04.03.2026, 12:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.03.2026, 12:31 przez Christopher Rosier.)
– Mugole zazwyczaj są bardzo chciwi i łatwi do wykiwania. Znasz czarodziejką wersję bajki o Rumpelstickim? – spytał Christoper, kiwając głową, gdy powiedziała, w zgodzie, że owszem, był to fajny fragment… ale też jakoś go nie zaskakiwał. Dość nieświadom tego, że czarodzieje też bywali chciwi i niezbyt sprytni (a przynajmniej był tego nieświadom jako dziecko), sądził, że przecież to całe wykiwanie mugola jest prostsze niż zabranie dziecku cukierka.
– Dopiero w Hogwarcie zrozumiałem, w czym tkwi problem z Fontanną – przyznał. Matka akurat przeczytała mu tę baśń jakoś bez większego namysłu: mugole jej po prostu nigdy nie interesowali i uznała to pewnie za nieszkodliwą bajkę, a młodemu Rosierowi bardzo spodobała się wizja fontanny, która może spełnić życzenia. Oczywiście, dość regularnie tłumaczono mu, że jego rodzina jest specjalna, co przyjmował do wiadomości, ale jako mały dzieciak choć z jednej strony uważał, że Czara Mara radząca sobie z mugolami to oczywistość, z drugiej zupełnie nie przyszło mu do głowy, że w małżeństwie z rycerzem może być coś złego. Był rycerzem, tak? Miał miecz i pewnie fajną zbroję, czemu dziewczyna miałaby nie wyjść za rycerza? Dopiero gdy wrócił do tej baśni mając kilkanaście lat doznał olśnienia, że chodziło tutaj o małżeństwo z niemagicznym…
– Victorio, jeśli będziemy kontynuować tę dyskusję, nawiedzony przez złe wspomnienia zostanę zmuszony do rzucenia się do najbliższego kanału – powiedział, spoglądając na nią z nieco zbolałą miną. Wyolbrzymiał, ale tylko odrobinę, bo faktycznie w jego głowie rozbrzmiał głos ciotki, usiłującej czytać bajki z odpowiednią intonacją. Christoper do tej pory miał uraz do starszej czarownicy. – Na połów canolli i poszukiwania najładniejszych masek z Wenecji – zgodził się Christoper, chowając zakupione notatniki, zanim znowu skierowali się ku schodom. Żałował trochę, że nie ma aparatu, ale obrzucił je uważnym spojrzeniem, starając się zapamiętać szczegóły, bo zawsze mógł przecież spróbować je namalować.
Niebo było już od jakiegoś czasu ciemne, na ulicach płonęły latarnie. Udało się im znaleźć cukiernię i magiczną, i taką mugolską, i zaopatrzyć w wybór włoskich smakołyków, niedługo przed zamknięciem lokali, a potem mogli jeszcze zajrzeć do sklepu z pamiątkami, gdzie oferowano weneckie maski, jedwabne szale z wzorami oraz szklane wyroby z okolicznych wysp. Tuż przed północą zaś pozostawało udać się do kamienicy, gdzie czekał na nich powrotny świstoklik.
– Dopiero w Hogwarcie zrozumiałem, w czym tkwi problem z Fontanną – przyznał. Matka akurat przeczytała mu tę baśń jakoś bez większego namysłu: mugole jej po prostu nigdy nie interesowali i uznała to pewnie za nieszkodliwą bajkę, a młodemu Rosierowi bardzo spodobała się wizja fontanny, która może spełnić życzenia. Oczywiście, dość regularnie tłumaczono mu, że jego rodzina jest specjalna, co przyjmował do wiadomości, ale jako mały dzieciak choć z jednej strony uważał, że Czara Mara radząca sobie z mugolami to oczywistość, z drugiej zupełnie nie przyszło mu do głowy, że w małżeństwie z rycerzem może być coś złego. Był rycerzem, tak? Miał miecz i pewnie fajną zbroję, czemu dziewczyna miałaby nie wyjść za rycerza? Dopiero gdy wrócił do tej baśni mając kilkanaście lat doznał olśnienia, że chodziło tutaj o małżeństwo z niemagicznym…
– Victorio, jeśli będziemy kontynuować tę dyskusję, nawiedzony przez złe wspomnienia zostanę zmuszony do rzucenia się do najbliższego kanału – powiedział, spoglądając na nią z nieco zbolałą miną. Wyolbrzymiał, ale tylko odrobinę, bo faktycznie w jego głowie rozbrzmiał głos ciotki, usiłującej czytać bajki z odpowiednią intonacją. Christoper do tej pory miał uraz do starszej czarownicy. – Na połów canolli i poszukiwania najładniejszych masek z Wenecji – zgodził się Christoper, chowając zakupione notatniki, zanim znowu skierowali się ku schodom. Żałował trochę, że nie ma aparatu, ale obrzucił je uważnym spojrzeniem, starając się zapamiętać szczegóły, bo zawsze mógł przecież spróbować je namalować.
Niebo było już od jakiegoś czasu ciemne, na ulicach płonęły latarnie. Udało się im znaleźć cukiernię i magiczną, i taką mugolską, i zaopatrzyć w wybór włoskich smakołyków, niedługo przed zamknięciem lokali, a potem mogli jeszcze zajrzeć do sklepu z pamiątkami, gdzie oferowano weneckie maski, jedwabne szale z wzorami oraz szklane wyroby z okolicznych wysp. Tuż przed północą zaś pozostawało udać się do kamienicy, gdzie czekał na nich powrotny świstoklik.
Koniec sesji