01.03.2026, 10:26 ✶
Wspaniale było rozładować emocje w sposób twórczy.
Nie żeby zamierzał zostać stolarzem.
Ale destrukcja usprawiedliwiona tworzeniem była czymś absolutnie doskonałym i społecznie akceptowalnym, więc dziś... ofiarą została jadalnia.
Z oczywistych względów, nie pasowała do kuchni.
Z mniej oczywistych względów musiał zająć czymś ręce. Może musiał też zirytować Lucy. Może gdyby się na niego zirytowała i zaczęła gderać, łatwiej by do niego dotarło, że nie jest osobą, która jakkolwiek chce swoje życie spędzać w relacji z góry skazanej na porażkę.
Obudził się jeszcze przed zmierzchem, bo bardzo nie chciał spać. Wparował do jadalni i rozpoczął przemianę tego miejsca.
Podłoga coraz szybciej zaczęła przypominać pobojowisko. Stare tapety. Fu! Meble, na które patrzył z ostentacyjnym zażenowaniem. Tam nie było za bardzo planu. Tam był chaos. I kilka rzeczy, które kupił wcześniej. Kilka, które zostały jeszcze po "remoncie" kuchni.
Nie to żeby umiał zrobić to profesjonalnie, najważniejsze, żeby już zniszczyć stare i zrobić miejsce na nowe, żeby nie było odwrotu. Albo go wyrzuci. Tak. To byłoby też... wspaniała opcja.
Kiedy weszła do środka stał przy ścianie z pięcioma arkuszami tapet, przykładając jeden po drugim dwudziestocalowe kwadraty i rozmyślając, co będzie najlepszym przejściem z kuchni właśnie.
Wyczuł jej obecność i uśmiechnął się pod nosem, po czym wziął wdech i z absolutnie bezczelną lekkością wyrzucił z siebie:
– Myślałem o tej ekipie co działa w Dolinie. Dwa niedźwiedzie, ktoś mi pokazał ostatnio ich żałosną uloteczkę. Pomyślałem jednak, że jeśli ulotki nie potrafią porządnie zrobić, to nie powinno się mieć do nich zaufania w sprawie mebli, nie sądzisz mon pettite L?– Czy to tylko jego wyobraźnia, czy powietrze stężało i przyjemne iskierki przeskakiwały w nim zwiastując nadejście prawdziwej burzy?
Nie żeby zamierzał zostać stolarzem.
Ale destrukcja usprawiedliwiona tworzeniem była czymś absolutnie doskonałym i społecznie akceptowalnym, więc dziś... ofiarą została jadalnia.
Z oczywistych względów, nie pasowała do kuchni.
Z mniej oczywistych względów musiał zająć czymś ręce. Może musiał też zirytować Lucy. Może gdyby się na niego zirytowała i zaczęła gderać, łatwiej by do niego dotarło, że nie jest osobą, która jakkolwiek chce swoje życie spędzać w relacji z góry skazanej na porażkę.
Obudził się jeszcze przed zmierzchem, bo bardzo nie chciał spać. Wparował do jadalni i rozpoczął przemianę tego miejsca.
Podłoga coraz szybciej zaczęła przypominać pobojowisko. Stare tapety. Fu! Meble, na które patrzył z ostentacyjnym zażenowaniem. Tam nie było za bardzo planu. Tam był chaos. I kilka rzeczy, które kupił wcześniej. Kilka, które zostały jeszcze po "remoncie" kuchni.
Nie to żeby umiał zrobić to profesjonalnie, najważniejsze, żeby już zniszczyć stare i zrobić miejsce na nowe, żeby nie było odwrotu. Albo go wyrzuci. Tak. To byłoby też... wspaniała opcja.
Kiedy weszła do środka stał przy ścianie z pięcioma arkuszami tapet, przykładając jeden po drugim dwudziestocalowe kwadraty i rozmyślając, co będzie najlepszym przejściem z kuchni właśnie.
Wyczuł jej obecność i uśmiechnął się pod nosem, po czym wziął wdech i z absolutnie bezczelną lekkością wyrzucił z siebie:
– Myślałem o tej ekipie co działa w Dolinie. Dwa niedźwiedzie, ktoś mi pokazał ostatnio ich żałosną uloteczkę. Pomyślałem jednak, że jeśli ulotki nie potrafią porządnie zrobić, to nie powinno się mieć do nich zaufania w sprawie mebli, nie sądzisz mon pettite L?– Czy to tylko jego wyobraźnia, czy powietrze stężało i przyjemne iskierki przeskakiwały w nim zwiastując nadejście prawdziwej burzy?