W przypadku Theona, na palcach jednej dłoni dałoby się policzyć te znajomości, które traktował naprawdę poważnie. Ludzi, z którymi utrzymywał jakiś kontakt było całkiem sporo. Zawsze znalazł się ktoś, z kim można było wyskoczyć na piwo, pogadać o różnych bzdurach. To nie stanowiło problemu. Sytuacja zmieniała się dopiero w chwili, kiedy przyszło się rozglądać za tymi, na których faktycznie mu zależało - za ludźmi, na których on mógł liczyć, i którzy mogli liczyć na niego. Niezależnie od sytuacji. Grono znajomych okazywało się nagle zaskakująco wąskie. Yaxley jednak nigdy na to nie narzekał. Z jego perspektywy zresztą nie było tutaj na co narzekać. Stan rzeczy mu więcej niż odpowiadał.
Ulyssesa Rookwooda znał długo. Jeszcze od czasów szkolnych. Kiedy dodać do tego przyjaźń, jaka łączyła ich rodziców, łatwo domyślić się, że nie zawsze dało się w tym przypadku trzymać na dystans. Z czasem nauczyli się ze sobą rozmawiać. Poznali się lepiej. Oczywista sprawa. W jaki jednak sposób należałoby opisać łączącą ich relacje? Dokładnie tutaj, w tym miejscu, pojawiają się schody. Nie można porównać tego do przyjaźni, która łączy go z kuzynem. Nie byłby też pewnie skłonny wskoczyć za nim w ogień, tak jak to by zapewne zrobił w przypadku Lycoris. Mimo tego zapewne nie zostawiłby go na lodzie, gdyby nagle się okazało, że Rookwood potrzebuje pomocy.
Tylko czy to działało również w drugą stronę?
Ostatnie wydarzenia, w jakimś stopniu, mogłyby udzielić na to pytanie odpowiedzi. A dokładniej - pokazać na ile mógłby liczyć przy tym wszystkim na wsparcie. Sam co prawda niekoniecznie chciał się tą sprawą zająć, ale nie był tutaj w żadnym razie osobą decyzyjną. Miał robić to, czego wymagali inni.
Kiwnął głową, kiedy Ulysses pozwolił sobie na prywatną uwagę. Nie zapytał, ale nie było takiej potrzeby. Yaxley nie widział w tym niczego niewłaściwego. Niegrzecznego. I tak dalej. Aczkolwiek też warto tutaj pamiętać, że niekoniecznie był człowiekiem zachowujący się w odpowiedni sposób. Trzymającym się zasad. Prezentującym nienaganne maniery. Nigdy nie było to czymś, do czego w domu Yaxleyów przywiązywano nadmierną uwagę. Ten cechował się pod tym względem dość dużą swobodą. Na pewno większą niż w innych aspektach.
- Plotki? - zainteresował się, sięgając ponownie po sztućce. Całkiem spory kawałek steku nadal czekał aż Yaxley się nim zajmie. I chyba się troszkę tym czekaniem już niecierpliwił. Theon wbił widelec w stek, odkroił fragment mięsa przy pomocy noża. Uniósł go w stronę ust. Ulysses miał tym samym dość czasu, żeby cokolwiek więcej na temat tych plotek zacząć mówić. O ile tylko miałby chęć dodać coś więcej. Sam Yaxley wiedzę na temat swojej byłej partnerki miał raczej niewielką. Większość tego zdobył w dodatku już po jej zniknięciu, po tym jak zapadła się pod ziemie. Wcześniej nie było ku temu okazji. - Winnica na pewno jest pod obserwacją, sklep... - tutaj nie był pewien jak to się miało, nie do końca. - ...chyba był w wynajętym lokalu. Także niekoniecznie jest się czym interesować. Jej bliscy musieli opróżnić go jakoś tydzień temu, nie byli zainteresowani zatrzymaniem tego punktu sprzedaży. Kwestia tego, ile jest prawdy w tym co mówią.
Bo przecież mówić mogli jedno, robić drugie, wiedzieć znacznie więcej. Cholera jedna wie, czy i nimi nie należałoby się bardziej zainteresować. Skorzystać z czegoś więcej niż obserwacji, kilku wizyt i zadanych pytań. Może za jakiś czas ktoś zdecyduje się dać na to zielone światło. Zwłaszcza, jeśli dotychczasowe metody nie przyniosą oczekiwanych rezultatów.