01.03.2026, 01:30 ✶
Każdy był inny, nie każdy miał poczucie humoru i nie każdy był głupkiem, jak Anthony, ale to pozwalało zachować równowagę na świecie. Stłumił westchnięcie, zdając sobie sprawę, że i jemu przydałaby się odrobina powagi, ale nie był w tym najlepszy. Podejście Nicholasa sprawiało, że trzymał prosto sylwetkę i starał się, Merlin mu kurwa świadkiem, nie gadać głupot, które mogłyby go rozdrażnić, bo wciąż nie wiedział, czego mężczyzna od niego potrzebował. W dzisiejszych czsach informacje i kontakty były jednymi z najmocniejszych kart w rękawie i zwyczajnie dobrze było, jak to dziadek mawiał, aby ktoś był nam winien przysługę, nawet jeśli miałaby ona pozostać otwartą kartą.
Rozmowy o nieruchomościach były nudne, ale to wlaśnie ten element rynku mógł przynieść najlepszy zysk, jeśli umiało się to dobrze sprzedać. Przyrost ludzi był duży, ilość mieszkań i domów sprawiała, że wiele rodzin cisnęło się w jednym budynku kilkoma pokoleniami, bo albo nie było odpowiedniej alternatywy, albo wychodziła ona poza budżet. Ceny rosły, chociaż przypuszczał, że ich działania i wywołany pożar mogły doprowadzić do krótkotrwałego złamania rynku w najbliższych miesiącach, gdy zmniejszy się już ilość osób, które w wyniku ognia zostały bez domów. Wzrosnąć mogły ceny posiadłośći poza stolicą, bo ludzie mogli chcieć z Londynu po porstu uciec.
Zgasił papierosa, a chwilę później Travers złapał go za ramię i teleportował z trzaskiem, Tony zdążył tylko zamknąć oczy. Jak zawsze, charakterystyczny skręt żołądka nie był najprzyjemniejszy.
Zapach w pomieszczeniu, w którym się znaleźli, był zupełnie inny. Borgin wyprostował się, unosząc powieki i rozejrzał się dookoła z aprobatą, bo sam lubił butelkową zieleń i jej połączenia z drewnem. Salon był elegancki, dobrze zagospodarowany i godny czarodzieja z ważnej rodziny, o dobrej pozycji w Ministerstwie. Gdy na knotach świec zatańczył płomyk, mógł przyjrzeć się detalom, takim jak mroczne obrazy czy poduszki na siedziskach.
- Jest chociaż na kogoś innego ten dom? Zadbałeś o spis? - odpowiedział mu równie poważnie, wsuwając wolną dłon w kieszeń, bo w drugiej trzymał teczkę. Nie czuł potrzeby zapewniana go w czymś, co wydawało mu się oczywiste. Borgin nie paplał o takich rzeczach, ale z pewnością przejrzy akta w Ministerstwie, chcąc się upewnić, że Nicholas był tu niemożliwy do znalezienia. Potrzebowali takich miejsc, każdy jeden, który nosił czarną szatę. I chyba tylko Antek o to nie dbał. - A to taki przyjemny salon. Kojarzy mi się z Hogwartem.
Wzruszył ramionami, ruszając jednak za nim w milczeniu. Trudno było go wybadać, czy Nicholas w ogóle kiedykolwiek się uśmiechał, czy wszystko traktował z taką powagą?Borgin zwilżył wargi, gdy drzwi się za nimi zamknęły i omiótł gabinet wzrokiem. Był schludny, lubił takie miejsca - za cholerę nie umiał pracować w chaosie, rozpraszało go to. Skoro zaprosił go do gabinetu, sprawa była chyba poważna. Odłożył więc teczkę przy fotelu, który sobie wybrał i usiadł wygodnie, odpinając guzik od koszuli, bo nie byli już w Ministerstwie. Tak, aby mógl swobodniej złapać oddech. - Whisky albo burbon, koniak też się nada. Mam nadzieję, że będziesz mi przy szklance towarzyszły, bo to okropnie smutne pić samemu.
Podniósł na niego spojrzenie, uśmiechnął się lekko i podziękował skinieniem głowy za popielniczkę.
Rozmowy o nieruchomościach były nudne, ale to wlaśnie ten element rynku mógł przynieść najlepszy zysk, jeśli umiało się to dobrze sprzedać. Przyrost ludzi był duży, ilość mieszkań i domów sprawiała, że wiele rodzin cisnęło się w jednym budynku kilkoma pokoleniami, bo albo nie było odpowiedniej alternatywy, albo wychodziła ona poza budżet. Ceny rosły, chociaż przypuszczał, że ich działania i wywołany pożar mogły doprowadzić do krótkotrwałego złamania rynku w najbliższych miesiącach, gdy zmniejszy się już ilość osób, które w wyniku ognia zostały bez domów. Wzrosnąć mogły ceny posiadłośći poza stolicą, bo ludzie mogli chcieć z Londynu po porstu uciec.
Zgasił papierosa, a chwilę później Travers złapał go za ramię i teleportował z trzaskiem, Tony zdążył tylko zamknąć oczy. Jak zawsze, charakterystyczny skręt żołądka nie był najprzyjemniejszy.
Zapach w pomieszczeniu, w którym się znaleźli, był zupełnie inny. Borgin wyprostował się, unosząc powieki i rozejrzał się dookoła z aprobatą, bo sam lubił butelkową zieleń i jej połączenia z drewnem. Salon był elegancki, dobrze zagospodarowany i godny czarodzieja z ważnej rodziny, o dobrej pozycji w Ministerstwie. Gdy na knotach świec zatańczył płomyk, mógł przyjrzeć się detalom, takim jak mroczne obrazy czy poduszki na siedziskach.
- Jest chociaż na kogoś innego ten dom? Zadbałeś o spis? - odpowiedział mu równie poważnie, wsuwając wolną dłon w kieszeń, bo w drugiej trzymał teczkę. Nie czuł potrzeby zapewniana go w czymś, co wydawało mu się oczywiste. Borgin nie paplał o takich rzeczach, ale z pewnością przejrzy akta w Ministerstwie, chcąc się upewnić, że Nicholas był tu niemożliwy do znalezienia. Potrzebowali takich miejsc, każdy jeden, który nosił czarną szatę. I chyba tylko Antek o to nie dbał. - A to taki przyjemny salon. Kojarzy mi się z Hogwartem.
Wzruszył ramionami, ruszając jednak za nim w milczeniu. Trudno było go wybadać, czy Nicholas w ogóle kiedykolwiek się uśmiechał, czy wszystko traktował z taką powagą?Borgin zwilżył wargi, gdy drzwi się za nimi zamknęły i omiótł gabinet wzrokiem. Był schludny, lubił takie miejsca - za cholerę nie umiał pracować w chaosie, rozpraszało go to. Skoro zaprosił go do gabinetu, sprawa była chyba poważna. Odłożył więc teczkę przy fotelu, który sobie wybrał i usiadł wygodnie, odpinając guzik od koszuli, bo nie byli już w Ministerstwie. Tak, aby mógl swobodniej złapać oddech. - Whisky albo burbon, koniak też się nada. Mam nadzieję, że będziesz mi przy szklance towarzyszły, bo to okropnie smutne pić samemu.
Podniósł na niego spojrzenie, uśmiechnął się lekko i podziękował skinieniem głowy za popielniczkę.