Ratował swój cenny dobytek, jaką była sypialnia i garderoba. To, co należało do niego. Gdyby znajdował się w innym miejscu, które dotknąłby pożar, najpewniej zwiałby z miejsca zdarzenia. Udawałby najpewniej, że go tam nie było. Naburmuszył się trochę na słowa Astorii. Nie do końca może rozumiejąc, co miała na myśli. Ratował swój wizerunek, to przecież oczywiste! A szafa z ubraniami była jego częścią, której – nie zdołał uratować. Zatem część jego wizerunku nie została odratowana i musi posiłkować się sklepem matki. Na nowo ją uzupełniać. Tutaj, nie odpowiedział nic. Nawet na jej złośliwy uśmiech. Wyglądał jakby się lekko obraził. Ratował coś więcej? Jedynie pomógł jej dostać się do galerii, jak go prosiła. To było już znacznie wiele jak na jego możliwości.
- Nie zaprzeczę.Zgodził się z jej słowami, że była idealną kobietą, którą mógł posiąść każdy kawaler. Tak samo on. Był kawalerem do wzięcia. Choć bez pracy. Nie mógłby żony utrzymać, gdyby pieniądze zaczęły kończyć się w skrytce. Nie mógł także chwalić się na lewo i prawo, że zarabia na haraczu, ratując w ten sposób tyłki nocturmowskim biznesmenom. Bo miał nazwisko. Bo miał status.
Czy uważał, że ojciec chce dla niego najlepiej? Naciskając na pracę? Licząc, że pójdzie w jego ślady? Nie odpowiedział na to. Odstawiając kieliszek na blat stołu.
- Remont może potrwać. Ale nie uśmiecha mi się mieszkać z czymś, co opętało.. krzesło. Łatwiej sprzedać i kupić nowe. Zbyt leniwy jestem na szukanie klątwołamacza czy jakiegoś egzorcystę.Odparł zgodnie z tym co planował zrobić. A może nawet i jego mieszkanie stanie się dla kogoś nowym dachem nad głową, pomimo klątwy. Aż tak dalekich znajomości nie miał. Zlecenie komuś, aby tego kogoś poszukał, też trochę trwa. Jak miałby tak każdemu płacić za zlecenie, to już wolałby kupić nowe lokum mieszkalne.
Zaprawdę, nie musiała przy nim udawać. W tym pomieszczeniu byli sami. Nie towarzyszyli im jej rodzice. Nie musieli trzymać się ścisłej etykiety, choć wyuczeni jej byli od dziecka. Mogli być sobą i tego od niej oczekiwał. Zaniepokoił się, kiedy zakaszlała. Nie umiał w pierwszą pomoc, gdyby nagle musiałby jej udzielić. Na całe szczęście, interweniować nie musiał, poza samą obserwacją. Kaszel ustąpił i dziewczyna zgodziła się na zmianę tematu skupiając to chwilowo na potrawach. Również ujął w dłonie sztućce i nałożył sobie trochę warzyw i mięsa. Kosztował po trochu, delektując się smakiem doprawionych potraw.
- Najwyżej zwolnisz i zatrudnisz innego.Wzruszył ramionami. Jakby zatrudnienie nowego skrzata nie było jakimś problemem. Może nie dla Malfoyów. Posłał jej uśmiech, jakby odrobinę żartował. Na jedzenie nie narzekał. Smakowało mu i mógłby przyznać, że było odpowiednio przygotowane i smaczne.