, postawiła ją trochę zbyt mocno, tak, że odrobine huknęło. - Soreczka. - Mruknęła bardziej do siebie, niż do niego.

- A co, nie mogę? Śmiesznie wyglądasz. - Podeszła odrobinę bliżej mężczyzny, aby się mu przyjrzeć. Wyglądał jej na nieco zmęczonego, ale każdy czasem miewał gorsze momenty, czyż nie?

- Dysk Ci wypadł ze starości? - Zaczęła lekko, humor jej dopisywał, nie zamierzała więc udawać, że jest inaczej.

- Niedługo się na nią wybierzemy, nie będziesz tu chyba gnił w nieskończoność. - Dodała jeszcze, bo nie zamierzała odpuścić wycieczki, może była nieco rozczarowana tym, że do niej nie doszło, ale nie planowała odpuścić.

- Przyniosłam Ci chabazie, bo tak chyba wypada. - Pomachała bukietem niezapominajek w powietrzu, nie do końca wiedząc, co powinna z nimi zrobić, dużo bardziej zaznajomiona była z obsługą butelek ognistej. Położyła mu też na brzegu łóżka laurkę, którą narysowała samodzielnie. Wracaj do zdrowia mój nowy, najlepszy kolego. Czeka nas wiele przygód. Napisała to dość niezgrabnie tuż pod malunkiem ich dwójki, to znaczy tuż pod zbiorem kresek i kółek, które miały przypominać dwoje ludzi, dało się zobaczyć, które jest które, bo jego narysowała bardzo dużego, a sobie domalowała czerwoną kredką włosy.

- Mam też jakieś śmieszne papierosy, pewnie nie dostałeś zgody na to, żeby palić po tym, co Ci się przytrafiło, ale pomyślałam, że mogę być Twoja dobrą wróżką, Kamiś przyniósł mi jakieś z apteki, to nie te śmierdzące, ale ponoć łagodzą ból. - Wykradali je jak byli młodsi z rodzinnych zbiorów Lupinów i całkiem nieźle się po nich bawili.

W końcu postanowiła usiąść, aby tak nad nim nie stać. Nie skorzystała jednak z krzesła, które wcześniej jej wskazał, a siadła sobie na łóżku, bo czemu by nie, zrobiła to szybko, jednak na tyle ostrożnie, aby przypadkiem nie usiąść na którejś z jego kończyn, nie miała bowiem pojęcia, czy są całe i zdrowe.

- Kto Cię tak urządził, kolego? - Nie mogła się powstrzymać od zadania tego pytania. Nie wyglądał najlepiej, ale podejrzewała też, że ten drugi wyglądał jeszcze gorzej, mimo wszystko była ciekawa, co takiego mu się przytrafiło, że miał szlaban i został zamknięty w tej sypialni. Skrzywiła się, kiedy do jej nozdrzy dotarł zapach medykamentów. - Ale capi, każą Ci to pić? - Może za karę? Kto tam wiedział, medycy potrafili być naprawdę okropni w momencie, w którym próbowali sugerować, żeby więcej nie wpadać w tarapaty.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (5117), Heather Wood (3634)




Wiadomości w tym wątku
[16.10.1972] how you been? | Heather & Benjy - przez Heather Wood - 25.02.2026, 19:24
RE: [16.10.1972] how you been? | Heather & Benjy - przez Benjy Fenwick - 27.02.2026, 03:18
RE: [16.10.1972] how you been? | Heather & Benjy - przez Heather Wood - 27.02.2026, 17:55
RE: [16.10.1972] how you been? | Heather & Benjy - przez Benjy Fenwick - 06.03.2026, 16:49
RE: [16.10.1972] how you been? | Heather & Benjy - przez Heather Wood - 07.03.2026, 00:34

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa