03.03.2026, 09:49 ✶
Tok rozmowy został zerwany gwałtownie i niespodziewanie. Słów dziwne, zniekształcone, pełne trwogi i wstrząsającego do cna Anthony’ego… Nie mogły przecież pochodzić od Botta, który z taką estymą wypowiadał się w pełnej kontrze do działań Śmierciożerców.
Momentalnie skrócił dystans, wspierająco kładąc dłoń na barku rosłego blondyna.
- Na Matkę… cóż to za straszliwa klątwa? Czyżby pokłosie Spalonej Nocy? - dedukował, bo przecież były i inne przekleństwa. Tajemnicze runy, duszące ręce, kaszel, który nie zamierzał przejść. Przy tym wszystkim wiadro farby wylane na jego twarz zdawało się najmniejszym z możliwych problemów. - Strach… absolutnie się zgadzam. Ale i próļa od bogów, abyśmy przetestowali swoje charaktery. Chodźmy bliżej zabudowań, Pan się musi czegoś napić usiąść, czy… czy jest Pan w kontakcie z klątwołamaczem? - dopytywał, gdy w głowie już terkotały mu inne pytania. Jak wiele osób wypluwa z siebie takie słowa? Kogo dotykało? Czy w pewien przewrotny sposób wskazywało na ludzi, którym właśnie warto było zaufać w tej nierównej walce? - Zna pan kogoś, kto jeszcze… jest w tym stanie? - Okropieństwo przymusu zacisnęło gardło Anthony’emu, z gardła dobył się więc raczej skuszony skrzek, gdy lęk na krótką chwilę przejął nad nim kontrolę. Co by zrobił, gdyby sam był w takim stanie? Zmuszony do wypluwania słów, które nie należały do niego? Ile pieniędzy wydałby na leczenie, nie pokazując się publicznie do czasu, aż ten stan by przeminął?
Momentalnie skrócił dystans, wspierająco kładąc dłoń na barku rosłego blondyna.
- Na Matkę… cóż to za straszliwa klątwa? Czyżby pokłosie Spalonej Nocy? - dedukował, bo przecież były i inne przekleństwa. Tajemnicze runy, duszące ręce, kaszel, który nie zamierzał przejść. Przy tym wszystkim wiadro farby wylane na jego twarz zdawało się najmniejszym z możliwych problemów. - Strach… absolutnie się zgadzam. Ale i próļa od bogów, abyśmy przetestowali swoje charaktery. Chodźmy bliżej zabudowań, Pan się musi czegoś napić usiąść, czy… czy jest Pan w kontakcie z klątwołamaczem? - dopytywał, gdy w głowie już terkotały mu inne pytania. Jak wiele osób wypluwa z siebie takie słowa? Kogo dotykało? Czy w pewien przewrotny sposób wskazywało na ludzi, którym właśnie warto było zaufać w tej nierównej walce? - Zna pan kogoś, kto jeszcze… jest w tym stanie? - Okropieństwo przymusu zacisnęło gardło Anthony’emu, z gardła dobył się więc raczej skuszony skrzek, gdy lęk na krótką chwilę przejął nad nim kontrolę. Co by zrobił, gdyby sam był w takim stanie? Zmuszony do wypluwania słów, które nie należały do niego? Ile pieniędzy wydałby na leczenie, nie pokazując się publicznie do czasu, aż ten stan by przeminął?