02.03.2026, 10:36 ✶
Nie to nie, łaski bez, aż chciało się powiedzieć. Ale Malfoy nie nie ciągnął też jakoś strasznie tematu, bo nie przywykł do przymuszania potencjalnych teściów do czegokolwiek. Tych niepotencjalnych zresztą też nie. Szacunek do żałoby czy inne duperele, które Lorraine próbowała mu wbić do głowy. Zresztą miał wystarczająco dużą klientelę wśród straumatyzowanych wydarzeniami z początku września mieszkańców Nokturnu i ludzi z kowenu. Klientela co prawda zbyt wiele nie płaciła, ale to już tam nieważne. Grunt, że dawała wyciągać sobie wspomnienia z głów, które mógł wplatać w obrazy.
Richard wolał się męczyć z uciążliwymi wspomnieniami - jego wola. Baldwin po prostu naciągnął z powrotem rękaw, ukrywając wahadełko.
- Jak poważnie traktujesz relację ze Scarlett?
No to chłop teraz dojebał. Niby normalne pytanie, co się zadaje chłopakowi, z którym jest własna córka, ale wziął go tym z zaskoczenia. Kiedyś musiał przyjść ten moment, ale... no nie teraz. Nie kiedy siedział sam. No i oczywiście, że nie mógł mu wyjawić wszystkich szczegółów, zwłaszcza tych pikantnych. Więc uznał, że nie wyjawi nic.
Jeśli Richard spodziewał się poważnej odpowiedzi, deklaracji miłości albo nie daj Bogom pytania o rękę córki - no to się chłopina przeliczył. Baldwin wpatrywał się w niego przez parę dobrych sekund ze szklanką w połowie drogi do ust. Odstawił ją.
- No wieeesz…- Zaczął., przeciągając każdą sylabę, co by zyskać parę dodatkowych sekund.- Sir.- Dodał szybko. Odchrząknął wyraźnie pytaniem zaaferowany. A raczej tym jak się wymigać od odpowiedzi.- Inny zestaw pytań poproszę. Bo widzisz, gdzieś kiedyś wyczytałem takie powiedzenie - Nic o nas, bez nas, sir. I tego się trzymam jeśli chodzi o twoją córcię, panie Mulciber. Życie mi milsze nad dyskutowanie z Tobą o jej przyszłości. Czy tam naszej przyszłości. Czy o czymkolwiek co jej dotyczy. Scarlett tego nie lubi, a ja nie lubię robić rzeczy, których ona nie lubi. Jak będzie chciała wszystko wyśpiewać jak na spowiedzi, to zrobi to sama. Przyjmijmy, że na razie moim zamiarem jest trzymać ją z dala od tych wszystkich pojebów co podpalili miasto.- Aż się skrzywił. Baldwin ewidentnie nie przepadał za śmierciożercami. - Taka to relacja i traktuję ją na tyle poważnie, że ulokowałem ją w najbezpieczniejszym miejscu w całym Londynie - u mojej siostry stryjecznej. Włos jej z głowy tam nie spadnie.
Odsunął od siebie szklankę.
Richard wolał się męczyć z uciążliwymi wspomnieniami - jego wola. Baldwin po prostu naciągnął z powrotem rękaw, ukrywając wahadełko.
- Jak poważnie traktujesz relację ze Scarlett?
No to chłop teraz dojebał. Niby normalne pytanie, co się zadaje chłopakowi, z którym jest własna córka, ale wziął go tym z zaskoczenia. Kiedyś musiał przyjść ten moment, ale... no nie teraz. Nie kiedy siedział sam. No i oczywiście, że nie mógł mu wyjawić wszystkich szczegółów, zwłaszcza tych pikantnych. Więc uznał, że nie wyjawi nic.
Jeśli Richard spodziewał się poważnej odpowiedzi, deklaracji miłości albo nie daj Bogom pytania o rękę córki - no to się chłopina przeliczył. Baldwin wpatrywał się w niego przez parę dobrych sekund ze szklanką w połowie drogi do ust. Odstawił ją.
- No wieeesz…- Zaczął., przeciągając każdą sylabę, co by zyskać parę dodatkowych sekund.- Sir.- Dodał szybko. Odchrząknął wyraźnie pytaniem zaaferowany. A raczej tym jak się wymigać od odpowiedzi.- Inny zestaw pytań poproszę. Bo widzisz, gdzieś kiedyś wyczytałem takie powiedzenie - Nic o nas, bez nas, sir. I tego się trzymam jeśli chodzi o twoją córcię, panie Mulciber. Życie mi milsze nad dyskutowanie z Tobą o jej przyszłości. Czy tam naszej przyszłości. Czy o czymkolwiek co jej dotyczy. Scarlett tego nie lubi, a ja nie lubię robić rzeczy, których ona nie lubi. Jak będzie chciała wszystko wyśpiewać jak na spowiedzi, to zrobi to sama. Przyjmijmy, że na razie moim zamiarem jest trzymać ją z dala od tych wszystkich pojebów co podpalili miasto.- Aż się skrzywił. Baldwin ewidentnie nie przepadał za śmierciożercami. - Taka to relacja i traktuję ją na tyle poważnie, że ulokowałem ją w najbezpieczniejszym miejscu w całym Londynie - u mojej siostry stryjecznej. Włos jej z głowy tam nie spadnie.
Odsunął od siebie szklankę.