Stanley stał wryty jak w ziemię, nie wiedząc co ma ze sobą zrobić. I to bynajmniej nie chodziło o to, że chwilę temu Stella przekazała mu ciasto czekoladowe. Avery zawsze wyglądała jak milion galeonów… Ale dzisiaj przeszła samą siebie w tym wszystkim. No i jeszcze ten buziak w policzek. Można by to określić jednym stwierdzeniem - chłop w szoku. Całkowicie odcięło mu myślenie i zamroczyło go. Prawie wtedy kiedy spotkali się po raz pierwszy. Czyżby jej urok zawsze na niego działał?
Kiedy dziewczyna przeszła w głąb mieszkania, aby przywitać się z jego matką, on się nie ruszył. Jedyne na co było go stać to lekkie obrócenie się i przyglądanie się całej sytuacji… Albo Stelli? Podparł się prawą ręką w pasie, a jego mina samoistnie ukazała to co teraz przeżywał - zaskoczenie. Całkowicie pozytywne zaskoczenie. Miało to na niego taki wpływ, że aż wyłączył się ze świata żywych do momentu w którym poczuł, że Stella mu się przygląda.
Szybko obrócił się z powrotem, aby zamknąć drzwi do mieszkania i również udał się w głąb. Nie zwlekając ani chwili dłużej ruszył w kierunku kuchni, aby odłożyć tam tort.
- Dzień dobry kochanie - przywitała się Anne, wychodząc zza rogu -Przestań dziecko. Ty wyglądasz dużo ładniej. Spójrz tylko na siebie. Bardzo ładna sukienka - odwdzięczyła się komplementem - Nie trzeba było się tak fatygować złoto. Ale bardzo miło, że pomyślałaś - uśmiechnęła się do dziewczyny - Mówiłam Stanleyowi aby poszedł rano po kawałek jakiegoś ciasta to nie... Wolał się wylegiwać na tej kanapie - pokręciła przecząco głową w kierunku syna kiedy ten wrócił z kuchni, a następnie odwróciła się i spojrzała na zegarek.
- Jesteś sporo przed czasem - stwierdziła - Ale to nie problem. Usiądź sobie. Za niedługo wszystko będzie gotowe - ruszyła w kierunku kuchni, aby dokończyć to co zaczęła - Gdyby tylko ten mój syn potrafił się nie spóźniać... - zerknęła na swoje dziecko kiedy mijali się po drodze. Zapewne gdyby miała przy sobie teraz szmatkę, to zdzieliłaby go przez łeb za ten jego wzrok mówiący naprawdę musisz? Odpowiedź to tak - musiała.
Wszystko wskazywało na to, że Anne polubiła Stellę. Może dlatego, że zawsze chciała mieć córkę zamiast syna i w dodatku Avery w porównaniu do Stanleya wydawała się taka... ludzka? A na pewno była kimś kim pani Borgin chciała aby został jej syn. Nigdy nie podobały jej się jego zainteresowania, a tym bardziej jego znajomi. Dodatkowo Stella się nie spóźniała, była obrotna i nie wyglądała jakby lubiła brutalność. Czyli całkowita odwrotność młodego Borgina.
Kiedy tylko jego rodzicielka zginęła w kuchni, podszedł szybkim krokiem do panny Avery i złapał ją za rękę, zanim zdążyła usiąść - Żebyśmy mieli jasność. Ja jej nic nie nagadałem. To ona sobie coś tam ubzdurała - wyjaśnił. Nie wiedział jak ma się odnieść do jej słów ”Powiedz tylko kim mam być dla Ciebie podczas tego obiadu”. Przecież tak naprawdę byli tylko znajomymi, kumplami. Niczego więcej nie było między nimi. A może? Na pewno nie oficjalnie - Wiesz… Umm… - zaczął drapać się po szyi i odwrócił wzrok jak to miał w zwyczaju trudnych tematów - Trzebą ją… Um… No wiesz… - zaczął wskazywać palcem na siebie i na Stellę. Zrobił tak kilka razy. Nie miał zielonego pojęcia jak ma to ubrać w słowa, aby dobrze na tym wyjść. Tak naprawdę to nie dokończył zdania, przez co mogło dojść do nieporozumienia. Gest, który wykonał chwilę wcześniej mógł świadczyć tylko o jednym. Chociaż Stanleyowi raczej chodziło o to drugie.
Najgorsze w tym wszystkim, że nie miał pojęcia co sobie wymyśliła jego matka. Nie chciał zrobić jakieś wtopy i tym samym narażać Stellę na cokolwiek albo wymuszać na niej udawanie czegokolwiek. Z drugiej strony zaczął podejrzewać, że może to całe spotkanie jest ukartowane przez obie kobiety znajdujące się w tym domu. A co jeżeli spotkały się gdzieś prywatnie i wszystko to sobie wymyśliły, aby wymusić na Stanleyu jakieś kroki albo działania?
Całość jednak sprowadzała się do tego, że Borgin zaczął po prostu panikować, a cała sytuacja uciekała mu spod kontroli. Najgorsze w tym wszystkim, że kontrolę nad nią utracił w momencie w którym poddał się i zaprosił Stelle do nich na obiad. Teraz został na całkowitej łasce obydwóch dam.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972