• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
1 2 3 4 5 … 11 Dalej »
lato 1972, 31 sierpnia // Dægberht & Laurent

lato 1972, 31 sierpnia // Dægberht & Laurent
oceanic feeling
Wipe the feet, the knees
Crawl to angry sea
I feel trampled here

The night just cradle in me
wiek
28
sława
IV
krew
czysta
genetyka
bezpieśny
zawód
wagabunda, twórca
Niesamowicie piękny człowiek. 179 centymetrów wzrostu; długie, lekko falujące się, brązowe włosy. Srebrzyca. Czasami jego oczy w świetle mogą wydawać się złote, ale to iluzja optyczna. Sporadycznie kilkudniowy zarost. Kilka blizn, które zdobył na morzu, większość zakryta runicznymi tatuażami zamkniętymi w kołach. Nie używa żadnych perfum - czuć od niego pot, morze, alkohol i las.

Dægberht Flint
#3
31.03.2026, 12:57  ✶  
Flint w całej swojej ekscentryczności, pozostawał kimś, kto wyraźnie nie próbował nikomu imponować. I to było dziwne – prawdopodobnie (nawet mimo teorii o świecie zahaczających o obłąkanie) to właśnie było jego największym dziwactwem – bo po to się pisało wiersze, żeby je czytano, po to przynosiło się ludziom opowieści, żeby ich słuchano... Właściwie wszystko, czego się dotykał należało do kategorii rzeczy, które kojarzyły się (bardzo słusznie) z celowymi próbami błyszczenia w oczach innych. On jednak robił niektóre rzeczy jakby bezwiednie, a kiedy człowiekowi wydawało się, że nauczył się jego języka i zrozumiał w jaki sposób odbierać jego zachowania i sztukę, on nagle stawał się kimś odległym. Uciekał od rodziny i przyjaciół jak morskie fale – wybierał kiedy chce niespokojnie rozbić się o ich brzeg, a kiedy uspokoić się lub cofnąć daleko – tak by innym pozostawało jedynie oczekiwanie w tęsknocie i cisza. Odpływ kiedyś się kończył. Nie każdy jednak miał cierpliwość do gonienia za czymś nieosiągalnym.

Pojawił się więc uśmiech – tryskały z niego entuzjazm i wdzięczność, które uleciały z niego dokładnie w momencie odwrócenia głowy w bok, aby podążyć za dźwiękiem czajnika z gotującą się wodą. Odpływ. Kiedy stracił tobą zainteresowanie, wymykał się jak piasek przesypujący się między palcami. Był tak zainteresowany przyrodą i światem, aby wytatuować na ciele dziesiątki pieśni pochwalnych Matki. Był jednocześnie tak ślepy, aby nie zauważyć dyskomfortu Laurenta znajdującego się w domu ludzi, którzy robili dokładnie to, co chcieli robić i nie bali się usiąść na siedzisku przy oknie w butach.

– Oh, uwielbiam herbatę – powiedział, znikając na moment w pochyleniu za kredensem, bo tam właśnie znajdował się kominek, na którym grzał im wodę. – Przetestujemy ją więc – postanowił i postawił prezent obok dwóch naszykowanych wcześniej filiżanek.

A później nastąpił przypływ.

Jego wzrok wrócił do Laurenta, żeby skrzyżować ich wspomnienia. Przepiękne tafle brązowych włosów zdobiące jego niecodzienne oblicze oprawiły jego twarz w ramkę. Flint był pełen pięknych kontrastów – opalona skóra przypominająca o latach spędzonych w słonecznym Kairze i pochodzeniu noszącym w sobie wspomnienia bezkresnych gorących pustyni, konkurowała ze srebrnymi, zimnymi tęczówkami charakterystycznych dla lokalnej choroby. Kiedy światło słońca uderzało promieniami w skórę pokrytą srebrzycą, ta zdawała się błyszczeć niczym łuska – to pewnie dlatego mężczyzna nigdy nie pogodził się z odejściem Wulfwyn. Przypominało mu o niej każdej spojrzenie w lustro.

– Oooczywiście! – Rzucił śpiewnie. – Przyznam ci nawet, Laurent, że chociaż nie robiłem tego wcześniej i ograniczałem się do pisania o podróżach w pieśniach i wierszach, chyba zmieniłem nieco nastawienie i stworzę o tym artykuł do któregoś z brytyjskich czasopism. Udało mi się w tym roku przywrócić do cyklu wiele dusz, być może wieść o tym pomogłaby mieszkańcom Londynu w zdobyciu odrobiny nadziei w obliczu… – końca świata, chciał dokończyć. List Victorii był pełen bólu i obaw, Flint nie potrafił nie myśleć o niej, kiedy tkał swoje wyobrażenia o stanie lokalnej wiary.

Pobladł, kładąc dłoń na przybrudzonym przez Scyllę blacie. Widać było, że odpłynął. Kiedy się ocknął, jego twarz na powrót przybrała rumieńców.

– Ahhh, no cóż – pogładził się po włosach, po czym zalał im tę herbatę. – Często bywasz w Londynie? Zastanawiałem się, czy nie wyrwałem cię z dobrego miejsca zapraszając do stolicy. – Miasto kojarzyło mu się z brudem – Laurent z lasami Keswick i brzegiem morza.

Nie wydawał się przejęty jego skrępowaniem. Przywykł do tego, aby dawać rzeczom, zdarzeniom, ludziom... płynąć. We własnym rytmie. Ciężko mu było pojąć powszechne definicje niezręczności.

@Laurent Prewett


Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dægberht Flint (1249), Laurent Prewett (565)




Wiadomości w tym wątku
lato 1972, 31 sierpnia // Dægberht & Laurent - przez Dægberht Flint - 02.04.2025, 00:46
RE: lato 1972, 31 sierpnia // Dægberht & Laurent - przez Laurent Prewett - 22.12.2025, 21:38
WIP | Laurent Prewett - przez Dægberht Flint - 31.03.2026, 12:57

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa